Nawet nie wiem, jak mogę was przeprosić..
Jak ostatnio mówiłam, że dodam rozdział V to faktycznie to zrobiłam, ale nie mam pojęcia dlaczego się nie dodał.. Byłam w szoku, gdy dzisiaj weszłam na bloga, patrze a tego rozdziału po prostu nie ma. Na prawdę mi przykro, bo pewnie niektórzy z was na niego czekali, a on po prostu się nie pojawił.. Ale zaraz go dodam, spokojnie, na pewno będzie. Upewnię się z 4 razy , że na 100% jest.
Jeszcze raz przepraszam i zapraszam na rozdział V.
Syl xx
Wyświetlenia ;3
26 lipca 2013
15 lipca 2013
Info
Czeeeeść wam! Stęskniłam się za wami i pisaniem <3
Niestety mam trochę przykrą wiadomość, ale od początku zacznę, bo się pogubię :D
Dzisiaj tak jak obiecałam pojawi się rozdział, ale będzie on dopiero po 20 , czyli rozdział V będę mieć z głowy. Co do dalszych.. Chciałam dodać w tym tygodniu jeszcze ze 3 rozdziały, żeby wynagrodzić wam moją nieobecność, ale w wyniku remontu domu muszę wyjechać do cioci i tam nie będę mieć dostępu do laptopa i moich rękopisów. No a wiecie są wakacje i nie będę siedzieć u nich w domu i przepisywać ponad 30 stron ;//
A co do mojej nieobecności.. Jak wiecie (lub nie) byłam w Londynie i mam parę (kilkaset) zdjęć i jakby ktoś chciał je zobaczyć to może wejść na mojego fb : https://www.facebook.com/sylwia.czempinska lub wysłać mi swój adres e-mail i ja wyśle te zdjęcia ;] Zamieszczę też kilka zdjęć jeszcze dzisiaj zanim dodam rozdział :)
Do później :)
Miłego dnia kochani moi <3
Syl xx
Niestety mam trochę przykrą wiadomość, ale od początku zacznę, bo się pogubię :D
Dzisiaj tak jak obiecałam pojawi się rozdział, ale będzie on dopiero po 20 , czyli rozdział V będę mieć z głowy. Co do dalszych.. Chciałam dodać w tym tygodniu jeszcze ze 3 rozdziały, żeby wynagrodzić wam moją nieobecność, ale w wyniku remontu domu muszę wyjechać do cioci i tam nie będę mieć dostępu do laptopa i moich rękopisów. No a wiecie są wakacje i nie będę siedzieć u nich w domu i przepisywać ponad 30 stron ;//
A co do mojej nieobecności.. Jak wiecie (lub nie) byłam w Londynie i mam parę (kilkaset) zdjęć i jakby ktoś chciał je zobaczyć to może wejść na mojego fb : https://www.facebook.com/sylwia.czempinska lub wysłać mi swój adres e-mail i ja wyśle te zdjęcia ;] Zamieszczę też kilka zdjęć jeszcze dzisiaj zanim dodam rozdział :)
Do później :)
Miłego dnia kochani moi <3
Syl xx
06 lipca 2013
4.
CZEEEEEEŚĆ <3
Witam was w sobotni poranek, co prawda jest po 10 ale OK ;D
Najpierw dziękuję za tyle wyświetleń - ponad 500 - WOW ; o
Z komentarzami nadal kiepsko, ale mam nadzieję, że będze lepiej :)
Nie rozpisuję się,właściwie muszę lecieć, bo zaraz wyjeżdżam ; p
Mam nadzięję,że rozdział przypadnie was do gustu i dacie komentarz ;]
Już baaardzo niedługo One Direction na stałe będzie uczestniczyć w życiu bohaterki, więc nie martwcie się, że tak mało o nich jest :D
Do następnego moi drodzy, czyli do 15.07 :*
Syl xx
2.07.2013 Czwartek
Witam was w sobotni poranek, co prawda jest po 10 ale OK ;D
Najpierw dziękuję za tyle wyświetleń - ponad 500 - WOW ; o
Z komentarzami nadal kiepsko, ale mam nadzieję, że będze lepiej :)
Nie rozpisuję się,właściwie muszę lecieć, bo zaraz wyjeżdżam ; p
Mam nadzięję,że rozdział przypadnie was do gustu i dacie komentarz ;]
Już baaardzo niedługo One Direction na stałe będzie uczestniczyć w życiu bohaterki, więc nie martwcie się, że tak mało o nich jest :D
Do następnego moi drodzy, czyli do 15.07 :*
Syl xx
2.07.2013 Czwartek
To już dzisiaj! Wyjeżdżam z Manchesteru do Londynu.
Obecnie jest 9:07 a.m. Nath ulotnił się z mojego pokoju chwilę temu i poszedł się przebrać gdzieś indziej, bo byśmy się nie wyrobili.
Obecnie jest 9:07 a.m. Nath ulotnił się z mojego pokoju chwilę temu i poszedł się przebrać gdzieś indziej, bo byśmy się nie wyrobili.
Co do wczorajszej nocy… Było mi tak dobrze w jego ramionach.
Czułam się przy nim tak bezpiecznie.. Ale stop! Obiecaliśmy sobie zapomnieć o
tym zauroczeniu. To już dla nas zamknięty rozdział.
Boże, ile ten dom skrywa tajemnic. Wczoraj dołączyłam
kolejną. Mam nadzieje, że nikt nigdy się nie dowie o naszej zakazanej miłości.
O tym wiesz tylko Ty i my. Chociaż może znajdzie się osoba, która będzie mieć
Cię kiedyś w rękach i dowie się o wszystkim.. Kto wie.
No nic. Jest 9:14 a ja jeszcze nie ubrana. Przecież Londyn
czeka!
Czas ruszyć na podbój nowego miasta!
Czas ruszyć na podbój nowego miasta!
Kocham Cię
Sylvia Sykes
xx
Sylvia Sykes
xx
„And all your little things.. “
11 dzień wolny – podejrzane to mało powiedziane.
- Dzień dobry
rodzinko! – krzyknęłam i wbiegłam do kuchni.
- Widzę, że humor Ci dopisuje słońce. Dobrze, że cieszysz się na wyjazd – uśmiechnął się tata.
- Cieszę się, bo już po wakacjach pójdę do szkoły, o której zawsze marzyłam, a po drugie Heloł to Londyn! – wszyscy wybuchnęli śmiechem, a ja ugryzłam marchewkę, która nie wiem dlaczego, ale była razem z owocami na półmisku.
- Sylvia, jutro poznasz Liama. Akurat przyjeżdża do Londynu i jest okazja by go poznać.
- Extra. Nareszcie go poznam – udawałam radość, bo co innego mi pozostało?
- On też się cieszy i wręcz nie może się doczekać spotkania z Tobą. Dzwonił do mnie przed chwilą i powiedział, że życzy nam bezpiecznej podróży i że jutro wyciąga Cię na kręgle.
- Miło z jego strony – i uśmiech nr.3 . Ehh. Jakoś mi się nie widzi iść z nim gdziekolwiek.
- Dziękuję za tosty. Tato, kiedy przyjedzie tir od przeprowadzek? Chcę, żeby wszystko było na pewno zabrane.
- Hmm jest 9:48, więc zaraz powinni być.
-Okey. To ja idę do salonu się ponudzić. Nath, idziesz?
- Jasne.
- Widzę, że humor Ci dopisuje słońce. Dobrze, że cieszysz się na wyjazd – uśmiechnął się tata.
- Cieszę się, bo już po wakacjach pójdę do szkoły, o której zawsze marzyłam, a po drugie Heloł to Londyn! – wszyscy wybuchnęli śmiechem, a ja ugryzłam marchewkę, która nie wiem dlaczego, ale była razem z owocami na półmisku.
- Sylvia, jutro poznasz Liama. Akurat przyjeżdża do Londynu i jest okazja by go poznać.
- Extra. Nareszcie go poznam – udawałam radość, bo co innego mi pozostało?
- On też się cieszy i wręcz nie może się doczekać spotkania z Tobą. Dzwonił do mnie przed chwilą i powiedział, że życzy nam bezpiecznej podróży i że jutro wyciąga Cię na kręgle.
- Miło z jego strony – i uśmiech nr.3 . Ehh. Jakoś mi się nie widzi iść z nim gdziekolwiek.
- Dziękuję za tosty. Tato, kiedy przyjedzie tir od przeprowadzek? Chcę, żeby wszystko było na pewno zabrane.
- Hmm jest 9:48, więc zaraz powinni być.
-Okey. To ja idę do salonu się ponudzić. Nath, idziesz?
- Jasne.
Rozsiedliśmy się na
kanapach, które zostały, gdy nagle Nath wyciągnął zza pleców szampana i 2
kieliszki.
-Ty, skąd to masz?
-A zostało z wczoraj, to pomyślałem, że wypijemy, żeby się nie zmarnowało.
- Przecież będziesz prowadził.
- Tu jest ¾ butelki na nas dwoje. Poza tym wypiję kawę i będzie okey-podał mi napełniony kieliszek.
-Zdrowie. Za Twoje nowe lepsze życie w Londynie.
- Zdrowie – stuknęliśmy się kieliszkami i opróżniliśmy je od razu. Zawartość butelki zniknęła bardzo szybko, mam nadzieję, że tata albo Zoey nie zorientują się, że piliśmy.
Właśnie podjechał wóz od przeprowadzek i tata z Nathanem poszli załadować wszystkie pudła i meble. Uwinęli się w 15 minut, bo przecież nie byli sami. Tata zamknął drzwi i pożegnaliśmy się z domem. Nie płakałam, mój zawód nauczył mnie być twardą.
Wsiedliśmy do porsche Nathana i odjechaliśmy na lotnisko. Punkt 10:40 byliśmy na miejscu i teraz tylko czekaliśmy na odprawę.
‘Pasażerowie lotu 118 do Londynu proszeni są o udanie się do wyjścia 213 A…’
-Ty, skąd to masz?
-A zostało z wczoraj, to pomyślałem, że wypijemy, żeby się nie zmarnowało.
- Przecież będziesz prowadził.
- Tu jest ¾ butelki na nas dwoje. Poza tym wypiję kawę i będzie okey-podał mi napełniony kieliszek.
-Zdrowie. Za Twoje nowe lepsze życie w Londynie.
- Zdrowie – stuknęliśmy się kieliszkami i opróżniliśmy je od razu. Zawartość butelki zniknęła bardzo szybko, mam nadzieję, że tata albo Zoey nie zorientują się, że piliśmy.
Właśnie podjechał wóz od przeprowadzek i tata z Nathanem poszli załadować wszystkie pudła i meble. Uwinęli się w 15 minut, bo przecież nie byli sami. Tata zamknął drzwi i pożegnaliśmy się z domem. Nie płakałam, mój zawód nauczył mnie być twardą.
Wsiedliśmy do porsche Nathana i odjechaliśmy na lotnisko. Punkt 10:40 byliśmy na miejscu i teraz tylko czekaliśmy na odprawę.
‘Pasażerowie lotu 118 do Londynu proszeni są o udanie się do wyjścia 213 A…’
- No to na nas już
pora. Dzięki Nathan za pomoc.
- Nie ma sprawy wujku – przytulili się. Ojej jak słodko.
- Ciociu, opiekuj się wujkiem. Pamiętaj, że on nie lubi brokuł – teraz tulił się do Zo, która .. płakała ?!
- No mała, pilnuj się tam – zwrócił się do mnie- nie rozrabiaj, odpocznij w te wakacje. Odwiedzę Cię z chłopakami w Twoje urodziny – przytulił mnie mocno – obiecuje zapomnieć –szepnął.
- Ja też – odpowiedziałam mu również szeptem.
Jeszcze tylko grupowy misiek i udajemy się do wyjścia 213A. Nath pomachał nam i zniknął z pola widzenia, gdy tylko skręciliśmy w lewo.
- Nie ma sprawy wujku – przytulili się. Ojej jak słodko.
- Ciociu, opiekuj się wujkiem. Pamiętaj, że on nie lubi brokuł – teraz tulił się do Zo, która .. płakała ?!
- No mała, pilnuj się tam – zwrócił się do mnie- nie rozrabiaj, odpocznij w te wakacje. Odwiedzę Cię z chłopakami w Twoje urodziny – przytulił mnie mocno – obiecuje zapomnieć –szepnął.
- Ja też – odpowiedziałam mu również szeptem.
Jeszcze tylko grupowy misiek i udajemy się do wyjścia 213A. Nath pomachał nam i zniknął z pola widzenia, gdy tylko skręciliśmy w lewo.
Standardowo kontrola,
okazanie biletu i wsiadamy na pokład. Usiadłam przy oknie obok mnie Zo, a dalej
tata. Założyłam słuchawki i włączyłam radio. Akurat leciało ‘OWOA’ cover One
Direction. Swoją drogą Comic Relief było pół roku temu, a to ciągle leci w
radio. No no, są fenomenem. Jak będziemy na miejscu to wejdę w Google i
poczytam sobie o tym zespole, bo zaczynają mnie intrygować. Za 10 minut
wylatujemy, a już za dokładnie 1 h i 30 minut będziemy w Londynie.
Swoją drogą jestem ciekawa jak wygląda nasz nowy dom. Dziwne, że tata nie pokazał mi żadnych zdjęć, ale cóż, pewnie chce, żebym była w szoku.
Poczułam, że ktoś szturcha mnie w ramie i aż podskoczyłam.
- Wybacz. Chciałam zapytać, czy nie chcesz czegoś do picia albo do jedzenia.
-A masz żelki? – wyszczerzyłam się do niej.
- Jasne, całą torebkę. Też je uwielbiam – puściła mi oczko i zaśmiała się.
- To poproszę 2 paczki. Dzięki – posłałam jej uśmiech, a ona chwilę później dała mi rzeczone paczki pysznych słodkości.
Swoją drogą jestem ciekawa jak wygląda nasz nowy dom. Dziwne, że tata nie pokazał mi żadnych zdjęć, ale cóż, pewnie chce, żebym była w szoku.
Poczułam, że ktoś szturcha mnie w ramie i aż podskoczyłam.
- Wybacz. Chciałam zapytać, czy nie chcesz czegoś do picia albo do jedzenia.
-A masz żelki? – wyszczerzyłam się do niej.
- Jasne, całą torebkę. Też je uwielbiam – puściła mi oczko i zaśmiała się.
- To poproszę 2 paczki. Dzięki – posłałam jej uśmiech, a ona chwilę później dała mi rzeczone paczki pysznych słodkości.
Kilka minut później
wzbiliśmy się w powietrze, a ja pałaszowałam moje ukochane kwaśne żelki. W
radiu leciały hity tego roku, ale też zeszłego jak np. ’Call me maybe’. Swoją drogą lubię Carly, nie dlatego, że Justin ją
wypromował, ale dlatego, że jest fajna i ma cudowny głos. Poznałam ją kiedyś na
jakiejś gali jak Nath mnie zabrał. Nawet mnie obserwuje na Twitterze, a
koleżanki ze starej szkoły tylko mi zazdrościły i być może nadal zazdroszczą.
Nim się obejrzałam
byłam nad Londynem. Big Ben i Tamiza. Piękny widok.
„Prosimy pasażerów o zapięcie pasów i …” bla bla bla.. Dobra rozumiem – pasy i siedź spokojnie.
„Prosimy pasażerów o zapięcie pasów i …” bla bla bla.. Dobra rozumiem – pasy i siedź spokojnie.
-Tato! Kiedy będzie ta
taksówka? - jestem bardzo niecierpliwa. Już chcę zobaczyć nowy dom no i
oczywiście mój pokój.
-Zaraz skarbie. Spokojnie.
-Ugh.. Poczekam tę chwilę- i właśnie w tej chwili podjechała taxi. Ma szczęście. Droga do domu trwała jakieś 25 minut. Moim zdaniem to wcale nie obrzeża, ale okey.
- Tato, mówiłeś, że będziemy mieszkać na obrzeżach Londynu, a to jest prawie centrum.
- Bo widzisz, zmieniliśmy zdanie. Postanowiliśmy, że skoro się zaręczyliśmy to Zoey może mieszkać z nami i nie musiałaby wpadać do mnie albo ja do niej. Mój znajomy Paul załatwił mi dom blisko centrum. Mam nadzieję, że nie masz nam tego za złe? – spojrzał na mnie ‘tym’ spojrzeniem. Wie, że ‘to’ spojrzenie załatwi sprawę no i tym razem też tak było. W sumie nie byłam zła, bo będę mieć bliżej do szkoły.
-Im bliżej centrum tym lepiej! Do szkoły bliżej i wgl – uśmiechnęłam się.
-Cieszę się, że się cieszysz.
-Sylvia, co powiesz na powitalne zakupy?
-Okey, dobry pomysł. Tylko się odświeżę, jak dojedziemy do domu.
- Dobrze- uśmiechnęła się i uścisnęła rękę taty.
-Zaraz skarbie. Spokojnie.
-Ugh.. Poczekam tę chwilę- i właśnie w tej chwili podjechała taxi. Ma szczęście. Droga do domu trwała jakieś 25 minut. Moim zdaniem to wcale nie obrzeża, ale okey.
- Tato, mówiłeś, że będziemy mieszkać na obrzeżach Londynu, a to jest prawie centrum.
- Bo widzisz, zmieniliśmy zdanie. Postanowiliśmy, że skoro się zaręczyliśmy to Zoey może mieszkać z nami i nie musiałaby wpadać do mnie albo ja do niej. Mój znajomy Paul załatwił mi dom blisko centrum. Mam nadzieję, że nie masz nam tego za złe? – spojrzał na mnie ‘tym’ spojrzeniem. Wie, że ‘to’ spojrzenie załatwi sprawę no i tym razem też tak było. W sumie nie byłam zła, bo będę mieć bliżej do szkoły.
-Im bliżej centrum tym lepiej! Do szkoły bliżej i wgl – uśmiechnęłam się.
-Cieszę się, że się cieszysz.
-Sylvia, co powiesz na powitalne zakupy?
-Okey, dobry pomysł. Tylko się odświeżę, jak dojedziemy do domu.
- Dobrze- uśmiechnęła się i uścisnęła rękę taty.
Wysiadłam, a raczej
wybiegłam z taksówki. Normalnie aż mnie zamurowało. Mieszkaliśmy w jednej z najbogatszych
dzielnic Londynu. Nasz dom to nie dom tylko jakaś willa. Ogromny budynek z
basenem z tyłu, wielką czarną bramą z alarmem oraz z monitoringiem. Weszliśmy
na teren posesji, tata dał mi klucze i ja jako jedyne dziecko miałam zaszczyt
otworzenia tego wspaniałego domu. YEY!
-I jak wrażenie?- zapytał tata, gdy podchodziłam do drzwi.
-Tato, to miał być dom, a nie pałac. Ale ogólnie to jest świetny!
-Czyli się podoba? – szczerzył się, a ja pokiwałam głową – to się cieszę. Chodź, pokaże Ci dom i Twój pokój oraz niespodziankę, która tu na Ciebie czeka.
-Niespodzianka? Dla mnie? – od razu podbiegłam do taty i zrobiłam minę szczeniaczka. Wiem, że na niego działa. Cóż, niestety nie tym razem..
-Nie powiem, zaraz sama zobaczysz.
-Ughh okey. To chodźmy zwiedzać ten zacny dom rodzinko!- wydarłam się i pobiegłam w stronę frontowych drzwi.
-Słyszałeś? Rodzinko! – usłyszałam jeszcze pisk Zo. No i po co ona się tak cieszy ?
Tata wszedł ostatni i zamknął drzwi. Ja, gdy tylko weszłam znów przystanęłam i o mało co nie zemdlałam. Musielibyście widzieć kolorystykę tego domu i jak świetnie współgrała z naszymi starymi meblami jak i tymi nowymi, bo zauważyłam, że hol to wgl nowe miejsce, gdyż nigdy nie mieliśmy zegara kurantowego.
Naprzeciwko drzwi znajdują się ogromne schody. Mogę przysiąc, że wyglądają jak te z tych filmów o księżniczkach i balach. Cu –do –wne! Pierwsze wejście na lewo to salon, drugie to jadalnia. Z salonu jest osobne przejście do jadalni i do kuchni, do której drzwi znajdują się na końcu korytarza. Pierwsze drzwi po prawej to garderoba, bynajmniej jest wielka. Kolejne pomieszczenie to gabinet, zapewne taty, a ostatnie to jak to określił tata : szczotkarnia, cokolwiek to znaczy.
Zostawiliśmy nasze rzeczy w holu i ruszyliśmy schodami na piętro. Na górze znajdują się 4 pokoje. Ustawienia pokoi wyglądają tak, że po lewej i po prawej stronie są po 2 naprzeciwko siebie. Ostatni pokój należy do Zo i taty a naprzeciw jest gościnny. Mój pokój natomiast znajduje się po prawej stronie i mam widok na basen, a naprzeciw mojego gościnny. Każdy pokój jest wyposażony we wszystko, co potrzeba i posiada łazienkę.
Gdy weszłam do mojego pokoju szczęka opadła mi do samej ziemi. Mój ulubiony kolor, czyli błękit na ścianach i kwieciste wzory w rogach pokoju. Meble z brzozy idealnie pasujące do ścian. Pod ścianą prawie przy oknie wielkie łóżko z miliardem poduch. Pościel we wzór znaczków pocztowych różnych miast świata. Obok dwie małe szafki z lampkami. Naprzeciwko łóżka stoi biurko, a na nim najważniejszy dla mnie sprzęt – radio. Jednak moim ulubionym miejscem w tym pokoju będzie parapet. Duży i zrobiony na wzór mini łóżka usłany poduszeczkami, stąd mam wręcz idealny widok na ogród i basen.
- Ten parapet powiększyłem dla Ciebie. Tu będziesz mogła czytać. Jeszcze dzisiaj dowiozą półki na Twoje książki i sama wybierzesz, w którym miejscu będą wisieć. A i jeszcze jedno. Nie masz stojaków na gitary, a Paul ma kilka i powiedział, że Ci je da. Musimy tylko kupić gitary. Niedługo wybierzemy się na małe zakupy – uśmiechnął się do mnie , a ja podbiegłam do niego, mocno go przytuliłam i wyszeptałam ciche ‘dziękuję’.
Tata wyszedł, a ja rzuciłam się na łóżko. Obróciłam głowę w lewo i zobaczyłam jakieś białe drzwi. Podeszłam i je otworzyłam a tam łazienka. Taka wielka i cała moja! Był prysznic i jacussi oraz taki fajny fotel i wieeelkie lustro. Idealne miejsce do wykonywania makijażu. Zresztą było tu też takie jakby biurko a na nim umywalka i pełno szuflad na moje rzeczy. Już czułam się tu dobrze. Może to dzięki lawendowo-różowemu odcieniowi ścian. Wzięła szybki prysznic, ubrałam się i zbiegłam na dół się pomalować, bo mądra ja zostawiła torebkę w holu. Całe szczęście, że wisi tam lustro, bo inaczej byłabym zmuszona wchodzić po tych gigantycznych schodach.
- Gotowa! – krzyknęłam. O! tu też jest echo!
- To idziemy.
- Idziemy – odparłam z uśmiechem i wyszłyśmy z domu zostawiając tatę samego.
-I jak wrażenie?- zapytał tata, gdy podchodziłam do drzwi.
-Tato, to miał być dom, a nie pałac. Ale ogólnie to jest świetny!
-Czyli się podoba? – szczerzył się, a ja pokiwałam głową – to się cieszę. Chodź, pokaże Ci dom i Twój pokój oraz niespodziankę, która tu na Ciebie czeka.
-Niespodzianka? Dla mnie? – od razu podbiegłam do taty i zrobiłam minę szczeniaczka. Wiem, że na niego działa. Cóż, niestety nie tym razem..
-Nie powiem, zaraz sama zobaczysz.
-Ughh okey. To chodźmy zwiedzać ten zacny dom rodzinko!- wydarłam się i pobiegłam w stronę frontowych drzwi.
-Słyszałeś? Rodzinko! – usłyszałam jeszcze pisk Zo. No i po co ona się tak cieszy ?
Tata wszedł ostatni i zamknął drzwi. Ja, gdy tylko weszłam znów przystanęłam i o mało co nie zemdlałam. Musielibyście widzieć kolorystykę tego domu i jak świetnie współgrała z naszymi starymi meblami jak i tymi nowymi, bo zauważyłam, że hol to wgl nowe miejsce, gdyż nigdy nie mieliśmy zegara kurantowego.
Naprzeciwko drzwi znajdują się ogromne schody. Mogę przysiąc, że wyglądają jak te z tych filmów o księżniczkach i balach. Cu –do –wne! Pierwsze wejście na lewo to salon, drugie to jadalnia. Z salonu jest osobne przejście do jadalni i do kuchni, do której drzwi znajdują się na końcu korytarza. Pierwsze drzwi po prawej to garderoba, bynajmniej jest wielka. Kolejne pomieszczenie to gabinet, zapewne taty, a ostatnie to jak to określił tata : szczotkarnia, cokolwiek to znaczy.
Zostawiliśmy nasze rzeczy w holu i ruszyliśmy schodami na piętro. Na górze znajdują się 4 pokoje. Ustawienia pokoi wyglądają tak, że po lewej i po prawej stronie są po 2 naprzeciwko siebie. Ostatni pokój należy do Zo i taty a naprzeciw jest gościnny. Mój pokój natomiast znajduje się po prawej stronie i mam widok na basen, a naprzeciw mojego gościnny. Każdy pokój jest wyposażony we wszystko, co potrzeba i posiada łazienkę.
Gdy weszłam do mojego pokoju szczęka opadła mi do samej ziemi. Mój ulubiony kolor, czyli błękit na ścianach i kwieciste wzory w rogach pokoju. Meble z brzozy idealnie pasujące do ścian. Pod ścianą prawie przy oknie wielkie łóżko z miliardem poduch. Pościel we wzór znaczków pocztowych różnych miast świata. Obok dwie małe szafki z lampkami. Naprzeciwko łóżka stoi biurko, a na nim najważniejszy dla mnie sprzęt – radio. Jednak moim ulubionym miejscem w tym pokoju będzie parapet. Duży i zrobiony na wzór mini łóżka usłany poduszeczkami, stąd mam wręcz idealny widok na ogród i basen.
- Ten parapet powiększyłem dla Ciebie. Tu będziesz mogła czytać. Jeszcze dzisiaj dowiozą półki na Twoje książki i sama wybierzesz, w którym miejscu będą wisieć. A i jeszcze jedno. Nie masz stojaków na gitary, a Paul ma kilka i powiedział, że Ci je da. Musimy tylko kupić gitary. Niedługo wybierzemy się na małe zakupy – uśmiechnął się do mnie , a ja podbiegłam do niego, mocno go przytuliłam i wyszeptałam ciche ‘dziękuję’.
Tata wyszedł, a ja rzuciłam się na łóżko. Obróciłam głowę w lewo i zobaczyłam jakieś białe drzwi. Podeszłam i je otworzyłam a tam łazienka. Taka wielka i cała moja! Był prysznic i jacussi oraz taki fajny fotel i wieeelkie lustro. Idealne miejsce do wykonywania makijażu. Zresztą było tu też takie jakby biurko a na nim umywalka i pełno szuflad na moje rzeczy. Już czułam się tu dobrze. Może to dzięki lawendowo-różowemu odcieniowi ścian. Wzięła szybki prysznic, ubrałam się i zbiegłam na dół się pomalować, bo mądra ja zostawiła torebkę w holu. Całe szczęście, że wisi tam lustro, bo inaczej byłabym zmuszona wchodzić po tych gigantycznych schodach.
- Gotowa! – krzyknęłam. O! tu też jest echo!
- To idziemy.
- Idziemy – odparłam z uśmiechem i wyszłyśmy z domu zostawiając tatę samego.
*MULLINGAR, IRLANDIA –
DOM PAŃSTWA HORAN*
-Jeszcze raz
dziękujemy za obiad i gościnę – Liam ponownie uścisnął rękę pana Horana.
- Nie ma za co. Wszystko dla przyjaciół naszego synka – powiedziała uśmiechnięta pani Maura i za chwilę zniknęła z oczu chłopakom wchodząc do kuchni – Niall skarbie, zrobiłam Ci trochę kanapek na drogę. Chcesz może jeszcze jakieś ciasto?
- Nie mamo, dzięki. Albo daj! – wszyscy się zaśmiali, a Lou poklepał przyjaciela po plecach.
- Ty nigdy nie masz dość, co nie?
-Mieć dość jedzenia? Nigdy! – towarzystwo wybuchnęło śmiechem – Mamo, my już musimy iść. Bus już czeka a przed nami długa droga do Dublina a potem lot samolotem.
- Ahh skarbie, tak bardzo będę tęsknić! Najchętniej to bym Cię tu zatrzymała.
- Wiesz, że taka moja praca mamo.. Ale wpadnę do was niedługo.
- Chłopcy, zaopiekujcie się nim. Karmcie, przewijajcie.. No wiecie jak postępować z dzieckiem – zaśmiał się pan Horan, a chwilę później przybijał piątki z zespołem.
- Dzięki tato! – powiedział oburzony Irlandczyk, po czym przytulił ojca- Będę tęsknić. Jak obiecałem, niedługo przyjadę. Wtedy skoczymy na ryby, co Ty na to?
- Jasne, synu!
- Pa mamo! Pa tato!
- Do widzenia państwu!
Chłopcy pożegnali się z rodzicami Nialla i udali się w kierunku busa. Na ich nieszczęście zaczęło padać, a ich tour bus znajdował się trochę daleko. Mądrzy chłopcy zaczęli się ścigać, który pierwszy dobiegnie do celu. Pech chciał, że Harry dobiegł ostatni, a Lou zamknął przed nim drzwi. Pukanie i błaganie loczka nic nie dały – zmoknął. Liam otworzył drzwi uprzednio bijąc pasiastego i zamykając w łazience. Wściekły loczek wszedł do łazienki. Co tam się działo!.. Nikt nie chciałby być teraz w skórze Louis. Harry torturował go ponad godzinę, wyszedł z zadowoloną miną. Lou do tej pory nie wyszedł, ale chłopcy się tym jakoś nie przejęli, bo Hazz zapewnił ich, że wszystko w porządku..
- Nie ma za co. Wszystko dla przyjaciół naszego synka – powiedziała uśmiechnięta pani Maura i za chwilę zniknęła z oczu chłopakom wchodząc do kuchni – Niall skarbie, zrobiłam Ci trochę kanapek na drogę. Chcesz może jeszcze jakieś ciasto?
- Nie mamo, dzięki. Albo daj! – wszyscy się zaśmiali, a Lou poklepał przyjaciela po plecach.
- Ty nigdy nie masz dość, co nie?
-Mieć dość jedzenia? Nigdy! – towarzystwo wybuchnęło śmiechem – Mamo, my już musimy iść. Bus już czeka a przed nami długa droga do Dublina a potem lot samolotem.
- Ahh skarbie, tak bardzo będę tęsknić! Najchętniej to bym Cię tu zatrzymała.
- Wiesz, że taka moja praca mamo.. Ale wpadnę do was niedługo.
- Chłopcy, zaopiekujcie się nim. Karmcie, przewijajcie.. No wiecie jak postępować z dzieckiem – zaśmiał się pan Horan, a chwilę później przybijał piątki z zespołem.
- Dzięki tato! – powiedział oburzony Irlandczyk, po czym przytulił ojca- Będę tęsknić. Jak obiecałem, niedługo przyjadę. Wtedy skoczymy na ryby, co Ty na to?
- Jasne, synu!
- Pa mamo! Pa tato!
- Do widzenia państwu!
Chłopcy pożegnali się z rodzicami Nialla i udali się w kierunku busa. Na ich nieszczęście zaczęło padać, a ich tour bus znajdował się trochę daleko. Mądrzy chłopcy zaczęli się ścigać, który pierwszy dobiegnie do celu. Pech chciał, że Harry dobiegł ostatni, a Lou zamknął przed nim drzwi. Pukanie i błaganie loczka nic nie dały – zmoknął. Liam otworzył drzwi uprzednio bijąc pasiastego i zamykając w łazience. Wściekły loczek wszedł do łazienki. Co tam się działo!.. Nikt nie chciałby być teraz w skórze Louis. Harry torturował go ponad godzinę, wyszedł z zadowoloną miną. Lou do tej pory nie wyszedł, ale chłopcy się tym jakoś nie przejęli, bo Hazz zapewnił ich, że wszystko w porządku..
04 lipca 2013
3.
Hej :)
Na początku chciałabym podziękować za 400 wejść <3 Dzięęęęęęki :*
Ale martwi mnie to, że pomimo tylu wyświetleń jest mega mało komentarzy :( Wiem, że czasem się nie chce skomentować, ale nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy..
Cieszę się, że osoby, które komentują lubią moje opowiadanie i zdradzę tylko, że wszystko was tutaj zaskoczy, bo możecie spodziewać się jednego, a nastąpi coś innego ;D
Nie będę usuwać ani zawieszać bloga, bo to frajda pisać i mam nadzieję,że przybędzie mi czytelników oraz KOMENTARZY ;]
Aaaa właśnie, bo rozdział jest dzisiaj a powinien być jutro, nie? No właśniee xD Bo wyjeżdżam w sobotę do UK i nie będę dodawać rozdziałów przez prawie 2 tygodnie, a zatem III pojawia się dzisiaj a IV pojawi się w sobotę rano <3 Liczę na was, że skomentujecie dzisiejszy rozdział i ten sobotni ;D
Do przeczytania! <3 Syl xx
Szczerze? Nie podobało mi się, że Nathan spał ze mną w łóżku. Tu nie chodzi o to, że jest chłopakiem, bo zawsze spaliśmy razem w końcu to mój kuzyn. Chodzi o to, że … zakochałam się w nim. Całą noc myślałam tylko o tym, by był bliżej, by poczuć jego usta na moich. Wiem, to głupie, ale nic nie poradzę na moje uczucie. Sama jestem na siebie cholernie zła za to, co do niego czuje. Bo to nienormalne!
Bynajmniej jakoś zasnęłam. Całe szczęście nie śnił mi się, bo chyba bym sięwtedy zgłosiła do najlepszego psychiatry w mieście. Właściwie to miałam dziwny sen. Kolejny.
Śniło mi się pięciu chłopaków. Byliśmy na jakiejś plaży i bawiliśmy się jak najlepsi przyjaciele. Ktoś grał na gitarze i podśpiewywał. Do grającego dołączyła się reszta i nie powiem, że nie, bo piosenka była świetna i znajoma, ale za cholerę jej nie kojarzę. Sen skończył się tym, że ktoś wrzucił mnie do wody.
Na początku chciałabym podziękować za 400 wejść <3 Dzięęęęęęki :*
Ale martwi mnie to, że pomimo tylu wyświetleń jest mega mało komentarzy :( Wiem, że czasem się nie chce skomentować, ale nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy..
Cieszę się, że osoby, które komentują lubią moje opowiadanie i zdradzę tylko, że wszystko was tutaj zaskoczy, bo możecie spodziewać się jednego, a nastąpi coś innego ;D
Nie będę usuwać ani zawieszać bloga, bo to frajda pisać i mam nadzieję,że przybędzie mi czytelników oraz KOMENTARZY ;]
Aaaa właśnie, bo rozdział jest dzisiaj a powinien być jutro, nie? No właśniee xD Bo wyjeżdżam w sobotę do UK i nie będę dodawać rozdziałów przez prawie 2 tygodnie, a zatem III pojawia się dzisiaj a IV pojawi się w sobotę rano <3 Liczę na was, że skomentujecie dzisiejszy rozdział i ten sobotni ;D
Do przeczytania! <3 Syl xx
1.07.2013 Środa
Szczerze? Nie podobało mi się, że Nathan spał ze mną w łóżku. Tu nie chodzi o to, że jest chłopakiem, bo zawsze spaliśmy razem w końcu to mój kuzyn. Chodzi o to, że … zakochałam się w nim. Całą noc myślałam tylko o tym, by był bliżej, by poczuć jego usta na moich. Wiem, to głupie, ale nic nie poradzę na moje uczucie. Sama jestem na siebie cholernie zła za to, co do niego czuje. Bo to nienormalne!
Bynajmniej jakoś zasnęłam. Całe szczęście nie śnił mi się, bo chyba bym sięwtedy zgłosiła do najlepszego psychiatry w mieście. Właściwie to miałam dziwny sen. Kolejny.
Śniło mi się pięciu chłopaków. Byliśmy na jakiejś plaży i bawiliśmy się jak najlepsi przyjaciele. Ktoś grał na gitarze i podśpiewywał. Do grającego dołączyła się reszta i nie powiem, że nie, bo piosenka była świetna i znajoma, ale za cholerę jej nie kojarzę. Sen skończył się tym, że ktoś wrzucił mnie do wody.
Pogubiłam się. Całe moje życie to jeden wielki syf, który po części sama zrobiłam. Śmierć mamy, mój nałóg i pasja, która podniosła mnie po porażce. Tak – taniec. To jest to , co kocham. A właściwie jedna z wielu rzeczy. Jest jeszcze aktorstwo. Mam nadzieję, że po skończeniu studiów w Londynie będę mogła spełnić marzenie i zostać aktorką. O ile moja obecna praca mi na to pozwoli. Wiesz , o co chodzi.
No nic, kończę. Nathan chce iść na miasto. Jutro Londyn wita!
Kocham
Sylvia
xx
xx
10 dzień wolny – to się robi podejrzane
Odłożyłam pamiętnik do tajemniczej szuflady, która co prawda już jutro stąd zniknie, ale skoro jeszcze stoi to się nią posłużę, i poszłam do łazienki wyprostować włosy. Tsa.. jestem od tego uzależniona, bywa. Zatraciłam się w tej czynności i nie zauważyłam, że Nath wszedł do łazienki.
-Cześć mała. Gotowa? – szepnął mi do ucha i położył ręce na moich biodrach. Momentalnie podskoczyłam i na całe szczęście stłumiłam krzyk. Ten pajac zacząłsię śmiać.
- No co? – zapytałam opryskliwie nadal prostując włosy.
- Przestraszyłaś się? Przecież widziałaś mnie w lustrze.
- Zapatrzyłam się w swoje odbicie i odleciałam – zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
-Dobra, kończ i idziemy. Wiesz, boję się, że kiedyś Ci włosy wypadną – zacząłmnie gilgać.
- Nie wypadną. I nie męcz się, bo to na nic mój drogi – wytknęłam mu język.
- Jeszcze znajdę Twój czuły punkt. Bój się – zaśmiał się szyderczo i wyszedł złazienki, a ja chwilę po nim. Zeszliśmy na dół, ubraliśmy bluzy i w tradycyjny sposób oznajmiłam, że wychodzimy.
- Tato!!! My z Nathanem idziemy na miasto! Wrócimy pod wieczór. Pa! – krzyknęłam, gdy otwierałam drzwi.
-Ale komunikacja – zaśmiał się chłopak- Zawsze się tak dogadujecie? Przez krzyki?
- No. Jak on wychodzi to też się drze. Po domu roznosi się echo i zawsze wiesz, kiedy kto i gdzie wychodzi – uśmiechnęłam się.
- Cieszysz się, że będziesz mieć nową mamę? – no to trafił w idealny temat..
-Szczerze to nie. Dobra, lubię ją, ale to obca baba, która wepchnęła się do naszego życia.
-Gadałaś o tym z tatą? – i po co on drąży ten temat?
- Nie, bo to i tak nie ma sensu. To jego życie i co z tego, że mi Zoey nie pasuje. Może on faktycznie ją kocha? Muszę to zaakceptować.
- Jak na 17-latkę gadasz całkiem dorośle. Myślałem, że zrobisz coś w rodzaju buntu. Uwielbiam jak się wściekasz i wszczynasz wojny! – zaśmiał się tak głośno, że musiałam do niego dołączyć. Ale faktycznie, moje awantury były bardzo głośne i zazwyczaj ktoś lądował w szpitalu, a ja na posterunku policji.
- Pamiętasz jeszcze tę kłótnię sprzed hm.. 4 lat?
- Jasne! Aż po moich rodziców Twój ojciec musiał dzwonić, bo nie radził sobie z 14-latką!
- Nie śmiej się! To nie jest zabawne. Ja wtedy serio chciałam pokazać ojcu swój bunt. No wiesz, kłótnie o fajki robić? Musiałam jakoś odreagować – dołączyłamśmiechem do Nathana, który nawiasem mówiąc prawie płakał.
- No tak, ale żeby rzucać przedmiotami po domu? Nie żeby coś, ale jak zobaczyłem wasz dom jak przyjechałem i Twojego tatę za kanapą to nie mogłem sięze śmiechu powstrzymać.
- Faktycznie mój tatuś zachował się jak baba! Ale no , mógł nie zaczynać.Szkoda, że zbiłam wtedy moją ulubioną porcelanową figurkę kotka..
- Ty żałujesz figurki?! Dziewczyno, rozwaliłaś 50 calową plazmę! – krzyknąłoburzony.
- Co mnie jakaś durna plazma, jak i tak nic na niej nie oglądałam, bo mam swojąw pokoju.
- Ale ja i wujek Steve tak ! Mecze moja droga! Mecze!
- Ha ha! Ty i te Twoje mecze.. – pokiwałam głową z dezaprobatą – Dobra dośćtych wspomnień. Jesteśmy na miejscu. Czas na pożegnalne zakupy!
-Taaaak! Zakupy ! Nareszcie! – Nathan zaklaskał i zaczął tańczyć coś , co zapewne miało być tańcem szczęścia, cóż nie wyszło mu. Szybko podbiegł do drzwi wejściowych centrum i otworzył je przede mną. Uwielbiam go, bo on jedyny rozumie jak się tak naprawdę robi zakupy. Mógłby spędzić ze mną cały dzień i nie byłby zmęczony, ponieważ mamy wypracowaną swoją technikę. Najpierw zaliczamy dwa sklepy z odzieżą męską potem z damską i przerwa w kawiarni i znowu dwa męskie dwa damskie i pizza. Proste i logiczne spędzanie wolnego czasu w centrum handlowym. Nie dość, że odwiedzimy każdy sklep z ciuchami to praktycznie każdą kawiarnie i pizzerie oraz resztę tych sklepików z Fast foodem. Tak jak przyjechaliśmy tak wróciliśmy dopiero o 7 p.m. do domu. Rozumiecie to? 9 godzin zakupów! Nie żeby jakiś rekord, ale niezły wynik.
Gdy dotarliśmy to domu postanowiliśmy, że najpierw zjemy kolację, a potem dokończymy mnie pakować no, bo jutro wyjeżdżam.
- No co? – zapytałam opryskliwie nadal prostując włosy.
- Przestraszyłaś się? Przecież widziałaś mnie w lustrze.
- Zapatrzyłam się w swoje odbicie i odleciałam – zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
-Dobra, kończ i idziemy. Wiesz, boję się, że kiedyś Ci włosy wypadną – zacząłmnie gilgać.
- Nie wypadną. I nie męcz się, bo to na nic mój drogi – wytknęłam mu język.
- Jeszcze znajdę Twój czuły punkt. Bój się – zaśmiał się szyderczo i wyszedł złazienki, a ja chwilę po nim. Zeszliśmy na dół, ubraliśmy bluzy i w tradycyjny sposób oznajmiłam, że wychodzimy.
- Tato!!! My z Nathanem idziemy na miasto! Wrócimy pod wieczór. Pa! – krzyknęłam, gdy otwierałam drzwi.
-Ale komunikacja – zaśmiał się chłopak- Zawsze się tak dogadujecie? Przez krzyki?
- No. Jak on wychodzi to też się drze. Po domu roznosi się echo i zawsze wiesz, kiedy kto i gdzie wychodzi – uśmiechnęłam się.
- Cieszysz się, że będziesz mieć nową mamę? – no to trafił w idealny temat..
-Szczerze to nie. Dobra, lubię ją, ale to obca baba, która wepchnęła się do naszego życia.
-Gadałaś o tym z tatą? – i po co on drąży ten temat?
- Nie, bo to i tak nie ma sensu. To jego życie i co z tego, że mi Zoey nie pasuje. Może on faktycznie ją kocha? Muszę to zaakceptować.
- Jak na 17-latkę gadasz całkiem dorośle. Myślałem, że zrobisz coś w rodzaju buntu. Uwielbiam jak się wściekasz i wszczynasz wojny! – zaśmiał się tak głośno, że musiałam do niego dołączyć. Ale faktycznie, moje awantury były bardzo głośne i zazwyczaj ktoś lądował w szpitalu, a ja na posterunku policji.
- Pamiętasz jeszcze tę kłótnię sprzed hm.. 4 lat?
- Jasne! Aż po moich rodziców Twój ojciec musiał dzwonić, bo nie radził sobie z 14-latką!
- Nie śmiej się! To nie jest zabawne. Ja wtedy serio chciałam pokazać ojcu swój bunt. No wiesz, kłótnie o fajki robić? Musiałam jakoś odreagować – dołączyłamśmiechem do Nathana, który nawiasem mówiąc prawie płakał.
- No tak, ale żeby rzucać przedmiotami po domu? Nie żeby coś, ale jak zobaczyłem wasz dom jak przyjechałem i Twojego tatę za kanapą to nie mogłem sięze śmiechu powstrzymać.
- Faktycznie mój tatuś zachował się jak baba! Ale no , mógł nie zaczynać.Szkoda, że zbiłam wtedy moją ulubioną porcelanową figurkę kotka..
- Ty żałujesz figurki?! Dziewczyno, rozwaliłaś 50 calową plazmę! – krzyknąłoburzony.
- Co mnie jakaś durna plazma, jak i tak nic na niej nie oglądałam, bo mam swojąw pokoju.
- Ale ja i wujek Steve tak ! Mecze moja droga! Mecze!
- Ha ha! Ty i te Twoje mecze.. – pokiwałam głową z dezaprobatą – Dobra dośćtych wspomnień. Jesteśmy na miejscu. Czas na pożegnalne zakupy!
-Taaaak! Zakupy ! Nareszcie! – Nathan zaklaskał i zaczął tańczyć coś , co zapewne miało być tańcem szczęścia, cóż nie wyszło mu. Szybko podbiegł do drzwi wejściowych centrum i otworzył je przede mną. Uwielbiam go, bo on jedyny rozumie jak się tak naprawdę robi zakupy. Mógłby spędzić ze mną cały dzień i nie byłby zmęczony, ponieważ mamy wypracowaną swoją technikę. Najpierw zaliczamy dwa sklepy z odzieżą męską potem z damską i przerwa w kawiarni i znowu dwa męskie dwa damskie i pizza. Proste i logiczne spędzanie wolnego czasu w centrum handlowym. Nie dość, że odwiedzimy każdy sklep z ciuchami to praktycznie każdą kawiarnie i pizzerie oraz resztę tych sklepików z Fast foodem. Tak jak przyjechaliśmy tak wróciliśmy dopiero o 7 p.m. do domu. Rozumiecie to? 9 godzin zakupów! Nie żeby jakiś rekord, ale niezły wynik.
Gdy dotarliśmy to domu postanowiliśmy, że najpierw zjemy kolację, a potem dokończymy mnie pakować no, bo jutro wyjeżdżam.
-Nath! Zbieraj tę swoją dupe natychmiast z mojej kanapy i na górę!
-Aleeeee jestem taki zmęczony!
- Co mnie to obchodzi?! Na górę! Jutro wyjeżdżam, a jeszcze tylko kilka pudełtrzeba dopakować.
O! Pan Nathan raczył ruszyć się z miejsca i udać się w kierunku schodów. Pomińmy fakt, że wlókł się po nich jak żółw. Chyba 10 minut zajęło nam wchodzenie po nich. Boże!
-Dobra, plan jest taki : Ty znosisz te zamknięte pudła do garażu, a ja pakujęwszystko do tych, co są puste lub prawie pełne. A jak już skończę to Ci pomogę.Zgoda leniu?- ten tylko zamruczał w odpowiedzi i wziął pierwsze zamknięte pudło ruszając w stronę drzwi. Dzielny chłopak!
Mi zostały do ogarnięcia tylko sukienki po wczorajszej zabawie tych debili. Tylko jak ja je włożę do pudeł, żeby się nie pogniotły?! Ah! Wiem!
- Zoey!!! – wydarłam się tak głośno jak nigdy dotąd.
- Co?! – odkrzyknęła. Widzę, że załapała naszą komunikacje. Brawa dla tej pani.
- Chodź! Szybko!
- No co? – zapytała, gdy przyszła –Pomóc Ci w czymś?
- Tak. Nie wiem jak zapakować sukienki do tych głupich pudeł – opadłam na łóżko w geście poddania.
- Zrób tak jak ja. Owiń je wokół ręczników-spojrzałam na nią z miną ‘are you fucking kidding me?’ – Serio. Zrób rulon z ręcznika a sukienkę owiń wokół. Nie ma szans, że się pogniecie. Tylko do kartonu wrzuć pianki – uśmiechnęła się.
- Dzięki. Jesteś wspaniała! – krzyknęłam i mocno ją przytuliłam, a ona się we mnie wtuliła, co było dziwne.
- Jakbyś jeszcze potrzebowała pomocy to wiesz –zaśmiała się.
-Wiem. Nasza komunikacja!- też się śmiałam.
-Zejdziecie za pół godziny na kolacje?
-Pewnie. Co dzisiaj?
- Sałatka z kurczaka i deser! Rogaliki z dżemem! A i tata kupił szampana. Stwierdził, że trzeba jakoś uczcić przeprowadzkę – przewróciła oczami.
- Uczcić przeprowadzkę? – zdziwiłam się – Tata oszalał – wybuchnęłam głośnymśmiechem.
- Zgadzam się! – Zo do mnie dołączyła. Teraz obie śmiałyśmy się jak nienormalne.
- A z czego moje panie się śmieją? –zapytał tata pojawiając się znikąd przed nami.. Spojrzałam porozumiewawczo na Zoey i chwyciłam ją pod rękę.
- Nie ważne tatusiu. To kobiece sprawy – wyszczerzyłam się w uśmiechu. A tata zrobił oczy jakby zobaczy gdzieś Elżbietę II, gdy zauważył jak blisko ja i ona stoimy.
- Czy panie czasem nie spiskują przeciwko mnie? Czuję się odrzucony! –powiedział teatralnym głosem.
- Rozszyfrował nas! Kochana musimy mu zdradzić nasz plan, skoro się domyślił –rzekła Zo po czym się roześmiała, a ja śmiałam się razem z nią.
- Ha ha! Zabawne moje panie! Ale swoją drogą, cieszę się, że się dogadujecie. Nawet jeżeli knujecie przeciwko mnie to i tak się cieszę! – wybuchnął śmiechem tatuś.
- Dobra, idźcie już sobie, ja muszę dokończyć pakowanie – wypchnęłam ich z pokoju, aż dywan się podwinął.
- Już już idziemy. Miłego pakowanie skarbie.
-Dzięki. Aha, Nath znosi moje rzeczy do garażu jakby co.
- Dobrze, pa słońce. Do kolacji.
-Do kolacji! Pa Zoey – uśmiechnęłam się do niej ciepło , gdy wychodzili.
-Aleeeee jestem taki zmęczony!
- Co mnie to obchodzi?! Na górę! Jutro wyjeżdżam, a jeszcze tylko kilka pudełtrzeba dopakować.
O! Pan Nathan raczył ruszyć się z miejsca i udać się w kierunku schodów. Pomińmy fakt, że wlókł się po nich jak żółw. Chyba 10 minut zajęło nam wchodzenie po nich. Boże!
-Dobra, plan jest taki : Ty znosisz te zamknięte pudła do garażu, a ja pakujęwszystko do tych, co są puste lub prawie pełne. A jak już skończę to Ci pomogę.Zgoda leniu?- ten tylko zamruczał w odpowiedzi i wziął pierwsze zamknięte pudło ruszając w stronę drzwi. Dzielny chłopak!
Mi zostały do ogarnięcia tylko sukienki po wczorajszej zabawie tych debili. Tylko jak ja je włożę do pudeł, żeby się nie pogniotły?! Ah! Wiem!
- Zoey!!! – wydarłam się tak głośno jak nigdy dotąd.
- Co?! – odkrzyknęła. Widzę, że załapała naszą komunikacje. Brawa dla tej pani.
- Chodź! Szybko!
- No co? – zapytała, gdy przyszła –Pomóc Ci w czymś?
- Tak. Nie wiem jak zapakować sukienki do tych głupich pudeł – opadłam na łóżko w geście poddania.
- Zrób tak jak ja. Owiń je wokół ręczników-spojrzałam na nią z miną ‘are you fucking kidding me?’ – Serio. Zrób rulon z ręcznika a sukienkę owiń wokół. Nie ma szans, że się pogniecie. Tylko do kartonu wrzuć pianki – uśmiechnęła się.
- Dzięki. Jesteś wspaniała! – krzyknęłam i mocno ją przytuliłam, a ona się we mnie wtuliła, co było dziwne.
- Jakbyś jeszcze potrzebowała pomocy to wiesz –zaśmiała się.
-Wiem. Nasza komunikacja!- też się śmiałam.
-Zejdziecie za pół godziny na kolacje?
-Pewnie. Co dzisiaj?
- Sałatka z kurczaka i deser! Rogaliki z dżemem! A i tata kupił szampana. Stwierdził, że trzeba jakoś uczcić przeprowadzkę – przewróciła oczami.
- Uczcić przeprowadzkę? – zdziwiłam się – Tata oszalał – wybuchnęłam głośnymśmiechem.
- Zgadzam się! – Zo do mnie dołączyła. Teraz obie śmiałyśmy się jak nienormalne.
- A z czego moje panie się śmieją? –zapytał tata pojawiając się znikąd przed nami.. Spojrzałam porozumiewawczo na Zoey i chwyciłam ją pod rękę.
- Nie ważne tatusiu. To kobiece sprawy – wyszczerzyłam się w uśmiechu. A tata zrobił oczy jakby zobaczy gdzieś Elżbietę II, gdy zauważył jak blisko ja i ona stoimy.
- Czy panie czasem nie spiskują przeciwko mnie? Czuję się odrzucony! –powiedział teatralnym głosem.
- Rozszyfrował nas! Kochana musimy mu zdradzić nasz plan, skoro się domyślił –rzekła Zo po czym się roześmiała, a ja śmiałam się razem z nią.
- Ha ha! Zabawne moje panie! Ale swoją drogą, cieszę się, że się dogadujecie. Nawet jeżeli knujecie przeciwko mnie to i tak się cieszę! – wybuchnął śmiechem tatuś.
- Dobra, idźcie już sobie, ja muszę dokończyć pakowanie – wypchnęłam ich z pokoju, aż dywan się podwinął.
- Już już idziemy. Miłego pakowanie skarbie.
-Dzięki. Aha, Nath znosi moje rzeczy do garażu jakby co.
- Dobrze, pa słońce. Do kolacji.
-Do kolacji! Pa Zoey – uśmiechnęłam się do niej ciepło , gdy wychodzili.
Nathan zniósł już większość pudeł. Szybko mu to poszło. Za 5 minut kolacja, a pokój prawie pusty. Tylko bielizna i moje sekretne skarby z szuflady jeszcze zostanąwyniesione i pokój będzie jakby nikt w nim nie mieszkał.
Właśnie składałam swoje stroje kąpielowe, gdy Nath potknął się o podwinięty dywan i wpadł na mnie. Oboje upadliśmy na łóżko i nie wiem jakim cudem, ale zamiast na brzuchu wylądowałam na plecach. Moja twarz znajdowała się centralnie pod twarzą Nathana. Co najdziwniejsze, jego mina nie wyrażała zakłopotania sytuacją, odwrotnie do mojej. Nic nie wyrażała. Gapiłam się w jego oczy i czułam jak w niebie. Skarciłam siebie samą w duchu , że tak się patrzę, ale nie potrafiłam oderwać wzroku od jego cudownych oczu. Nagle Nath się uśmiechnąłdelikatnie, zbliżył do mojej twarzy i pocałował mnie. Dokładniej musnął moje usta. Chyba chciał sprawdzić moją reakcję. A ja jak głupia zrobiłam się różowa i uśmiechnęłam, a on znów mnie pocałował. Głupia ja, oczywiście oddałam pocałunek, bo po co go odepchnąć!!! Wiem, że to błąd, że go całuję, ale.. nie potrafię mu odmówić. Chwyciłam go za kark i przybliżyłam do siebie. Ten natychmiast zareagował jakby dostał pozwolenie na dosłownie wszystko. Zjechałręką z moich włosów na mój brzuch i włożył rękę pod koszulkę. Nie protestowałam. On nie robił nic złego, tylko głaskał mnie po brzuchu, to chyba nie przestępstwo.
- Dzieciaki! Kolacja!- usłyszeliśmy krzyk Zoey i odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. Dopiero, gdy znów na siebie spojrzeliśmy dotarło do nas, co przed chwilą miało miejsce.
- Nathan.. ja.. to, co zrobiliśmy było złe – głos mi się łamał, normalnie nie wiedziałam, co powiedzieć.
-Wiem. Przepraszam. Ale nie mogłem się powstrzymać – przeczesał nerwowo rękąwłosy – Powinienem powiedzieć Ci to dawno, a nie tak w sobie dusić. Sylvia ja .. zakochałem się w Tobie – gdy podniósł wzrok na mnie sparaliżowało mnie. On się we mnie zakochał! To niestety jeszcze bardziej komplikuje sprawę..
- Pewnie Cię to zaskoczy, ale .. też się w Tobie zakochałam – teraz to on był w szoku, ale za chwilę był już uśmiechnięty. Co ?!
- Czyli nie żałujesz, że się całowaliśmy? – zapytał zbliżając się do mnie i chwytając za rękę. Spuściłam wzrok.
- Nie Nath – spojrzałam w jego błyszczące oczka – Ale nie chcę, żeby to siępowtórzyło. To niewłaściwe.
- Wiem, mała. Ale ja nic nie poradzę na moje uczucia – pocałował moją dłoń.
- Nathan.. Proszę , spróbuj zapomnieć. Ja też spróbuję.
Chłopak posmutniał, ale dobrze wiedział, że nie byłoby sensu w naszym związku, bo jesteśmy rodziną. Na Boga, najbliższą!
-Chodź, kolacja czeka – chwyciłam go za drugą rękę, wstaliśmy z łóżka i opuściliśmy mój pokój. Gdy byliśmy na schodach Nath chwycił moją dłoń i splótłnasze palce, ale natychmiast wyrwałam mu się i posłałam mu karcące spojrzenie.
- Nath – zaczęłam, gdy byliśmy już przed jadalnią – Nie rób niczego głupiego. Proszę.
On nie odpowiedział tylko delikatnie mnie pocałował i ruszył do jadalni, chwilępóźniej ja także znalazłam się w towarzystwie reszty domowników.
- Jak? Spakowana?
-Tak. Ostatnie kartony czekają u mnie, tylko je wynieść do garażu –uśmiechnęłam się do taty.
- Dobrze. Samolot mamy o 11, czyli o 9 pobudka, a o 10:30 wyjeżdżamy.
-Proszę tato, jak wszystko zaplanowane – zachichotałam, a Zoey zaśmiała się.
- Musi być wszystko zaplanowane, bo inaczej byśmy się wgl nie zebrali i nie wyjechali.
- W sumie racja- pomachałam widelcem , co oznaczało, że jednak tak by było.
- Nathan – zaczęła Zo – zostajesz u nas też dzisiaj i pojedziesz z nami na lotnisko?
- Jasne ciociu – ciociu ?! – przecież obiecałem, że was zawiozę – uśmiechnąłsię do niej serdecznie.
- Dziękuję. W takim razie dzieciaki za godzinę idziecie spać. Teraz czas na szampana. Steve, skoczysz po niego do lodówki?
- Oczywiście skarbie – pocałował ją w policzek – Sylvia pozbieraj naczynia i włóż do zmywarki.
Lekko oburzona przytaknęłam. Pozbierałam zaczynia i szłam w kierunku kuchni i mijałam Nathana, a ten niby przypadkiem klepnął mnie z tyłek. Spiorunowałam go wzrokiem, a ten się słodko i niewinnie uśmiechnął. Ugh! Cham! Już ja mu sięodwdzięczę! Tak go zbajeruję, że nie zaśnie!
-Dobranoc! – wydarłam się wychodząc z jadalni i ruszając w kierunku sypialni.
- Dobranoc słońce! – odkrzyknęli równocześnie tata i Zo i się zaśmiali. Rzygam!
Teraz pora na mój plan, który obmyślałam przez całą kolacje. Nath siedzi jeszcze na dole, ale to nic. Weszłam do pokoju i zostawiłam otwarte drzwi. Właściwie, to zapomniałam, jaki jest mój plan, gdy zobaczyłam pustkę panującą w moim pokoju. Ściągnęłam koszulkę i spodenki i już chciałam iść do łazienki, gdy poczułam czyjeś dłonie oplatające mnie w talii.
- Nathan, puść. Co Ty robisz? Już na ten temat gadaliśmy.
- Wiem, chciałem się tylko przytulić.
-Extra, przytuliłeś, a teraz puść, bo będziesz spał na podłodze-posłuchał- za 15 minut wyjdę i będziesz mógł zająć łazienkę.
- Dobra, mała. To czekam- i rzucił się na łóżko.
Prysznic. Jedna z najlepszych rzeczy pomagająca pozbyć się stresu. Już pierwsze krople wody zmyły go ze mnie. Znów zaczęłam się zastanawiać, jaki jest ten cały Liam. Nagle ktoś zapukał do drzwi i wybudził mnie z transu.
- Żyjesz mała?
- Tak, już wychodzę! Sorry!
Owinęłam się ręcznikiem i chciałam się przebrać w piżamę, ale dotarło do mnie,że jej nie wzięłam. Fajnie. Wysuszyłam szybko włosy i wyszłam z łazienki. Nath nadal leży na łóżku – tym lepiej. Podeszłam do pudła z bielizną na szczęście miałam tam piżamę. Uff! Gdy wyciągałam komplet poczułam, że ktoś stoi za mną. Chwilę potem ‘ktoś’ złożył pocałunek na moim obojczyku. Nathan.
- Robisz to specjalnie – wyszeptał mi do ucha.
- Nie. Zapomniałam piżamy i chyba musiałam po nią tu przyjść.
-Mogłaś zawołać, przyniósłbym Ci.
-Taa i przy okazji oglądał moją bieliznę – odsunęłam się od niego i ruszyłam w kierunku drzwi.
-Przepraszam
Nie odwróciłam się. Poszłam do łazienki znajdującej się w korytarzu i tam sięprzebrałam. Gdy wróciłam do pokoju jego jeszcze nie było. Położyłam się dołóżka. To moja ostatnia noc w tym domu, w tym pokoju. Tyle wspomnień. Z transu wyrwał mnie skrzyp łóżka. Nath już wrócił i położył się obok mnie, stykaliśmy się plecami.
-Sylvia?
-Hm?
-Gniewasz się na mnie?
-Trochę.
-Przepraszam. Zachowałem się jak debil. Obiecuję, że postaram się zniszczyćmoje uczucie do Ciebie – odwrócił się w moja stronę.
-Przyjmuję przeprosiny – teraz ja odwróciłam się w jego stronę.
-Sylvia? – odezwał się po chwili milczenia i gapienia się na siebie nawzajem.
-Co?
-Mógłbym Cię ostatni raz pocałować? - Że co?! Taa jasne i co jeszcze? – Proszę– głos miał taki , że aż serce miękło. Jak takiemu nie ulec?..
-Nie wiem, czy to na miejscu Nath..
-Błagam – wyszeptał. Nie odpowiedziałam mu tylko go pocałowałam. Najpierw byłzaskoczony, ale po chwili oddał pocałunek. Całował mnie z taką miłością i pożądaniem. Wiem, że nie powinnam, ale pogłębiłam ten pocałunek. Nathan przybliżył mnie do siebie jeszcze bardziej, a ja się delikatnie uśmiechnęłam, on to poczuł, bo za chwilę też się uśmiechnął. Odsunęliśmy się od siebie i po prostu przytuliliśmy. Wtuliłam się w jego nagi tors. On głaskał mnie delikatnie po włosach.
- Dziękuję – wyszeptał. Nic nie odpowiedziała tylko wtuliłam się w niego jeszcze bardziej, a on jeszcze mocniej mnie przytulił. Pocałował mnie w czoło i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam w jego ramionach.
Właśnie składałam swoje stroje kąpielowe, gdy Nath potknął się o podwinięty dywan i wpadł na mnie. Oboje upadliśmy na łóżko i nie wiem jakim cudem, ale zamiast na brzuchu wylądowałam na plecach. Moja twarz znajdowała się centralnie pod twarzą Nathana. Co najdziwniejsze, jego mina nie wyrażała zakłopotania sytuacją, odwrotnie do mojej. Nic nie wyrażała. Gapiłam się w jego oczy i czułam jak w niebie. Skarciłam siebie samą w duchu , że tak się patrzę, ale nie potrafiłam oderwać wzroku od jego cudownych oczu. Nagle Nath się uśmiechnąłdelikatnie, zbliżył do mojej twarzy i pocałował mnie. Dokładniej musnął moje usta. Chyba chciał sprawdzić moją reakcję. A ja jak głupia zrobiłam się różowa i uśmiechnęłam, a on znów mnie pocałował. Głupia ja, oczywiście oddałam pocałunek, bo po co go odepchnąć!!! Wiem, że to błąd, że go całuję, ale.. nie potrafię mu odmówić. Chwyciłam go za kark i przybliżyłam do siebie. Ten natychmiast zareagował jakby dostał pozwolenie na dosłownie wszystko. Zjechałręką z moich włosów na mój brzuch i włożył rękę pod koszulkę. Nie protestowałam. On nie robił nic złego, tylko głaskał mnie po brzuchu, to chyba nie przestępstwo.
- Dzieciaki! Kolacja!- usłyszeliśmy krzyk Zoey i odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. Dopiero, gdy znów na siebie spojrzeliśmy dotarło do nas, co przed chwilą miało miejsce.
- Nathan.. ja.. to, co zrobiliśmy było złe – głos mi się łamał, normalnie nie wiedziałam, co powiedzieć.
-Wiem. Przepraszam. Ale nie mogłem się powstrzymać – przeczesał nerwowo rękąwłosy – Powinienem powiedzieć Ci to dawno, a nie tak w sobie dusić. Sylvia ja .. zakochałem się w Tobie – gdy podniósł wzrok na mnie sparaliżowało mnie. On się we mnie zakochał! To niestety jeszcze bardziej komplikuje sprawę..
- Pewnie Cię to zaskoczy, ale .. też się w Tobie zakochałam – teraz to on był w szoku, ale za chwilę był już uśmiechnięty. Co ?!
- Czyli nie żałujesz, że się całowaliśmy? – zapytał zbliżając się do mnie i chwytając za rękę. Spuściłam wzrok.
- Nie Nath – spojrzałam w jego błyszczące oczka – Ale nie chcę, żeby to siępowtórzyło. To niewłaściwe.
- Wiem, mała. Ale ja nic nie poradzę na moje uczucia – pocałował moją dłoń.
- Nathan.. Proszę , spróbuj zapomnieć. Ja też spróbuję.
Chłopak posmutniał, ale dobrze wiedział, że nie byłoby sensu w naszym związku, bo jesteśmy rodziną. Na Boga, najbliższą!
-Chodź, kolacja czeka – chwyciłam go za drugą rękę, wstaliśmy z łóżka i opuściliśmy mój pokój. Gdy byliśmy na schodach Nath chwycił moją dłoń i splótłnasze palce, ale natychmiast wyrwałam mu się i posłałam mu karcące spojrzenie.
- Nath – zaczęłam, gdy byliśmy już przed jadalnią – Nie rób niczego głupiego. Proszę.
On nie odpowiedział tylko delikatnie mnie pocałował i ruszył do jadalni, chwilępóźniej ja także znalazłam się w towarzystwie reszty domowników.
- Jak? Spakowana?
-Tak. Ostatnie kartony czekają u mnie, tylko je wynieść do garażu –uśmiechnęłam się do taty.
- Dobrze. Samolot mamy o 11, czyli o 9 pobudka, a o 10:30 wyjeżdżamy.
-Proszę tato, jak wszystko zaplanowane – zachichotałam, a Zoey zaśmiała się.
- Musi być wszystko zaplanowane, bo inaczej byśmy się wgl nie zebrali i nie wyjechali.
- W sumie racja- pomachałam widelcem , co oznaczało, że jednak tak by było.
- Nathan – zaczęła Zo – zostajesz u nas też dzisiaj i pojedziesz z nami na lotnisko?
- Jasne ciociu – ciociu ?! – przecież obiecałem, że was zawiozę – uśmiechnąłsię do niej serdecznie.
- Dziękuję. W takim razie dzieciaki za godzinę idziecie spać. Teraz czas na szampana. Steve, skoczysz po niego do lodówki?
- Oczywiście skarbie – pocałował ją w policzek – Sylvia pozbieraj naczynia i włóż do zmywarki.
Lekko oburzona przytaknęłam. Pozbierałam zaczynia i szłam w kierunku kuchni i mijałam Nathana, a ten niby przypadkiem klepnął mnie z tyłek. Spiorunowałam go wzrokiem, a ten się słodko i niewinnie uśmiechnął. Ugh! Cham! Już ja mu sięodwdzięczę! Tak go zbajeruję, że nie zaśnie!
-Dobranoc! – wydarłam się wychodząc z jadalni i ruszając w kierunku sypialni.
- Dobranoc słońce! – odkrzyknęli równocześnie tata i Zo i się zaśmiali. Rzygam!
Teraz pora na mój plan, który obmyślałam przez całą kolacje. Nath siedzi jeszcze na dole, ale to nic. Weszłam do pokoju i zostawiłam otwarte drzwi. Właściwie, to zapomniałam, jaki jest mój plan, gdy zobaczyłam pustkę panującą w moim pokoju. Ściągnęłam koszulkę i spodenki i już chciałam iść do łazienki, gdy poczułam czyjeś dłonie oplatające mnie w talii.
- Nathan, puść. Co Ty robisz? Już na ten temat gadaliśmy.
- Wiem, chciałem się tylko przytulić.
-Extra, przytuliłeś, a teraz puść, bo będziesz spał na podłodze-posłuchał- za 15 minut wyjdę i będziesz mógł zająć łazienkę.
- Dobra, mała. To czekam- i rzucił się na łóżko.
Prysznic. Jedna z najlepszych rzeczy pomagająca pozbyć się stresu. Już pierwsze krople wody zmyły go ze mnie. Znów zaczęłam się zastanawiać, jaki jest ten cały Liam. Nagle ktoś zapukał do drzwi i wybudził mnie z transu.
- Żyjesz mała?
- Tak, już wychodzę! Sorry!
Owinęłam się ręcznikiem i chciałam się przebrać w piżamę, ale dotarło do mnie,że jej nie wzięłam. Fajnie. Wysuszyłam szybko włosy i wyszłam z łazienki. Nath nadal leży na łóżku – tym lepiej. Podeszłam do pudła z bielizną na szczęście miałam tam piżamę. Uff! Gdy wyciągałam komplet poczułam, że ktoś stoi za mną. Chwilę potem ‘ktoś’ złożył pocałunek na moim obojczyku. Nathan.
- Robisz to specjalnie – wyszeptał mi do ucha.
- Nie. Zapomniałam piżamy i chyba musiałam po nią tu przyjść.
-Mogłaś zawołać, przyniósłbym Ci.
-Taa i przy okazji oglądał moją bieliznę – odsunęłam się od niego i ruszyłam w kierunku drzwi.
-Przepraszam
Nie odwróciłam się. Poszłam do łazienki znajdującej się w korytarzu i tam sięprzebrałam. Gdy wróciłam do pokoju jego jeszcze nie było. Położyłam się dołóżka. To moja ostatnia noc w tym domu, w tym pokoju. Tyle wspomnień. Z transu wyrwał mnie skrzyp łóżka. Nath już wrócił i położył się obok mnie, stykaliśmy się plecami.
-Sylvia?
-Hm?
-Gniewasz się na mnie?
-Trochę.
-Przepraszam. Zachowałem się jak debil. Obiecuję, że postaram się zniszczyćmoje uczucie do Ciebie – odwrócił się w moja stronę.
-Przyjmuję przeprosiny – teraz ja odwróciłam się w jego stronę.
-Sylvia? – odezwał się po chwili milczenia i gapienia się na siebie nawzajem.
-Co?
-Mógłbym Cię ostatni raz pocałować? - Że co?! Taa jasne i co jeszcze? – Proszę– głos miał taki , że aż serce miękło. Jak takiemu nie ulec?..
-Nie wiem, czy to na miejscu Nath..
-Błagam – wyszeptał. Nie odpowiedziałam mu tylko go pocałowałam. Najpierw byłzaskoczony, ale po chwili oddał pocałunek. Całował mnie z taką miłością i pożądaniem. Wiem, że nie powinnam, ale pogłębiłam ten pocałunek. Nathan przybliżył mnie do siebie jeszcze bardziej, a ja się delikatnie uśmiechnęłam, on to poczuł, bo za chwilę też się uśmiechnął. Odsunęliśmy się od siebie i po prostu przytuliliśmy. Wtuliłam się w jego nagi tors. On głaskał mnie delikatnie po włosach.
- Dziękuję – wyszeptał. Nic nie odpowiedziała tylko wtuliłam się w niego jeszcze bardziej, a on jeszcze mocniej mnie przytulił. Pocałował mnie w czoło i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam w jego ramionach.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ :)
02 lipca 2013
2.
30.06.2013 Wtorek
Ale miałam sen! Śniło mi się, że biegnę przez pole marchewek gigantów i gonią mnie koty! Ale to jeszcze nic! Te koty biegały na dwóch łapach i miały łyżki. Szaleństwo! Biegłam tak i biegłam aż wpadłam na jakąś szybę. A właściwie na lustro. Dotknęłam go, a ono mnie wciągnęło.. Po drugiej stronie lustra zobaczyłam fabrykę frytek. Wszędzie chodzili ludzie ubrani jak ziemniaki, którzy kontrolowali produkcję i co chwilę się darli : potatos! . Ja to mam wyobraźnię!
Jest godzina 11:04 a.m.
Nathan ma do mnie wpaść i pomóc w pakowaniu rzeczy do przeprowadzki. Już teraz mi się nie chce, a co dopiero , gdy przyjedzie. Swoją drogą, dawno go nie widziałam. Ostatnio był u nas jakiś miesiąc temu. Zabrał mnie z chłopakami na jakieś rozdanie nagród. Nie wygrali wtedy, tylko Ci z Łan Dajrekszon. Palanty. No nie ważne.
Co do zakupów z Zoey. Było nawet miło. Nadal jej nie trawie, bo wiesz jaka ona jest, ale zaczynam się do niej przekonywać i postanowiłam być na niej milsza. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Znasz mój charakter.
Kończę.
Ale miałam sen! Śniło mi się, że biegnę przez pole marchewek gigantów i gonią mnie koty! Ale to jeszcze nic! Te koty biegały na dwóch łapach i miały łyżki. Szaleństwo! Biegłam tak i biegłam aż wpadłam na jakąś szybę. A właściwie na lustro. Dotknęłam go, a ono mnie wciągnęło.. Po drugiej stronie lustra zobaczyłam fabrykę frytek. Wszędzie chodzili ludzie ubrani jak ziemniaki, którzy kontrolowali produkcję i co chwilę się darli : potatos! . Ja to mam wyobraźnię!
Jest godzina 11:04 a.m.
Nathan ma do mnie wpaść i pomóc w pakowaniu rzeczy do przeprowadzki. Już teraz mi się nie chce, a co dopiero , gdy przyjedzie. Swoją drogą, dawno go nie widziałam. Ostatnio był u nas jakiś miesiąc temu. Zabrał mnie z chłopakami na jakieś rozdanie nagród. Nie wygrali wtedy, tylko Ci z Łan Dajrekszon. Palanty. No nie ważne.
Co do zakupów z Zoey. Było nawet miło. Nadal jej nie trawie, bo wiesz jaka ona jest, ale zaczynam się do niej przekonywać i postanowiłam być na niej milsza. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Znasz mój charakter.
Kończę.
Kocham
Sylvia
xx
xx
„But you’re
perfect to me”
9 dzień wolny – to się robi dziwne
-
Taaatooo! – wydarłam się na cały dom.
- Co córciu?
- Gdzie są jakieś pudła? Muszę się przecież w coś spakować, nie?- zapytałam, gdy zeszłam do salonu.
- Wszystko jest w garażu. A co Tobie się tak nagle zebrało? Myślałem, że dzień przed wyjazdem będę Cię musiał zmuszać, a Ty tak o! wyskakujesz, że chcesz się spakować.
- Bo Nathan i reszta przyjeżdżają po południu i będą mi pomagać. Wiesz, z nimi raźniej.
- Tak, tylko, że zamiast pakować Twoje rzeczy to będziecie się bawić i znowu będzie trzeba dzwonić po straż pożarną! – zaczął się śmiać tata.
- No, ale wtedy to był wypadek! Jay nie chciał podpalić tego kota! Przecież wiesz, że jemu wypadła z ręki ta zapałka tato – też się teraz śmiałam, bo w sumie całe to zdarzenie było śmieszne.
W zeszłym roku na wakacje chłopaki wpadli do nas i postanowili, że pod wieczór zrobimy grilla. Wszystko byłoby okey, gdyby nie fakt, że to Jay miał go rozpalać. Nie szło mu zbytnio. Po godzinie prób wreszcie mu się udało i był z siebie tak zadowolony z siebie, że gdy wyrzucał zapałkę zapomniał jej zgasić. Chwilę później usłyszeliśmy przeraźliwy pisk i zawodzenie kota. Okazało się, że ta zapałka trafiła w kota sąsiadów i ten zajął się ogniem. Mój tata zareagował natychmiast i zadzwonił po straż. Chłopcy próbowali ugasić kota, ale ten uciekał przed nimi, no bo na zdrowy rozum, kto by chciał pomoc od atakującego. Kota na szczęście udało się uratować, ale sąsiadka była wściekła i powiedziała, że jak chcemy robić ognisko to niech ktoś odpowiedzialny zajmuje się rozpalaniem. Nie powiem, że nie, bo było zabawnie. Tylko Jay do dzisiaj się z tego nie śmieje i omija szerokim łukiem dom sąsiadów. Nie dziwię mu się.
Zabrałam z garażu około 15 pudeł różniej wielkości. Zaczęło mi się nudzić, więc postanowiłam trochę potańczyć. Poza tym muszę się ruszać, bo jak tak dalej pójdzie to skończę jak ciotka Dorothy. Brr!
Włączyłam radio i dałam się ponieść muzyce. Taniec odpręża mnie tak samo jak gra na gitarze czy śpiewanie. Można pomyśleć i odciąć się od rzeczywistości. Teraz w radiu leci piosenka, której nie znam. Zatrzymałam się. Wg tego, co mówi spiker to aktualnie puszczają kawałki, które górowały na szczytach list przebojów w tym roku.
- Tak moi drodzy słuchacze, to był przebój One Direction! Kiss You! Od dnia premiery przez siedem tygodni byli na pierwszym miejscu w Wielkiej Brytanii! A teraz trochę zwolnimy. Czas na Labrinth ‘Beneath your beautiful’.
Właściwie to fajna ta piosenka tego Łan Dajrekszon. Wzięłam laptop i włączyłam Youtuba. No no.. Dużo wyświetleń mają. Przeglądałam ich wideoklipy, mało ich mają. A ten ‘OWOA’ kojarzę, bo sama wspieram Comic Relief. Moja ulubiona piosenka jak na razie to ‘Little things’. Teledysk jest niesamowity i te spojrzenia chłopaków! Ahh! Idzie się zakochać. A właśnie! Bilety! Trzeba je zarezerwować. Okey, oficjalna strona, wybierz miejsce, kup bilet, wybierz rodzaj, a co mi tam M&G, wypełnij formularz. Skończyłam.
„Bilety dostarczymy na podany adres w dniu koncertu. Dziękujemy i życzymy udanego koncertu.
Syco Music & Modest! Management „
- Co córciu?
- Gdzie są jakieś pudła? Muszę się przecież w coś spakować, nie?- zapytałam, gdy zeszłam do salonu.
- Wszystko jest w garażu. A co Tobie się tak nagle zebrało? Myślałem, że dzień przed wyjazdem będę Cię musiał zmuszać, a Ty tak o! wyskakujesz, że chcesz się spakować.
- Bo Nathan i reszta przyjeżdżają po południu i będą mi pomagać. Wiesz, z nimi raźniej.
- Tak, tylko, że zamiast pakować Twoje rzeczy to będziecie się bawić i znowu będzie trzeba dzwonić po straż pożarną! – zaczął się śmiać tata.
- No, ale wtedy to był wypadek! Jay nie chciał podpalić tego kota! Przecież wiesz, że jemu wypadła z ręki ta zapałka tato – też się teraz śmiałam, bo w sumie całe to zdarzenie było śmieszne.
W zeszłym roku na wakacje chłopaki wpadli do nas i postanowili, że pod wieczór zrobimy grilla. Wszystko byłoby okey, gdyby nie fakt, że to Jay miał go rozpalać. Nie szło mu zbytnio. Po godzinie prób wreszcie mu się udało i był z siebie tak zadowolony z siebie, że gdy wyrzucał zapałkę zapomniał jej zgasić. Chwilę później usłyszeliśmy przeraźliwy pisk i zawodzenie kota. Okazało się, że ta zapałka trafiła w kota sąsiadów i ten zajął się ogniem. Mój tata zareagował natychmiast i zadzwonił po straż. Chłopcy próbowali ugasić kota, ale ten uciekał przed nimi, no bo na zdrowy rozum, kto by chciał pomoc od atakującego. Kota na szczęście udało się uratować, ale sąsiadka była wściekła i powiedziała, że jak chcemy robić ognisko to niech ktoś odpowiedzialny zajmuje się rozpalaniem. Nie powiem, że nie, bo było zabawnie. Tylko Jay do dzisiaj się z tego nie śmieje i omija szerokim łukiem dom sąsiadów. Nie dziwię mu się.
Zabrałam z garażu około 15 pudeł różniej wielkości. Zaczęło mi się nudzić, więc postanowiłam trochę potańczyć. Poza tym muszę się ruszać, bo jak tak dalej pójdzie to skończę jak ciotka Dorothy. Brr!
Włączyłam radio i dałam się ponieść muzyce. Taniec odpręża mnie tak samo jak gra na gitarze czy śpiewanie. Można pomyśleć i odciąć się od rzeczywistości. Teraz w radiu leci piosenka, której nie znam. Zatrzymałam się. Wg tego, co mówi spiker to aktualnie puszczają kawałki, które górowały na szczytach list przebojów w tym roku.
- Tak moi drodzy słuchacze, to był przebój One Direction! Kiss You! Od dnia premiery przez siedem tygodni byli na pierwszym miejscu w Wielkiej Brytanii! A teraz trochę zwolnimy. Czas na Labrinth ‘Beneath your beautiful’.
Właściwie to fajna ta piosenka tego Łan Dajrekszon. Wzięłam laptop i włączyłam Youtuba. No no.. Dużo wyświetleń mają. Przeglądałam ich wideoklipy, mało ich mają. A ten ‘OWOA’ kojarzę, bo sama wspieram Comic Relief. Moja ulubiona piosenka jak na razie to ‘Little things’. Teledysk jest niesamowity i te spojrzenia chłopaków! Ahh! Idzie się zakochać. A właśnie! Bilety! Trzeba je zarezerwować. Okey, oficjalna strona, wybierz miejsce, kup bilet, wybierz rodzaj, a co mi tam M&G, wypełnij formularz. Skończyłam.
„Bilety dostarczymy na podany adres w dniu koncertu. Dziękujemy i życzymy udanego koncertu.
Syco Music & Modest! Management „
Dobra
jest 1:17 p.m., a ja się nudzę. Pff! Niech chłopaki już przyjadą!
Z tych nudów położyła się na łóżko i podziwiałam mój jakże piękny sufit. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Z tych nudów położyła się na łóżko i podziwiałam mój jakże piękny sufit. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
-
Wstawaj księżniczko! – mruczał ktoś do mojego ucha.
- Co Ty tak delikatnie? To się robi tak Tom! – w tym momencie ktoś na mnie skoczył. Debil.
- Ała! Cholera! Kogo mózg boli?! Nathan debilu! Nie skacz po mnie! Złaź! No złaź!
- Wstawaj śpiochu! Mamy Ci się pomóc spakować a nie razem drzemać.
- Już już, wiem. A tak fajnie się spało.. Czeeeeeść chłopcy! – rzuciłam się w ich ramiona.
- Cześć mała! Tęskniliśmy!
- Ja też. Ale ej! Gnieciecie mnie!- serio, są dość silni.
- Wybacz – odskoczyli od razu. Muszę przyznać, że ciacha z nich! Miesiąc temu wyglądali inaczej.
- Ej chłopcy! Otwórzcie okno, bo jak weszliście zrobiło się gorąco! – teatralnym gestem udawałam, że mdleje, bo są tak hot!
- Oj weź przestań – machnął ręką Max i się zarumienił.
- Serio mówię. Jesteście tacy przystojni. Normalnie ciacha do schrupania. Oprócz Nathana, bo ten to wygląda jak troll – wszyscy wybuchnęli śmiechem. Prócz Natha rzecz jasna.
- Wyglądam jak co? Jak troll?! – wykrzyknął oburzony.
- No tak wiesz.. Twoja fryzura.. i ciuchy. Ewidentnie kopiujesz styl trolla – parsknęłam śmiechem, a chłopcy przybili mi piątki.
- Ah tak! Oj młoda! – rzucił się na mnie i zaczął łaskotać.
- Nathan, Nathan, Nathan – kręciłam głową – Znasz mnie tak długo i zapomniałeś, że ja nie mam łaskotek – wyszczerzyłam się.
- Racja, zapomniałem. Ale i tak znajdę haka na Ciebie. Zobaczysz!
- Wątpię. A teraz z łaski swojej ZŁAŹ! Musimy się wreszcie zabrać za pakowanie mnie.
- Mogę pakować Twoją bieliznę? – zapytał Tom z cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie. Książki lepiej mi spakuj zboczeńcu.
- To ja się zajmę bielizną! – wykrzyknął ochoczo Siva i wypiął dumnie pierś jakby to zadanie było co najmniej wagi państwowej.
-Nie nie. Ty mój drogi spakujesz moje bluzki. I nie Jay, Ty też nie możesz zająć się bielizną! No ludzie! Spodnie są Twoje loczek.
- Ohh! No dobra – przytulił mnie i podszedł do mojej ogromnej szafy i zaczął razem z Sivą ścigać się, kto szybciej spakuje rzeczy ze swojego sektora do pudeł. No dzieci..
-Max! – ten aż się wzdrygnął – Wybacz. Ty hmm.. pomożesz Tomowi, bo widzisz , że biedak sobie nie radzi.
- A ja?
- Nathan, a co być chciał trollku?
- Skończ, młoda – zaśmiał się – wezmę bieliznę! Skoro nic innego nie zostałoo- odpowiedział wymijająco i powoli kierował się w stronę mojej komody.
- Zostało, nie martw się piękny! Kosmetyki! Łazienka jest Twoja plus ta szafka – wskazałam na mebel stojący pod oknem, tam były moje zeszyty z nutami i kamery.
- Dobra – uśmiechnął się i zniknął za drzwiami łazienki. Ja zabrałam się za rzeczoną bieliznę i sukienki, które chcąc nie chcąc jednak miałam.
- Co Ty tak delikatnie? To się robi tak Tom! – w tym momencie ktoś na mnie skoczył. Debil.
- Ała! Cholera! Kogo mózg boli?! Nathan debilu! Nie skacz po mnie! Złaź! No złaź!
- Wstawaj śpiochu! Mamy Ci się pomóc spakować a nie razem drzemać.
- Już już, wiem. A tak fajnie się spało.. Czeeeeeść chłopcy! – rzuciłam się w ich ramiona.
- Cześć mała! Tęskniliśmy!
- Ja też. Ale ej! Gnieciecie mnie!- serio, są dość silni.
- Wybacz – odskoczyli od razu. Muszę przyznać, że ciacha z nich! Miesiąc temu wyglądali inaczej.
- Ej chłopcy! Otwórzcie okno, bo jak weszliście zrobiło się gorąco! – teatralnym gestem udawałam, że mdleje, bo są tak hot!
- Oj weź przestań – machnął ręką Max i się zarumienił.
- Serio mówię. Jesteście tacy przystojni. Normalnie ciacha do schrupania. Oprócz Nathana, bo ten to wygląda jak troll – wszyscy wybuchnęli śmiechem. Prócz Natha rzecz jasna.
- Wyglądam jak co? Jak troll?! – wykrzyknął oburzony.
- No tak wiesz.. Twoja fryzura.. i ciuchy. Ewidentnie kopiujesz styl trolla – parsknęłam śmiechem, a chłopcy przybili mi piątki.
- Ah tak! Oj młoda! – rzucił się na mnie i zaczął łaskotać.
- Nathan, Nathan, Nathan – kręciłam głową – Znasz mnie tak długo i zapomniałeś, że ja nie mam łaskotek – wyszczerzyłam się.
- Racja, zapomniałem. Ale i tak znajdę haka na Ciebie. Zobaczysz!
- Wątpię. A teraz z łaski swojej ZŁAŹ! Musimy się wreszcie zabrać za pakowanie mnie.
- Mogę pakować Twoją bieliznę? – zapytał Tom z cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie. Książki lepiej mi spakuj zboczeńcu.
- To ja się zajmę bielizną! – wykrzyknął ochoczo Siva i wypiął dumnie pierś jakby to zadanie było co najmniej wagi państwowej.
-Nie nie. Ty mój drogi spakujesz moje bluzki. I nie Jay, Ty też nie możesz zająć się bielizną! No ludzie! Spodnie są Twoje loczek.
- Ohh! No dobra – przytulił mnie i podszedł do mojej ogromnej szafy i zaczął razem z Sivą ścigać się, kto szybciej spakuje rzeczy ze swojego sektora do pudeł. No dzieci..
-Max! – ten aż się wzdrygnął – Wybacz. Ty hmm.. pomożesz Tomowi, bo widzisz , że biedak sobie nie radzi.
- A ja?
- Nathan, a co być chciał trollku?
- Skończ, młoda – zaśmiał się – wezmę bieliznę! Skoro nic innego nie zostałoo- odpowiedział wymijająco i powoli kierował się w stronę mojej komody.
- Zostało, nie martw się piękny! Kosmetyki! Łazienka jest Twoja plus ta szafka – wskazałam na mebel stojący pod oknem, tam były moje zeszyty z nutami i kamery.
- Dobra – uśmiechnął się i zniknął za drzwiami łazienki. Ja zabrałam się za rzeczoną bieliznę i sukienki, które chcąc nie chcąc jednak miałam.
*TYMCZASEM
W TOUR BUSIE ONE DIRECTION*
-Niall!
Gdzie mój lakier?! – wydarł się po raz kolejny mulat z łazienki.
- Nie wiem. Zapytaj kogoś innego a nie po raz setny pytasz mnie! Nie widzisz, że jestem zajęty i nic nie wiem? – Faktycznie był zajęty. Pałaszowaniem kolejnego zestawu z KFC. Zayn wyjrzał z łazienki i pokręcił głową, gdy zobaczył Irlandczyka siedzącego w kuchni. Nawiasem mówiąc siedział tam już ponad 2 godziny!
- Louis! Nie widziałeś mojego lakieru?
- Kto? Ja? Nieeee! – wymijająco odpowiedział pasiasty i szybko pobiegł do mini salonu schować się za Harrego.
-Hazzuś! Kochanie, ratuj mnie!
-Co tym razem zrobiłeś? – z pobłażliwą miną lokowaty spojrzał na przyjaciela.
-Ohh.. No wiesz, że jak mi się nudzi to coś robię – wyszczerzył się brunet – Ale tym razem to nie Liam padnie ofiarą mojego kawału a kto inny..
- Louis, boję się o siebie. Kto tym razem? – zapytał Harry, który miał dreszcze na samą myśl, co Lou mógł wymyślić. Przecież to Louis Tomlinson i można spodziewać się wszystkiego!
- Nasz pan idealny – zatarł ręce i zrobił minę psychopaty. Hazz już chciał coś powiedzieć, gdy nagle dobiegł go pisk. Kobiecy pisk. Ale dlaczego kobiecy skoro w busie są sami faceci? Coś nie halo!
- Louis! Kurwa, nie żyjesz! Moje włosy!- mulat zaczął wrzeszczeć i wkurzony wybiegł z łazienki. Udał się w stronę salonu, ale znalazł tam tylko lokowatego.
- Gadaj, gdzie ten popapraniec!
-O kim mówisz? – Harry dławił się ze śmiechu. Nie chciał się zaśmiać, żeby nie dobić przyjaciela. Ale ledwo się powstrzymywał, no bo kto nie parsknąłby śmiechem, gdyby zobaczył kolesia z tęczowymi włosami?!
- Co się tu dzieje?! – do salonu wpadł Liam – Hhahaahahahahah! Co Ci się stało Zayn? Wyglądasz jakby Pinkie Pie puścił na Ciebie pawia!
- Liam, błagam nie śmiej się tylko mi pomóż! Nie widziałeś tego debila Louisa?
-Wybacz stary, ale nie – Naglę chłopaków dobiegł jakis huk dochodzący z szafy.
- No no no.. Kogo my tu mamy – na twarzy Zayna błąkał się uśmieszek, jak wcześniej u Lou, psychopaty – Louis, Louis, Louis.. – mulat pokręcił głową – I po co Ci to było?
- Zayn! Stary! Kumplu?.. Heh.. Jak Ci mija dzień? – brunet z przerażeniem w oczach patrzał na przyjaciela.
- Jak na razie mija dobrze. Za 30 minut zapytaj ponownie.
-Co? Cze… - urwał w połowie zdania, gdyż Zayn rzucił się na niego z bitą śmietaną w sprayu i krzyknął: Zemsta jest słodka!
- Nie wiem. Zapytaj kogoś innego a nie po raz setny pytasz mnie! Nie widzisz, że jestem zajęty i nic nie wiem? – Faktycznie był zajęty. Pałaszowaniem kolejnego zestawu z KFC. Zayn wyjrzał z łazienki i pokręcił głową, gdy zobaczył Irlandczyka siedzącego w kuchni. Nawiasem mówiąc siedział tam już ponad 2 godziny!
- Louis! Nie widziałeś mojego lakieru?
- Kto? Ja? Nieeee! – wymijająco odpowiedział pasiasty i szybko pobiegł do mini salonu schować się za Harrego.
-Hazzuś! Kochanie, ratuj mnie!
-Co tym razem zrobiłeś? – z pobłażliwą miną lokowaty spojrzał na przyjaciela.
-Ohh.. No wiesz, że jak mi się nudzi to coś robię – wyszczerzył się brunet – Ale tym razem to nie Liam padnie ofiarą mojego kawału a kto inny..
- Louis, boję się o siebie. Kto tym razem? – zapytał Harry, który miał dreszcze na samą myśl, co Lou mógł wymyślić. Przecież to Louis Tomlinson i można spodziewać się wszystkiego!
- Nasz pan idealny – zatarł ręce i zrobił minę psychopaty. Hazz już chciał coś powiedzieć, gdy nagle dobiegł go pisk. Kobiecy pisk. Ale dlaczego kobiecy skoro w busie są sami faceci? Coś nie halo!
- Louis! Kurwa, nie żyjesz! Moje włosy!- mulat zaczął wrzeszczeć i wkurzony wybiegł z łazienki. Udał się w stronę salonu, ale znalazł tam tylko lokowatego.
- Gadaj, gdzie ten popapraniec!
-O kim mówisz? – Harry dławił się ze śmiechu. Nie chciał się zaśmiać, żeby nie dobić przyjaciela. Ale ledwo się powstrzymywał, no bo kto nie parsknąłby śmiechem, gdyby zobaczył kolesia z tęczowymi włosami?!
- Co się tu dzieje?! – do salonu wpadł Liam – Hhahaahahahahah! Co Ci się stało Zayn? Wyglądasz jakby Pinkie Pie puścił na Ciebie pawia!
- Liam, błagam nie śmiej się tylko mi pomóż! Nie widziałeś tego debila Louisa?
-Wybacz stary, ale nie – Naglę chłopaków dobiegł jakis huk dochodzący z szafy.
- No no no.. Kogo my tu mamy – na twarzy Zayna błąkał się uśmieszek, jak wcześniej u Lou, psychopaty – Louis, Louis, Louis.. – mulat pokręcił głową – I po co Ci to było?
- Zayn! Stary! Kumplu?.. Heh.. Jak Ci mija dzień? – brunet z przerażeniem w oczach patrzał na przyjaciela.
- Jak na razie mija dobrze. Za 30 minut zapytaj ponownie.
-Co? Cze… - urwał w połowie zdania, gdyż Zayn rzucił się na niego z bitą śmietaną w sprayu i krzyknął: Zemsta jest słodka!
*DOM
RODZINY SYKES – MANCHESTER*
-
Przerwa! – ogłosił Jay po 90 minutach ciszy i pracy.
- Zgadzam się! Przyniosę coś do picia. Chcecie coś zjeść? Wiem, że tak, więc mówcie, co – uśmiechnęłam się zachęcająco.
- Jak Ty nas dobrze znasz? – wyszczerzył się Tom – TOSTY!
-Okey, wracam za 15 minut. Tylko błagam, żadnej demolki tutaj. Jeszcze jedno. Dżem czy nutella?
- Nutella!!!
- Ziemniaki!– wrzasnął Siva.
- Co?! – zapytałam równo z chłopakami i aż przystanęłam.
- Nic - wyszczerzył się Irlandczyk. Wiecie, czasem się zastanawiam, czy ja znam normalnych ludzi.
-Debil – mruknęłam wychodząc.
*** POKÓJ SYLVII – 15 MINUT PÓŹNIEJ ***
- Do jasnej Anielki! Co tu się stało?! I co wy robicie w moich sukienkach?! I Tom w .. Bieliźnie?!?! Właśnie przed oczami mam pięciu idiotów przebranych w damskie ciuszki rozmiar M, podczas gdy oni mają XL. Boże, z kim ja żyję?!
- Eee…, bo widzisz… My… ten no.. – mówił Tom, a raczej starał się coś powiedzieć.
-Milcz! Ktoś inny? – zapytałam i spojrzałam na pozostałych.
- Bo my chcieliśmy sprawdzić … - zaczął Jay dość niepewnie.
- Czy wszystkie Twoje ubrania nadają się do noszenia – zakończył Max najwidoczniej zadowolony ze swojej wypowiedzi. Widziałam, że za plecami przybili sobie żółwika.
- Chyba jasne, że tak, skoro są w MOJEJ szafie i je noszę! Co ja z wami mam! – opadłam na łóżko, a tamci stali jak kołki i się na mnie gapili – ściągać te ciuchy! I żeby się nic nie podarło, bo zabiję! TO, co ma Siva jest od Gucciego!
- Ale one są takie fajne.. Pozwól nam je zatrzymać! – błagał Nath.
- Pogięło?! Oddawać natychmiast!
- Dobra- usłyszałam pomruki niezadowolenia a za chwilę odgłos suwaków.
-A i jeszcze jedno. Tom, po kija brałeś mój stanik?!
- Chciałem poczuć się jak prawdziwa kobieta! – odparł dumnie. Zrobiłam ‘face palm’. Normalnie myślałam, ze zaraz zemdleję. Jaki idiota.. No brak słów..
- Żyję z debilami!
- Ale i tak nas kochasz! – powiedział Nathan śmiesznie poruszając brwiami.
- Oczywiście, że tak – chłopcy ściągnęli sukienki i położyli się obok mnie na łóżku.
- Nie chce mi się już dalej pakować. Wam pewnie też, co? – zapytałam ich po chwili milczenia i podziwiania sufitu.
- No.. – odpowiedzieli chórkiem.
- Dzięki za pomoc. Pewnie was wymęczyłam, a dopiero co tu przyjechaliście – westchnęłam.
- Zawsze Ci pomożemy nie ważne jak bardzo będziemy zmęczeni – odpowiedział mi Max.
- W nas masz wsparcie. Poza tym takie pakowanie to jest nic w porównaniu z koncertami mała.
- No domyślam się Tom. Jeszcze raz dzięki.
- Spoko – odparli chórem.
- Oglądamy film na Twojej plazmie? – zapytał loczek.
- Okey, co chcecie?
- Horror!!! – odezwało się towarzystwo.
- Extra! Mam coś mega strasznego. Nowość. Dopiero, co było w kinach.
- To skąd to już masz? – zapytał zaskoczony Siva.
- Jak wiesz gram w reklamach. Tydzień temu promowałam kino w centrum i dostałam do wynagrodzenia ten film – w odpowiedzi otrzymałam tylko kiwnięcia głowami. Włączyłam film i oglądaliśmy go wszyscy w skupieniu. Oczywiście, co jakiś czas wybuchałam śmiechem, a chłopcy mnie uciszali. Gdy film się skończył oni się zmyli, tylko Nathan został i nocował u mnie, bo jest rodziną i nie pozwolę mu męczyć się w hotelu. Poza tym, u mnie dostanie lepsze śniadanie.
- Zgadzam się! Przyniosę coś do picia. Chcecie coś zjeść? Wiem, że tak, więc mówcie, co – uśmiechnęłam się zachęcająco.
- Jak Ty nas dobrze znasz? – wyszczerzył się Tom – TOSTY!
-Okey, wracam za 15 minut. Tylko błagam, żadnej demolki tutaj. Jeszcze jedno. Dżem czy nutella?
- Nutella!!!
- Ziemniaki!– wrzasnął Siva.
- Co?! – zapytałam równo z chłopakami i aż przystanęłam.
- Nic - wyszczerzył się Irlandczyk. Wiecie, czasem się zastanawiam, czy ja znam normalnych ludzi.
-Debil – mruknęłam wychodząc.
*** POKÓJ SYLVII – 15 MINUT PÓŹNIEJ ***
- Do jasnej Anielki! Co tu się stało?! I co wy robicie w moich sukienkach?! I Tom w .. Bieliźnie?!?! Właśnie przed oczami mam pięciu idiotów przebranych w damskie ciuszki rozmiar M, podczas gdy oni mają XL. Boże, z kim ja żyję?!
- Eee…, bo widzisz… My… ten no.. – mówił Tom, a raczej starał się coś powiedzieć.
-Milcz! Ktoś inny? – zapytałam i spojrzałam na pozostałych.
- Bo my chcieliśmy sprawdzić … - zaczął Jay dość niepewnie.
- Czy wszystkie Twoje ubrania nadają się do noszenia – zakończył Max najwidoczniej zadowolony ze swojej wypowiedzi. Widziałam, że za plecami przybili sobie żółwika.
- Chyba jasne, że tak, skoro są w MOJEJ szafie i je noszę! Co ja z wami mam! – opadłam na łóżko, a tamci stali jak kołki i się na mnie gapili – ściągać te ciuchy! I żeby się nic nie podarło, bo zabiję! TO, co ma Siva jest od Gucciego!
- Ale one są takie fajne.. Pozwól nam je zatrzymać! – błagał Nath.
- Pogięło?! Oddawać natychmiast!
- Dobra- usłyszałam pomruki niezadowolenia a za chwilę odgłos suwaków.
-A i jeszcze jedno. Tom, po kija brałeś mój stanik?!
- Chciałem poczuć się jak prawdziwa kobieta! – odparł dumnie. Zrobiłam ‘face palm’. Normalnie myślałam, ze zaraz zemdleję. Jaki idiota.. No brak słów..
- Żyję z debilami!
- Ale i tak nas kochasz! – powiedział Nathan śmiesznie poruszając brwiami.
- Oczywiście, że tak – chłopcy ściągnęli sukienki i położyli się obok mnie na łóżku.
- Nie chce mi się już dalej pakować. Wam pewnie też, co? – zapytałam ich po chwili milczenia i podziwiania sufitu.
- No.. – odpowiedzieli chórkiem.
- Dzięki za pomoc. Pewnie was wymęczyłam, a dopiero co tu przyjechaliście – westchnęłam.
- Zawsze Ci pomożemy nie ważne jak bardzo będziemy zmęczeni – odpowiedział mi Max.
- W nas masz wsparcie. Poza tym takie pakowanie to jest nic w porównaniu z koncertami mała.
- No domyślam się Tom. Jeszcze raz dzięki.
- Spoko – odparli chórem.
- Oglądamy film na Twojej plazmie? – zapytał loczek.
- Okey, co chcecie?
- Horror!!! – odezwało się towarzystwo.
- Extra! Mam coś mega strasznego. Nowość. Dopiero, co było w kinach.
- To skąd to już masz? – zapytał zaskoczony Siva.
- Jak wiesz gram w reklamach. Tydzień temu promowałam kino w centrum i dostałam do wynagrodzenia ten film – w odpowiedzi otrzymałam tylko kiwnięcia głowami. Włączyłam film i oglądaliśmy go wszyscy w skupieniu. Oczywiście, co jakiś czas wybuchałam śmiechem, a chłopcy mnie uciszali. Gdy film się skończył oni się zmyli, tylko Nathan został i nocował u mnie, bo jest rodziną i nie pozwolę mu męczyć się w hotelu. Poza tym, u mnie dostanie lepsze śniadanie.
Noo i jest rozdział 2 ;] Dzięki za ponad 300 wyświetleń i te kilka komentarzy :)
Mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodoba :) Kolejny w czwartek (III) i w sobotę rano planuje dodać IV. Całe szczęście, że one są napisane ; p
Podawajcie mi linki do swoich blogów i nazwy na TT - jakoś muszę was informować :)
Coś jeszcze? Nie, chyba nie.. :D
Do przeczytania :* Syl xx
Do przeczytania :* Syl xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)