09 sierpnia 2013

8.

Cześć :)
Rozdział się pojawia, w końcu piątek.
Dziękuję za ponad 1600 wyświetleń, ale z komentarzami mogłoby być lepiej..
Wiecie, miałam ostatnio załamkę i tak myślę, czy jest sens prowadzić tego bloga.. Wydaje mi się, że nie potrzebnie publikuję moje opowiadanie.. No, ale poki co nadal je piszę..

Miłego czytania! Syl xx
                                                                                                                                                                                            
- Nareszcie! Moja pierwsza misja właśnie się zaczyna! – wykrzyczał uradowany chłopak.
- Tak, ale nie szalej. Może być trudniej niż myślisz.
-To tylko zwiad, będzie fajnie!
- Okaże się. Za mną. Na parking.
- Dobrze.

W ciszy opuściliśmy salę i udaliśmy się na wyznaczone przeze mnie miejsce. Jak dobrze, że nie nadaje jak tam w pokoju, bo chyba musiałabym go uśpić jak Harrego. Chwila! To nie jest taki głupi pomysł!
- Jakie masz auto?- zapytał, gdy byliśmy w windzie. Czyli zaczęło się.
-Fajne. I od razu mówię, że nie dam go prowadzić.
- Ohh, czyli jedziemy moim, bo ta ja będę kierowcą.
- Co masz za wóz?
- Czarny Range Rover.
- Unowocześniony czy jeszcze nie?
- Po części. Czeka go jeszcze kilka ulepszeń.
- Moje lamborghini jest w pełni unowocześnione i ma wszelkie potrzebne sprzęty. Może pojedziemy moim?
- Masz lamborghini?!- patrzał na mnie szeroko otwartymi oczami. Chyba mi nie wierzył.
-Taa. Niebieskie.
-Kolorowe? To chyba nie za bardzo szpiegowskie.
- Jak już mówiłam jest super nowoczesne i ulepszyłam je tak, że mogę zmienić kolor na czarno-szary.
- To się nazywa szpiegowskie auto! Jedziemy nim.
- Ale ja prowadzę- zaznaczyłam.
- Czyli postanowione. Jedziemy moim.
- Jak chcesz. Ale umiem prowadzić lepiej niż niejeden kierowca rajdowy.

Ruszyliśmy w głąb parkingu. Mijaliśmy kolejne alejki z samochodami. BMW tu dominowały, ale były też Porsche, Mercedesy i kilkanaście Range Roverów. Ale chwila, to auto już mijaliśmy. Czy on się zgubił na parkingu? Jaka sierota..
- Nie wiesz, gdzie stoi Twoje auto, co?
- No.. tak jakby.. zapomniałem, gdzie je zaparkowałem.. – podrapał się po głowie, stanął i rozejrzał.
- A może tak odblokuj je. Usłyszymy dźwięk i je znajdziemy.
- Dobry pomysł. Mogłem na to wpaść, co za wstyd..
- Nie przejmuj się. Każdemu się zdarzy zapomnieć, gdzie jego auto stoi i w panice zapomina się o takich rzeczach jak alarm.
- No może i masz rację. Dobra, to teraz słuchaj i szukaj.
Kliknął guzik i rozległ się charakterystyczny dźwięk. Auto stało centralnie przed nami! Ehh.. geniusz. Żeby nie rozpoznać własnego auta.. On chyba się zmieszał, bo zrobił się cały czerwony.
- No to.. ten.. no.. auto.. tu stoi.. To jedziemy nie?
- Jedziemy.
Kulturalnie otworzył mi drzwi i je za mną zamknął. Chwilę potem sam usiadł na miejscu kierowcy i ruszyliśmy.
- Wiesz, gdzie wgl jedziesz?- zapytałam niepewnie.
-Nie. Z powiedział, że Ty wiesz i mi powiesz. To powiesz?
- Gdzie masz GPS? Wpiszę adres i będziesz wiedział gdzie.
- Nie mam jeszcze. Ale podaj adres. Mieszkam tu od urodzenia i wiem, gdzie co jest.
- Burgeley Street 124.
- Taksówki?
- Yhym. To nasz cel- biuro szefa firmy taksówkarskiej. Musimy znaleźć taką jedną taksóweczkę.
- Okey. A jak już ją znajdziemy?
- Wypytamy kierowcę o szczegóły sprzed 3 dni. Musimy wiedzieć, gdzie jechali Ci Rosjanie.
- Czyli misja na dzisiaj to znalezienie ich bazy?
-Tak.
-To nie będzie takie trudne mam nadzieję. Ty sobie poradzisz – uśmiechnął się.
- My. Przecież na dzień dzisiejszy jesteśmy partnerami.
- No tak, ale ja mam się tylko przyglądać.
- O nie, agencie 415. Ty też masz pomagać i się udzielać, bo samym oglądaniem dużo się nie nauczysz.
- Będę przeszkadzał.
- Nie.
Na tym rozmowa się skończyła. Nie warto ciągnąć jej dalej, bo to nie ma sensu. On będzie pomagał, czy chce czy nie, bo takie jest jego zadanie jako agenta.
Jakieś 10 minut później byliśmy u celu. Weszliśmy do budynku i udaliśmy się w kierunku recepcji. Za ladą stała wysoka brunetka w okularach.
-Dzień dobry. Państwo w sprawie? – zapytała uprzejmie.
- Proszę nas zaprowadzić do Pana Montha.
-W jakiej państwo są sprawie? – zapytała wymuszając uśmiech, zdenerwowałam ją.
- W sprawie skargi. To gdzie ten gabinet?- Wkurzyła mnie, bo powinna od razu zareagować i nas zaprowadzić do tego cholernego gabinetu.
- Gabinet dyrektora na końcu korytarza po prawej.
- Dziękuję.
Poszliśmy we wskazanym kierunku. Gdy byliśmy pod drzwiami zadzwonił mój telefon. Gestem kazałam mu poczekać chwilę i odebrałam. [ S- Sylvia; L- Liam]

L: Cześć siostra. Jak tam?
S: Cześć Li. Wszystko dobrze, a u Ciebie i chłopaków?
L: Relaksujemy się. Dmuchamy piłki plażowe.
S: Mogę wiedzieć, po co?
L: Nudzi nam się. Jak już wszystkie nadmuchamy to będziemy się nimi rzucać!
S: Dzieci.. aż brak słów.
L: A właśnie. Niall kazał Cię pozdrowić.
S: Podziękuj i też pozdrów.
L: Oki doki. A powiedz, co robisz?
S: Jestem w trakcie ważnej misji. Trochę przeszkadzasz.
L: Oj, to przepraszam. Uważaj na siebie. Pa siostro.
S: Zawsze uważam. Pa bracie.

-Brat się martwi? – zagadał 415.
- Nie, tylko chciał pogadać, a zapomniał, że jestem zajęta.
- Fajnie, że wie. Jak zareagował?
-Później Ci powiem. Teraz misja.
- No tak. To proszę, panie przodem – otworzył przede mną drzwi i wpuścił pierwszą do owego gabinetu. Za biurkiem siedział grubszy mężczyzna, prawie łysy z okularami. Wyglądał na jakieś 45 lat.
-Dzień dobry. W czym mogę państwu pomóc?
- Jesteśmy z agencji rządowej. Jestem agent 315 a to agent 415- wskazałam na kolegę, w czarnych okularach? Skąd..? – Musi pan nam pomóc w pewnej kwestii.
-Oczywiście, że pomogę. Tylko proszę się wylegitymować.
Pokazaliśmy nasze dokumenty i koleś momentalnie otworzył oczy szerzej i jakby trochę przestraszony rzekł:
- Proszę mówić w czym problem. Jestem do usług.
- Szukamy taksówki numer 9017. Numer rejestracyjny to EX520L. Chcemy znać dokładną trasę sprzed 3 dni oraz nazwisko kierowcy.
- Taksówka jest aktualnie na lotnisku i to jest jej punkt wypadowy – powiedział z nosem przyklejonym do ekranu komputera – kierowca nazywa się John Lemon. Trasę tylko on zna i ma zapisaną w swoim przenośnym komputerze.
- Dziękuję. To wszystko, co chcieliśmy wiedzieć. Do widzenia.

Od razu wyszłam z biura nie czekając na jego reakcję. Dowiedziałam się, co miałam i po sprawie. Już 1/3 misji z głowy.
- A Ty co? Mowę Ci odebrało? – wkurzyłam się na niego, bo no okey jest nowy i nie wie, co robić, ale no halo! Instynkt podpowiada i mógł sam o coś zapytać, a nie że wszystko ja sama muszę robić.
- Nie- odchrząknął – Po prostu nie chciałem Ci się wcinać w zdanie. Zresztą wiemy już wszystko, więc chyba milczenie nie jest problemem.
- Tak. Nie jest – odparłam sucho i opuściłam budynek.

- Na lotnisko dojedziemy za jakieś 25 minut, a może później, bo są korki.
-No.
- Co dalej będziemy robić, jak już dowiemy się, czego mieliśmy?
- Podążymy w miejsce, które wskaże nam taksówkarz.
- A tam?
- Zbadamy teren i złożymy raport w siedzibie.
- Wszystko?
- Tak. Dalej, co będzie w związku z tą misją zadecyduje szef. Nas wyznaczyli tylko do znalezienia ich bazy. A to niekoniecznie musi zająć jeden dzień.
- Racja. Ale mam nadzieję, że ich baza będzie normalna, bo jeśli to okaże się magazyn to będzie ciężko z infiltracją, bo mogą być kamery i pułapki.
- Dla agentów, którzy przeszli szkolenie takie rzeczy to nie problem.
- Czyli damy radę! – podsumował radośnie. Cóż, nic dodać nic ująć, więc zamilkłam.
Rzeczywiście były korki. Na lotnisku byliśmy po 30 minutach spędzonych w cudownej ciszy. Widziałam, że parę razy chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie nic nie mówił. Słusznie, bo bym go zignorowała lub skrzywdziła.

-Szukaj taksówki EX520L.
-Mam. Właśnie parkuje tam na rogu.
- To na co czekamy? Czas na 2 etap misji.

Ramie w ramie w czarnych okularach ruszyliśmy w kierunku rzeczonej taksówki. Akurat kierowca wysiadał, żeby zapalić, stał do nas tyłem. Szturchnęłam go w ramię, od razu się odwrócił i zmierzył mnie wzrokiem.
- W czym pięknej pani pomóc? Gdzie zawieźć?
- Może pan pomóc, ale inaczej. Proszę powiedzieć, gdzie kursował pan 3 dni temu.
-Przepraszam za koleżankę – spojrzałam na niego jak na wroga, ale on kontynuował – Jestem agent 415, a to agentka 315. Z rozkazu Jej Królewskiej Mości zostaliśmy poproszeni o sprawdzenie każdej taksówki i jej trasy w przeciągu ostatnich 3 dni, ponieważ pojawiło się w Anglii zagrożenie ze strony mafii rosyjskiej – taksówkarz patrzał na nas jak na jakichś innych, ale widać, że był przerażony. Ciekawe, czy będzie współpracował?
- 3 dni temu miałem dużo kursów. Pokazać listę adresów, gdzie klienci byli zawożeni?
- Tak, proszę o pokazanie tej listy – po chwili facet przyniósł jakąś teczkę i ją podał – Dziękuję.
-Pokaż mi to –zabrałam dokumenty koledze i zaczęłam je przeglądać – Rzeczywiście dużo kursów. Pamięta pan może, gdzie dokładnie wysiadali Ci Rosjanie, którzy dokładne 3 dni temu jechali pana taksówką?
- Tak, pamiętam. Wysiadali przy Pałacu Westminsterskim i z tego, co się zorientowałem to udali się w stronę bogatszych dzielnic. Dokładnie wysiedli na Trafalgar Street.
- Ilu ich było?
- Pięciu i byli jacyś podejrzani. Ciągle rozglądali się na boki i za siebie. Jakby się czegoś bali, czuli osaczeni.
-Dziękujemy za pomoc panie Lemon – wtrącił 415, podczas gdy ja oddalałam się od taksówkarza.

Wsiedliśmy do Range Rovera i chwilę milczeliśmy. Ciszę przerwał on.
-Nie będzie tak łatwo. Skoro wysiedli przy Pałacu i udali się do bogatej dzielnicy to będzie ich trudniej znaleźć.
- Możliwe. Ale plusem tych dzielnic jest to, że mają monitoring. Z może się pod nie podłączyć i powiedzieć, w której dzielnicy dokładnie się znajdują. A skoro mniej więcej znamy lokalizacje to będzie łatwiej.
-Zadzwonię do niego – kiwnęłam głową na znak zgody, a tamten wybrał numer do Z. Oczywiście dzwonił służbowym, bo tylko ten telefon ma numer do agentów. Rozmawiali chyba 7 minut.
- Z ma już mapy osiedli monitorowanych i jak coś znajdzie to da znać.
-My w tym czasie sprawdzimy okolice. Nie możemy nic nie robić.
-Będziemy obserwować ulice z daleka? – zapytał zdziwiony.
-Nie. Popytamy ludzi, może coś widzieli.
-To będzie podejrzane.
- Jak się umie maskować z tym, to nie. Doświadczony agent wie, co robić.
- Zdaje się na Ciebie agentko 315.
- Nie masz innego wyjścia.

Ruszyliśmy w kierunku Pałacu Westminsterskiego, a dokładnie na południowy-zachód od niego. Tam znajduje się najbliższa bogata dzielnica, która jeśli mam być szczera według mnie jest tą najbogatszą. Droga nam trochę zajęła, bo jednak z lotniska na Trafalgar Street jest kawałek drogi. Obyło się tym razem bez korków no i jechaliśmy w milczeniu, co mnie niezmiernie cieszyło, gdyż dla mnie cisza jest najważniejsza. Ale w pewnym momencie on MUSIAŁ się odezwać.
- Jak masz na imię? Wolę nie zwracać się do Ciebie tak dziwnie.
- Musisz. Jesteś agentem niższego stopnia i nie masz wyboru. Poza tym nikt nikogo z agencji nie zna z imienia.
-Czemu? To dziwne. Lepiej znać z imion niż z numeru.
- Nie, bo to niepotrzebny bałagan. Tak to jest hierarchia i każdy wie, kto jaki ma status i w czym jest dobry.
- Ale zdradzisz mi swoje imię?- zapytał z nadzieją w glosie. Czas ją zgasić.
-Nie. Jest Ci ono niepotrzebne, a poza tym zgodnie z moim kodeksem nie mam zamiaru się z Tobą spoufalać i mieć innych kontaktów niż z innymi agentami, więc znanie mojego imienia jest bynajmniej zbędne.
-Strasznie serio podchodzisz do kwestii zasad. Jesteś sztywna.
-Dbam o swoje bezpieczeństwo jak i całej Anglii i agencji.
-Wyluzuj.
-Nie. To sprawa na śmierć i życie. A spoufalanie się może doprowadzić do zbytniego przywiązania i w efekcie może dojść do tragedii. Szacunek do innego agenta to podstawa, 415 – wkurza mnie. Mówię mu jasno, że nie, a ten nadal swoje i chce wiedzieć. Umrze jak się nie dowie?
-Widzę, że agencja Cię zmieniła. Masz inne poglądy niż 4 lata temu, co?
- Tak i przede wszystkim nie chce się zabić. Tak mnie zmieniła, że zaczęłam doceniać życie, innych ludzi i nie mam już myśli samobójczych – zamilkłam i odwróciłam głowę w kierunku budynków widzianych za szybą. Ciągłe gapienie się w samochody przed nami mnie znudziło. Swoją drogą ładne mają drzewa w Londynie. Takie inne, aczkolwiek podobne do tych rosnących w Manchesterze.
-Przepraszam – powiedział tak nagle. I tak cicho. Chyba serio żałował tego, co powiedział i w ogóle tej rozmowy.
- Jest okey. Skup się lepiej na jeździe – I na tym temat się skończył. Reszta drogi na Trafalgar minęła w grobowej ciszy i ani trochę mi to nie przeszkadzało. Jak już wspominałam uwielbiam ją. Dojechaliśmy na miejsce 10 minut później. 415 zatrzymał wóz na poboczu naprzeciwko Pałacu.
-Musimy zaczekać na informacje od Z. To może trochę potrwać, więc czas na rozpoznanie terenu. Trzeba wypytać ludzi, czy nie widzieli w pobliżu Rosjan.
- Jasne. Rozdzielamy się?
- Tak. Ty bierz tę stronę, a ja pójdę na drugą bliżej Pałacu. Jak Z się odezwie to poinformuj mnie i oczywiście vice versa.

Tak jak ustaliśmy rozeszliśmy się. Przeszłam, a raczej pobiegła na drugą stronę ulicy i poszłam w kierunku jednej z dzielnic. Co dziwne ludzi tu jakoś mało. W ogóle tak właściwie. O! A jednak ktoś tu mieszka!
-Dzień dobry. Mogę o coś panią zapytać? – zaczepiłam kobietę w średnim wieku wychodzącą właśnie w domu.
- Dzień dobry. Tak, oczywiście- odparła promiennie.
- Nie widziała pani może w tej okolicy w ostatnim czasie pięciu mężczyzn ubranych na czarno?
-Ehmm.. Nie, nie widziałam – coś kręci. Chyba się zdenerwowała, bo aż się zrobiła czerwona.
- Jest pani pewna? Ci Rosjanie byli tu ostatnio przez kogoś widziani.
- Nie, przykro mi, ale nie. A teraz przepraszam , ale spieszę się do pracy – na jednym wdechu to praktycznie powiedziała i migiem wsiadła do samochodu. Jestem na 99% pewna, że coś kręci, a oni gdzieś tu się czają. Już ja się dowiem, co tu się dzieje.

-Otrzymałem dane satelitarne od Z. Przyjdziesz do auta? – z zamyślenia wyrwał mnie głos 415 dochodzący z mojej słuchawki. Dobrze, że je mamy, bo inaczej trudno byłoby przeprowadzać misje w terenie.
- Zaraz będę. Mam pewną informacje.
- Czekam.
Rozejrzałam się jeszcze po okolicy i udałam się w kierunku pojazdu. Chwilę później siedziałam już w samochodzie. Idąc do auta zauważyłam, że jeden mężczyzna dziwnie się na mnie patrzy. Miał taki nieufny wyraz twarzy, że to aż przerażało. Podejrzany koleś. Muszę go sprawdzić.
- Co jest? – zapytałam na wejściu.
- Na laptopie mam przesłanych kilka filmów z dnia wczorajszego, a na telefonie nagrania sprzed 3 dni. Zaraz je zrzucę na laptop – po dłuższej chwili – Okey, to proszę. Tu widać, jak pięciu mężczyzn skręca w dzielnice gdzie byłaś przed chwilą. Kolejna kamera pokazuje jak idą dalej, a z kolei na następnym nagraniu już ich nie widać. Tak jakby albo zniknęli albo mieszkają gdzieś w okolicy. Możemy wykluczyć początkowe domy. Trzeba sprawdzić wszystkie od 21030 do 21048. Rozdzielamy się?
-Świetnie, że wiemy gdzie konkretnie mogą być. O tyle łatwiej, że to publiczne miejsce, a o tyle gorzej, że ciężej jakąkolwiek akcję przeprowadzić. I nie, nie rozdzielamy się. Po prostu musimy iść tam i zagadać, że jesteśmy z ministerstwa i premier żąda, abyśmy sprawdzili systemy alarmowe, gdyż w wyniku zakłóceń większość z nich może nie działać. Jak to łykną to dalej będzie z górki. Obczaimy domowników, wrócimy do bazy, złożymy końcowy raport i koniec misji.
- Jak koniec? A co dalej? – zaskoczony chyba był, ale już mu to przecież tłumaczyłam.
- Nas przydzielono do zadania, które brzmi tak : Namierzyć bazę rosyjskiej mafii. Nie ma tutaj mowy o infiltracji, więc sorry, ale żeby brać udział w akcji to musiałbyś być wyszkolony i na co najmniej trzecim stopniu, jak ja. Ta misja wymaga pewnych zdolności. Tylko wykwalifikowany agent zostanie przydzielony do tego zadania.
- Czyli na przykład Ty – prychnął.
- Nie, bo mi nie dają takich zadań. Z reguły jestem ochroniarzem na koncertach i w klubach, gdy kogoś ważnego trzeba zlokalizować i pilnować. W terenie to działam głównie, jeżeli chodzi o przemyt na lotnisku i granicy ze Szkocją.
- Nie byłaś nigdy na takiej misji jak Bond? – zapytał zdziwiony moją wypowiedzią.
- Podobne się zdarzały. No, ale nie były aż tak skomplikowane.
- Strzelałaś do kogoś?
-Z broni nie, ze strzałek tak. Są moją ulubioną bronią.
- Strzałki? Że co?
-Moja osobista tajna broń- odparłam dumnie – szef stwierdził, że jestem zbyt agresywna i lepiej dać mi coś hmm bezpieczniejszego.
-Ha ha. Mam nadzieję, że zobaczę kiedyś Cie w akcji –zaśmiał się.
- Jak oboje dostaniemy tę misję to zobaczysz.
- Myślisz, że ją dostaniemy?
- Jak uporamy się z pierwszym etapem do jutra to jest spora szansa.
- To na co czekamy? Ruszajmy sprawdzać te domy! – wykrzyknął uradowany i już miał otwierać drzwi, ale go powstrzymałam.
- Chwila chwila. Bez odpowiedniego przygotowania nie możemy. Jedziemy do bazy. Trzeba jakieś stroje urzędników załatwić, ale to ja na jutro załatwię no i dokumenty w razie, gdyby chcieli potwierdzenia, że jesteśmy z ministerstwa. Jak zniszczymy misje już teraz to nie będzie potem, w czym uczestniczyć. Wszystko musimy robić ostrożnie i dokładnie. Żadnych potknięć, bo po nas.
- O której jutro ruszamy?
-Myślę, że jak zaczniemy o 13 to będzie dobrze. Mam plany na jutro, a chciałabym je zrealizować.
- Twoje plany są nie ważne. Misja jest najważniejsza.
-Według Twojej umowy tak, według mojej nie. Sama spisywałam swoją umowę, gdy szefem został Sir Hamilton, bo stwierdziłam, że przyda mi się trochę wolności, a on się zgodził. Mam prawo podzielić misję na części, jeśli mam już jakieś plany na dzień następny, ale muszę o tym wcześniej go poinformować.
- Jesteś sprytna. Naprawdę.
- Wiem. A teraz koniec tej przyjemnej rozmowy, jedź do bazy. Tylko najpierw powiedz mi, która godzina.
-6:58 p.m.
-To lepiej się pospiesz. Za godzinę mam kolację i jak się nie zjawię to tata się zacznie denerwować.
-To brat wie, a ojciec nie? -zdziwił się.
- Przyrodni brat. On dowiedział się przypadkiem. A tata nie wie, bo .. bo nie. Bez tej informacji żyje spokojniej. Teraz cisza i jedź.
Odpalił auto i ruszył. Zaczęłam rozmyślać nad tym, czy faktycznie nie powiedzieć tacie o mojej pracy. Powinien wiedzieć, chociaż z drugiej strony dla niego lepiej, że nie wie, bo jest bezpieczny. Ale znając go , gdyby wiedział to powiedziałby Zoey i już w ogóle całą rodzinę musiałabym chronić. Tak to na razie muszę tylko dbać o bezpieczeństwo chłopaków, co może być trudne, bo podróżują po całym świecie.. Jakoś dam radę. Zawsze daję. Tym razem też tak będzie.
A co do misji. Obawiam się, że jest ona przeznaczona dla mnie. Już teraz wiem, że szef da ją mi. I tylko mi. 415 jej nie dostanie, bo jest nowy, a ja tak, bo szef zna moje możliwości. Boję się tylko tego, jaki będzie plan w związku z całą akcją. Prosty na pewno nie będzie. Najgorsze teraz jest czekanie, bo nie wiadomo, kto będzie ich następną ofiarą i gdzie będzie przetrzymywana. Mam złe przeczucia, co do tego wszystkiego. Głupia intuicja. Nigdy mnie nie zawodzi, a tym momencie się boję, że też tak będzie i wydarzy się coś złego. Nie lubię myśleć tak na przód, ale najbliższe dni, tygodnie będą stały pod wielkim znakiem zapytania i każdy agent będzie miał się na baczności.

W bazie byliśmy o 7:13 p.m. Nie tak źle z czasem, ale wiecie czemu byliśmy tak szybko? Bo ten idiota jeździ jak wariat! Kto mu dał prawo jazdy ja się pytam?! Serce wali mi jak młot, puls co najmniej 200 na 80.. Ja przez niego umrę. Jak mówiłam, że chcę zdążyć na kolację to miałam na myśli, że chcę tam być żywa i w jednym kawałku, a nie roztrzęsiona i jak galaretka!
- Jak Ty jeździsz?!- naskoczyłam na niego, gdy zaparkował.
- Mówiłaś, że masz o 8 kolację, więc się spieszyłem. A jeżdżę bardzo dobrze- wyszczerzył się.
- Zabiję Cię kiedyś. Jeszcze nie teraz, bo mi się przydasz, ale jutro na pewno.
Wysiadłam z samochodu trzaskając drzwiami. Mam tylko nadzieję, że nie uszkodziłam mu tym autka, bo jest świetne. Wsiadłam do windy i wcisnęłam guzik z cyferką 0. Oczywiście, że nie czekałam na niego. Kilkanaście sekund później byłam na wyznaczonym piętrze. Wysiadłam i udałam się do królestwa Z.
- Witam Cię Z! Musisz mi w czymś pomóc.
- Witaj agentko 315. W czym mogę Ci pomóc?
- Znajdź mnie na nagraniu z dzisiaj na Trafalgar około godziny 6:50.
-Dobrze. Ale po co?
- Widziałam takiego jednego podejrzanego gościa. Musze wiedzieć, kto to.
-Okey, mam. Ale tu nikogo nie ma. Chwila.. o niego Ci chodzi?
- Tak, ten gość, co stoi na podjeździe. Chcę jego dane.
-Sekundę. Mam problem.
- Jaki? – zaniepokoił mnie, bo on nigdy nie ma problemów.
- Nie ma go w bazie. Człowiek nie ma imienia i nazwiska. Żadna baza go nie ma. Sprawdzę jeszcze bazę więzienną.
- Z, weź pod uwagę każde państwo. On może być z tej mafii – zaczyna robić się ciekawie.
- Dzięki, że zostawiłaś mnie samego – powiedział 415 wchodzący właśnie do pomieszczenia.
- Miałam powód. Pamiętasz, jak mówiłam Ci, że mam ważne info? Teraz sprawdzam słuszność mojej teorii. Spotkałam dwoje podejrzanych ludzi. Okazuje się, że mężczyzna, którego widziałam nie widnieje na liście żadnej bazy danych. Tak jakby był, ale anonimowo. Dziwne, nie?
- No. A ta druga osoba?
-Właśnie. Ona. Ale to najpierw Z sprawdzi bazę więzienną. I jak, jest coś?
-Tak, coś jest. Znalazłem go w różnych bazach danych różnych więzień i ma wszędzie różnie nazwiska. Jednak jest jedna cecha wspólna wpisana wszędzie.
- Niech zgadnę. Rosyjska narodowość, bo posługiwał się biegle językiem rosyjskim?
-Skąd wiesz?
- Domyślam się. A poza tym, Rosjanie wyglądają charakterystycznie. Dobra, to teraz ta druga osoba. Kobieta wychodząca z domu numer 21022.
- Mam ją. To ona?- wskazał na kobietę na nagraniu.
- Tak, ona. Długo tam mieszka?
- Marie Jenett lat 42. Mieszka tam ponad 14 lat. Handlowiec. Właścicielka kilku hurtowni kosmetycznych.
- Sprawdź, jakimi językami się posługuje – poprosił 415.
- Tak, warto to wiedzieć. Może zna rosyjski.
- Zna. A także polski, niemiecki, irlandzki i japoński.
- Czyli mamy podejrzaną. Jej dom też trzeba będzie odwiedzić.
- Z, sprawdź jej powiązania z ministerstwem.
- Już sprawdzam. Zna kilku ministrów i jest dobrze poinformowana, co do tego, co się dzieje wewnątrz.
- Odpuszczamy jej dom 415. Spalimy misję. Jeśli faktycznie ma jakieś powiązanie z tą mafią to da im znać i zmienią swoją dotychczasową bazę i będzie trudniej. Nie możemy też wydać nas. 
- Ale musimy jej dom jakoś sprawdzić – podrapał się po głowie –Mam! Z sprawdź w jakich godzinach pracuje.
- Dobrze, ale po co?- powiedział sprawdzając już coś w komputerze.
- Możemy sprawdzić jej dom, kiedy jej nie będzie. Mieszka sama?
- Tak, sama. I to nie jest taki głupi pomysł. Gorzej jak ma monitoring w domu. Tego nie wiemy i lepiej was nie narażać. Musimy wysłać kogoś innego. Pójdźcie do szefa.
- Pójdziemy. Ja i tak muszę. Dobra to się zbieramy. Z, załatw nam na jutro fałszywe dokumenty z ministerstwa. Musimy mieć dokumenty, że niby są zakłócenia spowodowane czymś i musimy sprawdzić każdy system alarmowy w każdym domu. No i oczywiście jakieś legitymacje potwierdzające nasze fałszywe tożsamości. Zdjęcia masz. Będziemy jutro przed 13. Pa.
-Pa 315. Do widzenia agencie 415.
- Do widzenia Z.
                                                                                                                                                           

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !

06 sierpnia 2013

7.

Witajcie! ;)
I kolejny rozdział przed wami! :)
Dziękuję za ponad 1500 wyświetleń i liczne komentarze. To na pawdę motywuje do dalszego pisania :)
Noo a także motywacją są groźby, nawiasem mówiąc są karalne, że mam pisać i wstawiać kolejny rozdział! Asia, ja wstawiam rozdziały jak mi się przypomni ;D

Miłego czytania! ;* Syl xx

P.S. keep voting #MTVHottest One Direction
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         
- Sylvia! Zaczekaj! Stój!- odwróciłam się, a tam co? Cała dziesiątka stoi grzecznie w rządku obok siebie i się nie gryzą. To już postęp.
- Chcielibyśmy przeprosić Cię za nasze zachowanie. Masz rację, zachowujemy się jak dzieci – zaczął Liam.
- Wybacz nam, proszę. Jeśli nam wybaczysz to my też się ze sobą pogodzimy i zakumplujemy – dokończył Nathan.
No to mnie zaskoczyli. Oczywiście pozytywnie.
- Dobrze. Wybaczam wam. Teraz czekam na was chłopcy. Zależy mi na tym, abyście się przyjaźnili, bo wszyscy jesteście dla mnie ważni- podeszłam do nich i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Zespoły stanęły ponownie naprzeciwko siebie i gdyby dać im pistolety to wyglądaliby na serio groźnie. Więc stanęli i na nieme ‘3’ podali sobie ręce mówiąc ‘rozejm’. Radość moja niewysłowiona! Miło, że się pogodzili i lubią chociaż troszeczkę. Może zaczną wspierać? Kto wie.
-To skoro się pogodziliście, to może zrobimy coś wspólnie?
- Sorki mała, ale musimy już jechać. Francja wzywa – powiedział smutno Tom.
-No tak. To na razie i do zobaczenia później. Będziecie na pewno?
- Tak, na pewno – cała piątka przytuliła mnie i dała po całusie w policzek, a Nath dodatkowo zakręcił mną wokół własnej osi. Odstawił mnie i podszedł do Liama.
- Pilnuj jej – podał mu rękę.
- Zawsze i wszędzie – uścisnęli sobie dłonie i pożegnali. Chłopcy wsiedli do busa i odjechali głośno trąbiąc. „Wariaci!”

-Cieszę się, że już nie będziecie się kłócić.
- Czemu nie powiedziałaś, że on to Twój kuzyn? – wypalił oskarżycielskim tonem Zayn.
- Znacie moje nazwisko, mogliście skojarzyć – odparłam chamsko i odeszłam w stronę samochodu – Idziecie?

Do mojego domu jechaliśmy w cichy. Nikt nie raczył się odezwać. Nawet Louis, który jak dotąd nawijał i nawijał. Postanowiłam to zmienić.
-„ Oh I just wanna take you anywhere that you like, we can go out any day any night , Baby I’ll take you there take you there, Baby I’ll take you there, yeah”
A oni nadal milczą. Ehh..
-“Oh tell me, tell me, tell me how to turn your love on” – po chwili dołączył się do mnie Hazz.
-No!
Ktoś jednak raczył się odezwać! 
I nagle głucha cisza. Fajnie! To ja się staram, a oni nic! Chyba będę musiała użyć specjalnych środków. Czas na zastraszenie i wymuszenie właściwej reakcji. Opłaciły się te wszystkie szkolenia.

Zamiast do mojego domu pojechałam w inną część Hyde Parku, bardziej mroczną, mniej uczęszczaną. Zatrzymałam samochód na poboczu. Chłopcy patrzeli zdezorientowani po sobie i czasem na mnie rzucili okiem, ale ja nadal nic nie mówiłam. Zbierałam się w sobie.
Przy kierownicy mam panel, taki malutki z kilkoma guzikami. Każdy jest bardzo przydatny i w tym momencie cieszę się, że posiadam takie sprzęty w aucie. Kliknęłam jeden z przycisków i szyby się przyciemniły w całym pojeździe.
Teraz to ich miny były genialne! Wszyscy byli bladzi i patrzyli na mnie jak na zamachowca albo mordercę. Ha! Nacisnęłam kolejny przycisk i siedzenie moje oraz Nialla obróciło się w stronę chłopaków, uprzednio kierownica schowała się do takiego jakby schowka, a skrzynia biegów zniknęła w podłodze. Najpierw fotel Nialla, a później mój się obrócił.
-Słuchać debile, bo nie będę dwa razy powtarzać!- zaczęłam dość ostro – Nie wiem, o co wam chodzi i radzę wreszcie coś powiedzieć, bo w tym momencie nie ręczę za siebie! Zachowujecie się jak rozkapryszone gwiazdki!
Chłopcy spojrzeli na siebie porozumiewawczo, co miało znaczyć : Liam, Ty z nią gadasz; już po chwili braciszek się odezwał.
-Słuchaj, masz rację. Jesteśmy źli, że nie powiedziałaś nam kto jest Twoim kuzynem. Ale no też sami mogliśmy to wydedukować – no proszę, jakie słownictwo! – no i ten.. chcielibyśmy Cię przeprosić za zachowanie i … - nie dokończył, bo mój pager zapikał. Cholera!
- Oh.. extra!- westchnęłam, a oni z miną ‘wtf?!’ siedzieli i się gapili. Wyciągnęłam z torebki słuchawkę, włożyłam ją do ucha i odebrałam połączenie przychodzące na mój prywatny telefon.
-Agent 315 zgłasza się – no teraz to ich miny są bezcenne.
-(..)
-Zrozumiałam. Czekam na szczegółowe informacje.
-(..)
- Tak, regularne treningi.
-(..)
- Tak, sir. Dane zostały już przesłane?
-(..)
-Dziękuję sir. Za 30 minut będę w bazie. Bez odbioru –zakończona rozmowa, a w aucie jak makiem zasiał.

- Sylvia.. co to było?!
- Ale , że co? – warto głupią poudawać, może się nabiorą.
-Ta rozmowa – odparł Zayn.
-A to! To nic – uśmiech nr.7
- Jak to nic?! – wrzasnął Li – Agent?! Co to ma znaczyć?!
- Ehh.. nie ważne.. nie ważne..
- Ważne – powiedział troskliwym głosem Harry – Powiedz nam, co właśnie przed chwilą miało miejsce. Proszę.
-Nie wiem, czy powinnam wam mówić, ale dobrze, powiem – zaczęłam, ale kontynuowałam znacznie później. Po prostu ciężko mówić o pewnych rzeczach obcym osobom. W końcu zebrałam się w sobie – Jestem Agentką Specjalną w MI6- oczekiwałam śmiechu z ich strony, ale oni nic, tylko się gapili z otwartymi ustami – Ej, bo muchy połkniecie.
- Serio jesteś agentką?- zapytał Lou z tajemniczym błyskiem w oku. Chyba mu się ten fakt podoba.
- Tak, serio. A teraz przepraszam was, ale z naszego wspólnego dnia nici. Muszę was odwieźć do busa.
- Nie! – wykrzyknął oburzony Niall – Jedziemy z Tobą!
-Właśnie, żarłok ma rację! Nie zostawię siostry! Przecież to niebezpieczne co robisz.
-Myślicie! Przecież jak z nią pojedziemy to po 1. my oberwiemy, bo się o tym dowiedzieliśmy, a po 2. ona zostanie ukarana, bo zdradziła nam rządową tajemnicę. Wybaczcie, ale jej dobro jest ważniejsze i nie mam zamiaru narażać jej jadąc z nią.
- Dzięki Harry i masz rację. Nie powinniście wiedzieć. A teraz skoro już nie macie pytań. Szz! Nie ma ich! To jedziemy do was. Muszę być zaraz w bazie, a punktualność to podstawa.
-Pozwól nam chociaż pojechać z Tobą do Ciebie i pokaż nam ten dokument dotyczący misji – powiedział mulat z nadzieją w głosie.
- Oszalałeś?! To nie wasz biznes, co tam jest!
-Ale no.. To chociaż pozwól pojechać do Ciebie, posiedzimy z Tobą, odwieziesz nas , a to po drodze.. – ciągnął dalej. W sumie to nie taki zły pomysł – i spędzimy więcej czasu i ..
-Okey, dobra. Ale potem bez marudzenia okey, odwożę was, a wy grzecznie siedzicie w busie.
- Taak! – wydarli się. Odciemniłam szyby i przywróciłam auto do stanu początkowego. Ruszyłam w kierunku domu jadąc z nadmierną prędkością, bo aż 110 km/h, ale mandatu nie dostanę, bo wszyscy policjanci to moi znajomi i tak naprawdę na każdego z nich mam haka.

5 minut później byliśmy już u mnie. Jak tylko Zoey zobaczyła, że są chłopaki to zrobiła im kanapki. Co za kobieta..
- Dobra, więc siadać na łóżku i mi nie przeszkadzać.
- Tak jest! – zasalutowali mi i usiedli na wyznaczone miejsce. Grzeczni chłopcy!

Włączyłam służbowy laptop i kliknęłam na ikonkę „MISJA 119”. Ale ich już było! Ja cie! Plik otworzył się, oczywiście, był w innym języku, a ja aż zaniemówiłam.
-O cholera… - powiedziałam po chwili szeptem, ale oni niestety to usłyszeli.
- Co jest? – zapytał troskliwie Liam.
- Eee.. nic, wszystko spoko.
- Taa, jasne. A ja jestem królową! – żachnął się Zayn.
- Misje mam po prostu dziwną i tyle. Prawie, że nic nie muszę robić – skłamałam, bo co ich to obchodzi no! A poza tym, jakby się Li dowiedział, że chodzi o rosyjską mafie, to by mnie z domu nie wypuścił.
- To powiedz o co chodzi – przerwał moje myślenie blondasek.
-Nie mogę. Ściśle tajne. Dobra, to wy tu grzecznie siedźcie, ja się przebiorę i możemy ruszać.
- Masz kostium? – Ohh Louis, ten Twój błysk w oku zaczyna mnie przerażać!
- Tsa, zaraz go zobaczycie.

Wyciągnęłam z ukrytego dna szafy mój cudowny kostium i poszłam do łazienki. Mój strój jest czarny, praktycznie cały ze skóry, ale za to bardzo wygodny. Wyposażony w różne gadżety  i przystosowany do różnych warunków środowiskowych sprawia, że czuję się w nim niezwykle bezpiecznie. Najlepsze jest to, że jak jestem na ulicy to się nie wyróżniam, bo wygląda jak ubiór codzienny aczkolwiek trochę dziwny. Wiadomo ludzie się gapię, ale nikt niczego nie podejrzewa. Szara masa.
Gdy przebrałam się, zabrałam się za fryzurę. Wysoki kok no i czas na makijaż – lekki no i voila. Czas : 2 minuty 35 sekund. Nowy rekord! Yeah! Wyszłam z łazienki, a tam co? Te debile patrzą się w ekran mojego (!) laptopa i chyba nic nie rozumieją, bo mają miny jakby ktoś zapytał się ich o to, kto jest prezydentem Polski. No tak, bo misja jest w języku rosyjskim. Zakaszlałam i spojrzeli na mnie. Ich miny z wyrazu szoku zmieniły się diametralnie na banany. Gapili się na mnie jak na jedzenie! Przerażają mnie!
-Co? Źle wyglądam? Nie gapcie się tak, bo aż się was boję!
-Nie, wyglądasz dobrze. Seksownie – powiedział Zayn poruszając brwiami.
-Dzięki?
-Nie, żeby coś, ale sam zostałbym tym złym jakby miała powstrzymywać mnie taka gorąca agentka! – no Hazzuś, wnerwiłeś mnie! W jednej chwili dostał ze strzałki usypiającej i bezwiednie opadł na łóżko.
-Coś Ty mu zrobiła?! Nie strzela się do przyjaciół!  -wrzasnął Liam – Harry?! Żyjesz? Harry!
- Nie odpowie, bo śpi. Tak, ze 3 godzinki sobie będzie lulał, a potem obudzi się jakby nigdy nic, ale będzie mu się chciało pić
- Ty..jesteś zła! –pisnął Lou.
- Nie. Tylko jak ktoś mnie denerwuje to dostaje ze strzałki. Ktoś z was chętny? – powiedziałam i wystawiłam rękę w kierunku każdego z nich.
- Nie! – krzyknęli razem i zaczęli chować się za siebie nawzajem. Dzieci..
- A tak z ciekawości, to gdzie chowasz te wszystkie strzałki?- Nialler, ciekawość jest pierwszym stopniem to piekła. Moja krew!
-Są specjalnie pochowane w całym kombinezonie. Tak naprawdę to one nie wychodzą w rękawa tylko z pasa. Widzicie ten mini otworek o tu? Stąd wylatują – wskazałam na pasek i ukryte miejsce, a oni z uznaniem i podziwem kiwali głowami.
-Dobra zbieramy się. Mam jeszcze 19 minut na dojazd do bazy. Bierzcie loczka i idziemy do wozu.
Zabrali śpiocha i znieśli na dół, po czym załadowali do auta. Tym razem obok mnie siedział Li, bo Niall pilnował, że Harry nie chwiał się tam z tyłu.
- Wpisz adres, gdzie mam was zawieźć.
Znałam go, bo już dzisiaj przejeżdżałam tamtędy. Dokładnie 3 minuty i 28 sekund później byłam na miejscu. Parking przed jakimś studiem w Londynie. Pewnie należy do tego całego Molestu, o którym wspominał Niall. Louis i Niall wynieśli Harrego z auta i wnieśli to autobusu, a po chwili wrócili i się ze mną pożegnali.
-Pilnuj się tam, błagam!  Zadzwoń i powiedz jak było. Przy okazji ustawimy się na jutro.
- Zawsze się pilnuje. I dobrze, zadzwonię, tylko nie wiem, o której wrócę.
- Spoko, ja i tak z tych nerwów nie zasnę – panicznie zaśmiał się Liam.
- Oj już się nie stresuj. Pa chłopcy. Miłego popołudnia.
Pomachałam im i wsiadłam do lamborghini. Dwie sekundy później dołączyłam do ruchu. Mijałam zatłoczone uliczki Londynu i wiecznie spieszących się gdzieś ludzi. Żeby być szybciej zjechałam z głównej drogi i jechałam niezakorkowaną ulicą, pewniejsza trasa. Gdy budynki zaczęły się przerzedzać wiedziałam, że jestem blisko celu. Dojeżdżałam do Tower Bridge, a co za tym idzie do tajnego wjazdu do MI6. Zjechałam na przeciwległy pas- co z tego, że jechałam źle. Zamiast jechać ulicą jechałam zboczem w dół rzeki. Każdy by pomyślał, że chcę się zabić, ale to nie tak. Auto zamieniłam w łódź podwodną w momencie, gdy zbliżyłam się do wody i teraz moim celem była śluza prowadząca do MI6. Bezpośrednia droga do bazy wiedzie przez całą szerokość Tamizy. Na jej przeciwległym końcu znajduje się właz, który otwiera się, gdy tylko w pobliżu pojawia się szpiegowskie auto – wyczuje je dzięki specjalnemu nadajnikowi, które każdy samochód posiada, wystarczy tylko, że agent nada sygnał. Gdy śluza się otworzyła ruszyłam długim tunelem napełnionym po brzegi wodą, który prowadził ku górze. W momencie osiągnięcia przez wodę poziomu 0 zmieniłam łódź w auto i prostą drogą ruszyłam na parking podziemny. Zaparkowałam na moim miejscu, wysiadłam i ruszyłam w kierunku biura szefa.
Sir Alfred Hamilton. Emerytowany agent MI6 jest szefem agencji już 3 lata. Ma ponad 50 lat, ale nie wygląda na tyle. Bardzo miły człowiek jednakże wymagający. Szanuje go każdy agent. Podobno to najlepszy szef jaki trafił się od 15 lat. Gdy ja wstąpiłam w szeregi agentów, czyli 4 lata temu szefem był Sir Malcolm Donut. Straszny człowiek, rozkazywał każdemu i rządził się jak jakiś lord, co prawda nim był, ale nie miał prawa pomiatać ludźmi. Treningi robił tak ciężkie, że wielu agentów odnosiło kontuzje. Sir Hamilton jest łagodniejszy w tej kwestii.

Równo o czasie stanęłam przed drzwiami gabinetu szefa. Zapukałam, bo nie tolerował chamstwa, szczególnie, jeśli chodziło o młodych agentów- jak ja.
- Wejść! – usłyszałam jego donośny głos, otworzyłam drzwi i weszłam do środka- Siadaj. Zapoznałaś się z misją?
- Tak sir. Nie rozumiem tylko, na czym ona polega.
- Bo nie jest ona taka prosta jak pozostałe. Ta będzie o wiele dłuższa. Kilka faz.
- Mogę prosić o więcej szczegółów, bo wiem tyle, że chodzi o rosyjską mafię i porwania.
- Dostaliśmy informację od wywiadu rosyjskiego, że mafia niejakiego Borysa Vasila rozszerza horyzonty. Uprowadzają różnych ludzi i żądają okupu. Tak jak działali przez cały czas w Rosji tak teraz zaczęli się przemieszczać. Jak na razie porwali tylko 3 osoby. Najśmieszniejsze w ich działaniach jest to, że informują, kto będzie porwany. Ale oczywiście nie w sposób bezpośredni. Oglądałaś ‘Batmana’? – kiwnęłam potwierdzająco głową – Oni działają jak Człowiek-Zagadka. Dają wskazówki, a na ich rozwiązanie są góra 3 dni. Niestety są za trudne i dlatego agenci krajów, gdzie zaatakowali nie uratowali porwanych. Aktualnie wciąż zdobywane są pieniądze na okup. A co do Twojej misji. Faza pierwsza- masz namierzyć ich bazę w Anglii. Nie wiadomo w jakim rejonie są. Z rejestru kamer i spisu ludzi przyjeżdżających w ostatnim czasie do Anglii wynika, że w Manchesterze i okolicach Londynu jest najwięcej ludności rosyjskiej. Lotnisko w Londynie zarejestrowało pięciu typków w garniakach podejrzanie wyglądających. Przyjechali 3 dni temu.  Zlokalizuj ich miejsce pobytu i zdaj raport. Potem przyjdzie czas na fazę drugą.
- Tak jest, sir.
-Powodzenia – rzucił na pocieszenie jak wychodziłam. Opuściłam jego gabinet i udałam się do pracowni komputerowej, gdzie dowodził Z. Agent Z to 25-letni Irlandczyk służący w MI6 od 6 lat, a od dwóch dowódca szwadronu komputerowego. Wszelkie informacje, nagrania zawsze są u niego . Jeśli chodzi o rozszyfrowanie czegoś, to on zawsze pomoże. Jesteśmy tak jakby przyjaciółmi, bo to właśnie on wziął mnie pod swoje skrzydła, gdy zostałam agentką.
-Witaj Z.
-Witaj agentko 315. Nowa misja?- zapytał na wejściu. Konkretny jak zawsze.
-Tak. Od dwóch tygodni byłam na wakacjach i dopiero teraz dostałam wezwanie. Bądź tak miły i daj na ekran nagrania z kamer londyńskiego lotniska sprzed 3 dni. Szef mówił, że mafia rosyjska zaczyna dokazywać w Anglii. Musisz pomóc mi ich zlokalizować.
- Dla Ciebie wszystko. Już wyświetlam nagrania, tylko je znajdę.
Stanęłam na podeście znajdującym się przed ekranem, a Z szukał nagrań w bazie danych. Ma łatwe zadanie, bo te pliki już znajdują się na jego kompie. Problem jest ze znalezieniem nagrania, bo jest ich naprawdę dużo. Ale czego on nie potrafi.
-Dobra, mam. To jest Londyn. 5 goryli ląduje o 7:04 a.m. i udaje się na postój taksówek. Chwila, znajdę nagranie sprzed budynku. Jest!  Wsiadają do taxi nr 9017 i ruszają w stronę centrum.
-Ehh.. na przyjemną misje się nie zapowiada nie? Życz mi powodzenia. Do zobaczenia później, wpadnę z raportem. Pa!
- Powodzenia 315! Pa!
Wyszłam z jego królestwa i ruszyłam w stronę parkingu. Niestety po drodze zaczepiła mnie Libby – jedna z niewielu osób pracujących przy biurku. Tu do odsetek dosłownie. Libby jest sekretarką tak jakby całego MI6.
- Masz lokalizator agencie 315? – spytała oschle patrząc mi prosto w oczy.
- Nie, nie otrzymałam go – no tak, lokalizator. Każdy agent musi go mieć, żeby potem można było go namierzyć i pomóc w razie problemów w czasie misji. Ja swój oddałam po ostatniej skończonej misji, bo tak nakazują procedury.
-Za mną! – ruszyłam za drobną blondynką w głąb korytarza. Stanęłyśmy przed drzwiami, których nie poznaję i bynajmniej nigdy ich tutaj nie widziałam.
- Co to za pokój?
- Nowy. Tutaj każdy agent otrzymuje lokalizator. Według rozporządzenia szefa musi być on wszczepiony pod skórę. Po prostu stały lokalizator, żeby mieć was cały czas na oku.
Nic nie odpowiedziałam tylko weszłam za dziewczyną do pomieszczenia. Wyglądał jak gabinet dentystyczny. Tylko bez tych wszystkich dziwnych zabawek.
- Wybierz miejsce.
- Kostka –lewa.
         Wiadomo, miejsce musi być strategiczne. Gdyby mnie dorwali i zaczęli przeszukiwać i znaleźliby chip to by mnie już nikt nigdy nie znalazł. A kostka to idealne miejsce.
- Zdejmij but i siadaj tu – wskazała na fotel. Zrobiłam, co kazała i już po chwili dostałam znieczulenie miejscowe czytaj całej nogi. Według Libby ból jest okropny, więc lepiej znieczulać. Sam chip był mały i .. dziwny. Malutkie czarne coś z wklęsłym guzikiem. To w razie kłopotów. Mądre. Tylko noś przy sobie igłę.
Kilka chwil później urządzenie znajdowało się już w mojej nodze, a raczej w kostce. Nie powiem, czułam lekkie ukłucie, ale nie bolało jakoś szczególnie.
- Za kilka minut znieczulenie przestanie działać i będziesz mogła zacząć misje. Siedź tu i czekaj na kogoś kto po Ciebie przyjdzie.
-Co? Po co? Sama trafię do wyjścia.
- Będziesz mieć dzisiaj partnera. Szef uznał, że nowy musi zobaczyć jak wyglądają zwiady no i jak się szuka danych osób. Nowy to 415. Przyjdzie za 3 minuty- powiedziała i prędko wyszła.
- Czekaj! Co?!
No extra, partner! Nigdy nie miałam partnera i jako jedyny agent działałam solo. Nie wiem czemu, tak po prostu było. No misje w sumie też były łatwe. Muszę pogadać z szefem na temat tego agenta 415. Oby był tylko na pierwszą fazę, bo już z góry wiem, że skoro nowy to jeśli ta misja jest poważna to nie da sobie rady.

No dobra, kaleką nie jestem, a o jednym bucie takie siedzieć nie będę. Chwyciłam drugiego buta i chciałam go założyć, lecz z marnym skutkiem, bo jest to trudniejsze niż myślałam. But nijak nie chce sam się założyć! Brak czucia to brak jakiejkolwiek reakcji stopy na bodźce zewnętrzne, co w efekcie sprawia, że but nie da się założyć, bo stopa jest dziwnie wykrzywiona przez to znieczulenie. Swoją drogą, 2 znieczulenia?! Ja wiem, że moje mięśnie i ja jesteśmy odporni, ale to końska dawka, po pierwszym już bym prawie nic nie czuła..  Bynajmniej. Odłożyłam buta, rozłożyłam się wygodnie na fotelu, zamknęłam oczy i Postanowiłam przeczekać ten moment aż czucie wróci.
Leżałam tak chwilę i odpoczywałam, gdy usłyszałam otwieranie drzwi i czyjeś kroki. Bardzo głośnie zresztą. I to ma być agent?! Eh.. Będę go musiała podstaw uczyć, a miałam nadzieję, że trening już za nim.
- Stój tam gdzie stoisz. Dane – osoba zatrzymała się i chwilę milczała.
- Agent 415.
- Nowy.. – powiedziałam raczej sama do siebie.
- Tak, nowy – odparł donośnym głosem. Dumnym nawet bym powiedziała- Sir Hamilton przysłał mnie, bo mam znaleźć tu agenta 315. Nie widziałaś go gdzieś może?
Hahahahaha! On myśli, że ja to facet! Czy go nikt nie poinformował, że jestem kobietą?! Heloł, ale chyba to mogli mu powiedzieć, no, ale domyślić się w sumie też może no. Zawsze istnieją dwie możliwości.
- Masz go właśnie przed sobą. Miło mi agencie 415.
Tak go zatkało, że milczał. Swoją drogą, ciekawy musi mieć wyraz twarzy. Zobaczyłabym, ale oczu mi się nie chce otwierać.
-Ekhm.. Przepraszam, ale myślałem, że najlepszym agentem jest mężczyzna, pomyliłem się. Bo wiesz, szef tak wychwalał agenta 315, że po prostu..
- Dobra, skończ, nie tłumacz się. Każdy może się pomylić.
- Wybacz, że ponaglam, ale czy mogłabyś się już ruszyć z tego fotela? – palant. No czy on nie rozumie, że dopiero zainstalowali mi chip.
- Wybacz, ale jeszcze na chwilę jestem unieruchomiona. Dostałam dwie dawki tego środka i za cholerę i chce przestać działać.
- Ile? No nie gadaj, że aż tak odporna jesteś.
- Niestety tak. Jakoś tak się uodporniłam przez te kilka lat.
- Jeśli mogę wiedzieć, ile lat już tu pracujesz?
- 4.
- No to niezły staż. Ile kontuzji? – jest gorszy niż Niall. Razem trafią do piekła przez ciekawość.
- Tylko jedna, ale niezbyt poważna.
- Wow! Jak pytałem innych mówili, że kilka razy byli już w szpitalu , a pracują ponad 5 lat a jedni to nawet mniej.
- Ja po prostu dostaje łatwe misje nie kończące się kontuzją czy jakimkolwiek poważniejszym uszkodzeniem.
-Mogę Cię jeszcze o coś zapytać? – pytam się po co? Czy on nie rozumie, że ja nie spoufalam się z agentami? Po co mu coś jeszcze wiedzieć?!
- Taa, jeśli już musisz coś wiedzieć.
- Czemu masz zamknięte oczy? To niekulturalne podczas rozmowy.
- Jestem niekulturalną osobą i dlatego mam je zamknięte, jasne? Jeśli Ci coś nie pasuje, to możesz stąd wyjść i czekać na mnie na parkingu.
         A ten znowu milczy. Ale nie wychodzi. Tu mnie zaskoczył, bo myślałam, że wyjdzie trzaskając drzwiami. Otworzyłam jedno oko i aż mi dech w piersiach zaparło. Znowu taki brzydki ten agencik nie jest. Muszę przyznać, że całkiem całkiem. Wysoki, ciemny blondyn mniej więcej dwudziestoletni, denerwująco podobny do Nialla i Zayna. Włosy koloru Nialla a fryz na Zayna. Chyba jakiś fan..  No, ale jaki przystojny. Oczy ma niesamowite, takie błękitne i hipnotyzujące, że masakra. Ale chwila, on gapi się na mnie tak, jak ja na niego i ma jakiś dziwny błysk w oku! Oo nie! To nie może nic dobrego wróżyć, trzeba grać oschłą zołzę.
- Będziesz tak stał i się gapił czy usiądziesz? – zapytałam zamykając powrotem oczy.
-Możesz ruszyć stopą?  -oo ja.. zapytał z taką czułością! Mam ochotę go wyściskać normalnie! Ale stop! Zasady idiotko! Myśl trochę!
-Jeszcze nie. A tak wgl to gdzie masz swój chip?
- Prawa kostka.
- Strategiczne miejsce- powiedzieliśmy w tym samym momencie. Aż miałam ochotę się roześmiać.
- Opowiedz mi swoją historię. Tzn. jak to się stało, że zostałeś agentem.
- Nie ma tu za dużo do opowiadania. Po prostu otrzymałem propozycje nie do odrzucenia. Przyjąłem ją, bo była oczywiście korzystna.
-Kłopoty ze sobą? – ale to dziwnie ujęłam..
- Raczej problemy rodzinne. A dokładniej finansowe. Kradłem, żeby wyżywić rodzinę. Złapali mnie jakiś czas temu i na szczęście policja nie aresztowała, bo MI6 przejęło sprawę. Złożyli mi ofertę i ją przyjąłem. Stwierdzili, że jestem szybki i sprytny, a to sobie cenią.
- Stwierdzili po czym?
- Mieliśmy mały wyścig. Znaczy pościg. Oni mnie gonili, a ja uciekałem i mijałem po drodze sporo przeszkód, które zręcznie omijałem.
- Sprytny agent to dobry agent. Mam nadzieję, że się przydasz w agencji.
- A ja mam nadzieję, że się przydam na dzisiejszej misji – zaśmiał się.
- Dobra, koniec tego dobrego. Czucie wraca, możemy ruszać na zwiad.
- Nareszcie! Moja pierwsza misja właśnie się zaczyna! – wykrzyczał uradowany chłopak.
- Tak, ale nie szalej. Może być trudniej niż myślisz.
-To tylko zwiad, będzie fajnie!
- Okaże się. Za mną. Na parking.
- Dobrze.
                                                                                                                      
CZYTASZ = KOMENTUJESZ :)

04 sierpnia 2013

Versatile Blogger Award!

Zostałam nominowana do Versatile Blogger Award przez http://onedirection-and-babi.blogspot.com/
Zasady:
- podziękować nominującemu blogowi
- pokazać nagrodę na swoim blogu
- ujawnić siedem faktów dotyczących siebie
- nominować dziesięć blogów, które jego/jej zdaniem zasługują
- poinformować o tym fakcie autorów










7 faktów o mnie :
1- Lubię wszystkie owoce z wyjątkiem wiśni
2- Miałam trzy psy o tym samym imieniu ;p
3- niebieski i fioletowy to moje ulubione kolory
4- mam obie płyty One Direction
5- byłam w muzeum figur woskowych w Londynie
6- jestem typem 'kujonicy' , ale bez przesady ;D
7- nie shippuje żadnego bromansu z One Direction

Nominowani :
1. http://not-every-gangster-is-soulless.blogspot.com/
2. http://abaddaynotabadlife.blogspot.com/
3. http://and-be-with-me.blogspot.com/
4. http://opowiadaklaudia-onedirection.blogspot.com/
5. http://my-dream-your-love-our-happy.blogspot.com/
6. http://sleepinaway.blogspot.com/
7.http://moje-opowiadanie-onedirection.blogspot.com/
8. http://loveonlyyou123.blogspot.com/
9. http://you-and-i-lizzy.blogspot.com/
10.http://dangerismylifestory.blogspot.com/

03 sierpnia 2013

Libster Award !

Zostałam nominowana przez  http://onedirection-and-babi.blogspot.com/ ! :)
Dziękuję ;*

Zasady :
Każdy kto dostał nominację odpowiada na jedenaście pytań, sam nominuje jedenaście blogów (nie może nominować bloga od którego dostał nominację) i zadaje także jedenaście pytań. Trzeba blogi nominowane przez siebie o tym poinformować .





Pytania :
  1. Ulubiony aktor?
  2. Masz jakieś przezwisko?
  3. Ile masz lat?
  4. Ulubiony film?
  5. Czy przeszkadzałoby ci jeśli twoja przyjaciółka/przyjaciel byłby innej orientacji seksualnej?
  6. Od kiedy zajmujesz się pisaniem?
  7. Należysz do jakiegoś fandomu?
  8. Kto jest twoim wzorem do naśladowania?
  9. Jesteś bardzo wierząca?
  10. Shippujesz kogoś? :D
  11. Czy podoba cię się twoje imię?
 
Odpowiedzi :
1. Leonardo DiCaprio *.*
2.  Sylfia ;D
3. Niedługo kończę 18 lat ;)
4. Piła 7! *.*
5. Nie
6. Piszę od zeszłych wakacji ;]
7. Należę do kilku fandomów : Directioners, Beliebers, ROOMIES, Mixers, Mahomies, Lovatics, Overloaders, Rushers ... ;)
8. Owa osoba nie istnieje.
9. Nie - jestem ateistką ;)
10.  Lanielle *.*
11. Toleruję je - nawet je lubię ^^


Moje pytania do nominowanych :
1. Ulubiony kolor?
2. Jako fan kolekcjonujesz coś?
3. Słuchasz danego artysty, bo .. ?
4. Co byś zabrała na bezludną wyspę? 3 rzeczy ^^
5. Czy jest osoba, która jest dla Ciebie Inspiracją?
6. Gdzie chcesz mieszkać w przyszłości?

7. Jaka jest Twoja orientacja?
8. Więcej czasu spędzasz przed komputerem czy przed lustrem ? ;D
9. Masz rodzeństwo?
10. W jakim województwie mieszkasz?
11. Czytasz moje opowiadanie? ;)


NOMINOWANI:
  1. http://shutupandhug.blogspot.com/ 
  2. http://dangerismylifestory.blogspot.com/
  3. http://not-every-gangster-is-soulless.blogspot.com/
  4.  http://abaddaynotabadlife.blogspot.com/
  5.  http://and-be-with-me.blogspot.com/
  6. http://opowiadaklaudia-onedirection.blogspot.com/
  7.  http://my-dream-your-love-our-happy.blogspot.com/
  8.  http://sleepinaway.blogspot.com/
  9. http://moje-opowiadanie-onedirection.blogspot.com/ 
  10.  http://loveonlyyou123.blogspot.com/
  11.  http://you-and-i-lizzy.blogspot.com/


6 CZ.3

CZEŚĆ WAM! :)
Jak obiecałam dziś sobota i dziś kolejna część rozdziału VI ;]
Mam już ponad 1350 wyświetleń, a niedawno założyłam bloga - Dziękuję ! ;*
Cieszę się, że czytacie opowiadanie, przynajmniej moja praca nie idzie na marne ;)
Kolejny rozdział już we wtorek! A tymczasem życzę udanego weekendu ! :*
Aha! No i pamiętajcie o głosowaniu. #MTVhottest One Direction
Syl xx
                                                                                                                                                                    
-Pa pa! Ja idę na pizze! – już miałam klikać przycisk, kiedy do windy wskoczył blondyn i zrobił to za mnie.
- Cześć – wyszczerzył się.
- No hej. Czemu ich tam zostawiłeś?
-Jestem głodny, a że chciałaś uciec i iść sama to postanowiłem szybko zareagować i do Ciebie dołączyć.
- Aha, Oki. To zjemy sami – uśmiech nr.6 z mojej strony.
- Wiesz, masz dołeczki jak Hazza. Ale Ty wyglądasz w nich tak uroczo, a on zniewieściale – wybuchnęliśmy śmiechem i akurat drzwi windy się otworzyły. Ruszyliśmy w stronę Pizza Hut. Całą drogę byliśmy pogrążeni w rozmowie.

- Stolik dla 6 osób – powiedziałam do kelnera, gdy byliśmy na miejscu. Kelner spojrzał na mnie jak na osobę lekko niezrównoważoną, ale nic nie powiedział tylko zaprowadził nas do stolika.
- Ha ha a ta jego mina ha ha a może my te miejsca mamy dla pizzy? – parsknęłam śmiechem.
- Nie wiem jak Ty, ale ja miejsce obok siebie zająłem właśnie dla pizzy – powiedział z grobową miną, a ja aż przestałam się śmiać.
- Ty poważnie?- zapytałam po chwili ciszy, ten tylko pokiwał głową na ‘tak’ – Ale z Ciebie miłośnik żarcia – wytknęłam mu język.
- Nie zaprzeczę. Kocham jedzenie.
- Nie widać. Wiesz, boję się, że możesz mieć anoreksję. Jak dla mnie jesteś za chudy.
- Ha ha dobre. Anoreksja? Nie no weź. Nie ważę aż tak mało.
- Ile?- zapytałam z ciekawości.
- 55 kg – aż mi oczy z orbit wyszły. Przecież ja ważę więcej!
- Masz anoreksję –stwierdziłam, gdy otrząsnęłam się z szoku.
- Wcale, że nie. A Ty ile ważysz?
- 64 kg .
- Gdzie tej? Chyba Twoje buty tyle ważą – spojrzał na mnie i chyba mi nie uwierzył.
- Ale ja mówię serio, przy moim wzroście to mi ta waga pasuje, ale to o Ciebie się martwię Niall. Masz około 180 cm, a ważysz tyle, co nic. Masz zawroty głowy? – moje pytanie go zaskoczyło, nie odpowiedział tylko spuścił głowę.
- Czasem – powiedział cicho po chwili.
- Niall, wiesz, że powinieneś pójść z tym do lekarza – spojrzał na mnie ze łzami w oczach – Ej, przecież oni nie gryzą. A teraz chodź tu, usiądź obok mnie, bo mi tu samej smutno- zrobiłam słodką minkę, on się uśmiechnął i przysiadł.
- Sylvia, wiesz, jak już tak szczerze gadamy to musisz wiedzieć, że ostatnio coraz gorzej się czuję. Co chwilę mamy jakiś występ, spotkanie, a ja już nie wytrzymuję – oparł głowę na moim ramieniu.
- Gadałeś z Paulem?
- Nie. Poza tym to nie on decyduje tylko Modest!, a oni trasy nie odwołają – westchnął.
- Mój Ty biedaku. Wykończysz się. Przydałby Ci się odpoczynek, ale taki porządny. Ze 3 miesięczny.
- Taa, ale nie ma czasu. Nie znasz naszego grafiku. Co dzień coś. Albo wywiad albo koncert albo spotkanie z fanami. Ja już naprawdę nie daję rady – wtulił się we mnie jak dziecko, które potrzebuje wsparcia. Zrobiło mi się go żal, bo w sumie to oni harują  jak woły! Ciągle gdzieś coś i ani chwili odpoczynku. Ja też bym padła po jakimś czasie.
- Ej, Niall, może pogadaj z tym całym Molest i ..
- Modest – poprawił mnie.
- Ok, Modest i dadzą wam wolne, chociaż miesiąc, bo wy padniecie niedługo.
- Liam będzie musiał zagadać. To on zawsze wszystko załatwia.
- No to niech Li też to załatwi. I pamiętaj gdybyś chciał o czymś ze mną pogadać zadzwoń. Daj mi telefon to wpiszę Ci swój numer. Dzwoń o każdej porze, zawsze Cię wysłucham Niall – uśmiechnęłam się do niego, a ten dał mi buziaka w policzek i mocno przytulił.
- Dziękuje. Nawet nie wiesz ile takie wsparcie znaczy. Czasem naprawdę potrzebuję rozmowy, bo nie wiem, jak sobie poradzić – wpisałam mu numer i oddałam iPhona.
- Na mnie możesz liczyć. Na chłopaków też. O patrz! Nasze zguby właśnie idą!- Niall odsunął się lekko ode mnie i uśmiechnął do chłopaków jak gdyby nigdy nic.
- Czemu nas zostawiliście ja się pytam?! – wydarł się Louis?
- Bo zachowywaliście się jak dzieci i robiliście wstyd, to sobie poszliśmy – zakomunikowałam przybyłym.
- My wstyd?! No słyszeliście ją?! – aż się zapowietrzył. Zabawny widok.
- Spokojnie kochanie – powiedział loczek i pogłaskał pasiastego po jego czuprynie. To było dziwne, ale okey.
- Zamówiliście pizze? – zapytał Li, żeby zakończyć tamten temat.
- Nie, czekaliśmy na was.
- Dobra, to teraz musimy zamówić. Co bierzemy ludzie?
No i zaczęła się walka o pizze! Każdy chciał coś innego. Jeden chciał hawajską, a drugi farmerską, a jeszcze inny serową.
- Cisza!- wydarł się dotąd spokojny Liam – bierzemy Meksykańską z podwójnym mięsem i peperoni.
- Dobra – przytaknęła reszta. Przyszedł kelner i wziął zamówienie od Li.
- I jeszcze jedną wegetariańską, dzięki.
 Gdy to powiedziałam wszystkie oczy były zwrócone na mnie
- No co?
- Wegetarianka?- zapytał Zayn. Chyba.
- Tak, od poniedziałku do soboty, bo w niedzielę tata robi dzień mięsa i muszę jeść tego dennego indyka.- wzdrygnęłam się na wspomnienie smaku mięsa- Ale sałatkę z kurczaka lubię – wyszczerzyłam się i Zayn także.
- Zaskakujesz siostra –a ja tylko wytknęłam mu język.
Kelner po 5 minutach przyniósł nasze zamówienie i zaczęliśmy je pałaszować. Nagle poczułam jak ktoś siedzący po mojej lewej stronie dźga mnie w żebra. Nie rusza mnie to, ale to denerwujące.
- Zayn. Mógłbyś przestać? – zapytałam najspokojniej jak potrafiłam.
- Mógłbym.
- Dziękuję.
- Ale tego nie zrobię – no cham jeden! Tylko spokojnie. Nie masz łaskotek więc luz. Oddychaj.
- Ej mała, czemu Cię to nie rusza? – zapytał zirytowany mulat.
- Ona nie ma łaskotek – odpowiedział za mnie Liaś.
-Właśnie- przytaknęłam.
- Co z Ciebie za dziewczyna?! No ja Cie!
- Nie jestem dziewczyną – powiedziałam, a wszyscy momentalnie spojrzeli pod stół, na co ja zrobiłam się czerwona, bo hmm, to było dziwne, a ja miałam krótkie spodenki – No debile nie chodziło mi o to! Nie jestem typową dziewczyną, jakoś się na to dźganie uodporniłam i jestem bardziej chłopakiem niż dziewczyną, ale fizjologicznie –dziewczyna!
- Ja muszę to sprawdzić – powiedział siedzący naprzeciwko mnie Harry z cwanym uśmieszkiem.
- Nic nie musisz zboczeńcu – nadepnęłam go na stopę. Aż podskoczył.
-Fakt, siłę to może i masz. A jakie sporty uprawiasz poza baletem? – zaśmiał się, a reszta mu zawtórowała. Tak chce się bawić. Spoko.
- Poza baletem to koszykówkę, siatkówkę, piłkę nożną, baseball, lekką atletykę, boks, mieszane sztuki walki i jeżdżę trochę na desce – im więcej wymieniałam, tym bardziej mina mu rzedła.
- Nie wierzę Ci – powiedział w końcu. Ehh.
- 3 razy pierwsze miejsce w międzynarodowych finałach mieszanych sztukach walki, 5 tytułów mistrzyń świata w koszykówce kobiet i zawsze zawodniczka meczu, 2 wygrane finały w turnieju piłki nożnej kobiet no i 2 miejsce w zawodach skateboardowych. Nadal nie wierzysz? Nagrody mam w domu, niedługo ozdobią półkę w moim pokoju – jego aż zamurowało.
- Ekhm – odchrząknął Li – chciałbyś coś powiedzieć? – spojrzał na kumpla.
- Tak. Podziwiam Cię – uśmiechnął się tak słodko i pokazał dołeczki.
- Tsa, fajnie. Ale dobra, kończmy temat mojej osoby.
-Czemu? Ja chcę się czegoś jeszcze o Tobie dowiedzieć – powiedział z uśmiechem loczek.
- To co chcesz wiedzieć śliczny? –rzuciłam od niechcenia.
-Co lubisz robić na co dzień? – teraz cała piątka wpatrywała się we mnie jak w obrazek. Trochę krępujące nie powiem.. Ale cóż, odpowiem, bo jestem kulturalna.
- Spać, tańczyć, pisać piosenki, jeździć na desce, jeść.
- Tańczysz?- zapytał Zayn.
-Piszesz piosenki? – zapytał Louis w tym samym czasie, co Zayn.
-No przecież przed chwilą to powiedziałam – westchnęłam.
- Świetnie tańczy-walnął nagle Liam. No zabiję gnoja.
- Skąd wiesz?- zapytał zdziwiony Niall.
- Jak byłem u niej wczoraj to pokazała mi, co potrafi. Jest niezła.
-Nam też musisz pokazać – powiedział Zayn i śmiesznie poruszył brwiami.
- Nie sądzę. Tańczę dla siebie.
- Skoro, jak mówi Li,  dobrze Ci to wychodzi to zapisz się do szkoły tanecznej.
- Ehh. Zapisałam się, a dokładniej do artystycznej- w tym momencie wszyscy look na mnie i mina : what ?! Czułam się dziwnie, bo tyle oczu się gapi..
-I nawet bratu się nie pochwaliłaś?! Wiesz Ty co.. – powiedział „obrażony” Liam.
- Będzie okey jak w ramach przeprosin pójdziemy na lody? Nawet teraz. Albo możemy pojechać. Mam autko Niall!
- Lody!- wrzasnęli na całą pizzerie aż ludzie się spojrzeli.
- Autko! – darł się blondyn. Heh ta jego radość.
Chłopcy jak dżentelmeni zapłacili za mnie, ale mi było trochę głupio więc ustaliliśmy , że oni płacą za pizze, a ja stawiam lody. Ledwo się zgodzili, ale zgodzili. Yey!

- Nie gadaj, że to niebieskie coś jest Twoje! – krzyknął Lou.
- Ale że to? – zapytałam i odblokowałam auto. Tamci aż pisnęli z radości.
- Nie wierzę! Moja siostra wozi się takim cudem! – powiedział Li tuląc maskę dosłownie całym sobą.
- Zwykłe auto, przesadzasz – machnęłam ręką.
- Zwykłe?! Jaki silnik? – zapytał Zayn.
- Posłuchaj i oceń, bo się nie znam.
Usiadłam za kółkiem i odpaliłam, a Zayn aż zemdlał! Na szczęście Niall go złapał.
- A temu co?!- zapytałam, gdy do nich wróciłam.
-On uwielbia samochody,  a ten silnik najwidoczniej zrobił na nim wrażenie.
- Sylvia – powiedział mulat cicho – daj się przejechać! – wydarł się nagle.
- Nikt nie będzie prowadził tego samochodu oprócz mnie – od razu odmówiłam.
-To chociaż daj posiedzieć na fotelu kierowcy.
-Dobra, tylko wyciągnę kluczyki – poszłam i je wyjęłam – wsiadaj !
- huhuhuhu! Ale extra! Jak wygodnie! A te lusterka! Oddają całą moją urodę! Nie wysiadam!
- Zayn, słońce, ja tu mam zamontowaną katapultę. Ta bryka mnie sporo kosztowała i zabezpieczyłam się na takie sytuacje .
- Okey, dobra, wysiadam – od razu wysiadł. Hihihi!
- To teraz wszyscy wsiadać. Tylko jeszcze chwila. Powiększę tył – nacisnęłam niebieski guzik znajdujący się z prawej strony kierownicy i zamiast dwóch siedzeń z tyłu, były cztery.
- Ale bajer. A ten czerwony do czego? – zapytał Niall siadając na miejscu pasażera.
- Klikaj – ten się wyszczerzył i spełnił swoje marzenie.
- Woo! GPS i ..i.. co to?
- Lokalizator. Gdybym musiała kogoś znaleźć, to wpisuję jego numer i go znajduję.
- Boję się Ciebie- stwierdził Harry.
- Ha ha. Ten lokalizator to nic. Mam tu jeszcze radio podłączone do bazy policji brytyjskiej. Sama się do niej podłączyłam.
- Niezła jesteś. Ej, a co to? – zapytał Lou i kliknął jakiś guzik – Aaa! Wyłącz to! Wyłącz! – wrzeszczał.
-To tylko suszarka idioto! No gdyby ktoś nie zdążył wysuszyć włosów w domu a jedzie np. na ślub.
- To jest samochód czy dom? – zapytał Li.
- Auto mój drogi braciszku. A teraz pasy i jedziemy. Niall wystukaj na GPS adres jakiejś lodziarni. Jakiejkolwiek. Obojętnie, dzisiaj wybierasz.

15 minut późnie byliśmy już na miejscu. Lokal wygląda przyzwoicie. Stoliki na zewnątrz i wewnątrz. W środku jest bardzo kolorowo, obrazy w śmieszne wzory wiszą na ścianach i leci wesoła muzyczka.
- Dzień dobry. Co podać?
- Poprosimy 6 deserów lodowych. Chłopcy mogą być czekoladowe?
- Jasne!
- To 6 czekoladowych.
- 18 £.

Usiedliśmy przy stoliku pod oknem, ja siedziałam między Lou i Harrym. Chłopcy sobie o czymś gadali, a ja oderwałam się od tej rozmowy myślami o zastanawiałam się jakby to było, gdyby mama żyła. Gdyby była ze mną na pewno nie poznałabym chłopaków i nie spędzałabym tyle czasu z Nathanem i resztą. Moje rozmyślania przerwały jakieś piski. A dokładniej wrzaski fanek za oknem.. No te to wszędzie ich znajdą. Co one, ninje?!
- No lećcie do nich no. Wieeeeem, że chcecie – uśmiechnęłam się do nich.
- Nie, jesteśmy teraz z Tobą. One miały nas rano.
- Idźcie, nie pogniewam się. Za to one tak.
- Ohh.. no dobra, ale zaraz wracamy.
- Dobra. To będę czekać – zaśmiałam się, a oni powoli poszli do fanek. Siedziałam chwilę i jadłam swój deser, gdy zadzwonił mój telefon [ S – Sylvia, N – Nathan ]
N:No cześć piękna!
S:Cześć piękny! Co tam?
N:A dobrze! Nie zgadniesz gdzie właśnie jesteśmy.
S:Czyżby Londyn?
N:Zgadłaś. Siedzę sobie u Ciebie w domu, a Ciebie nie ma. Jestem smutny. Gdzie jesteś?
S:W lodziarni z chłopakami.
N: Z jakimi?
( założę się, że porusza śmiesznie brwiami)
S:Z bratem i jego przyjaciółmi. Chcesz ich poznać?
N: Jasne. Chłopaki też mogą? Bo są ze mną.
S: Jeszcze się pytasz! Będzie weselej. Spotkajmy się w Hyde Parku za 20 minut
N: okey mała. Parking za fontanną. Trafisz?
S: Jakoś na pewno. Pa mały.
N: Pa mała!

-O już jesteście, nie zauważyłam was.
- Z kim gadałaś?- zapytał Li.
- Z kuzynem. Chce Cię poznać. I was chłopaki.
-Spoko. Gdzie mamy się spotkać?
-Hyde Park. Parking za fontanną. Wiecie gdzie? Bo ja nie bardzo..
- Mamy GPSa mała – zaśmiał się Zayn.
- No tak- wytknęłam mu język – No to kończymy i zbieramy się.

Na miejscu byliśmy 17 minut później, ale musieliśmy jeszcze rzecz jasna dojść do fontanny i na parking. Jakimś cudem trafiliśmy. Tylko gdzie Nath? O! Telefon.
 [ S – Sylvia, N – Nathan ]
N:No mała, jesteście?
S: nom, a wy?
N: no właśnie podjeżdżamy, jesteśmy autobusem, wiesz jakim?
S: złoto-czarny z literami E i P. Wiem.
N: to do zobaczenia.

- Chodźcie chłopcy, już czekają.
Odeszliśmy kawałek od fontanny i skręciliśmy w lewo, bo tam właśnie podjeżdżał bus. Szliśmy normalnym krokiem, ale ja nie mogłam już doczekać się spotkania z chłopakami, więc przyspieszyłam kroku. Gdy dotarliśmy do busa usłyszałam z ust chłopaków ciche „o cholera”, gdy drzwi się otwierały. Pierwszy wyszedł, a raczej wybiegł Nath. Rzuciłam mu się na szyję.
- Nathan!
-Sylvia! Tęskniłem! Ale wyrosłaś!- zaśmiał się.
-Idioto! Widzieliśmy się 2 dni temu!
- Oj wiem! – poczochrał mi grzywkę.
- Chłopcy!
- Syla! – i grupowy uścisk. Gdy się od siebie oderwaliśmy postanowiłam przedstawić Nathana Liamowi.
-Tak więc.. – zaczęłam, ale nie dane mi było dokończyć.
- WY! – usłyszałam w tym samym czasie od One Direction i The Wanted.
- To wy się znacie? – zapytałam jak głupia. Pewnie, że tak.
 Oba zespoły zaczęły się do siebie zbliżać, no wiecie jak gangsterzy. A ja biedna stałam na środku. Cholera! Postanowiłam jakoś załagodzić sytuację.
- Nathan to mój przyrodni brat Liam. Liam to mój kuzyn Nathan.
Gdy to powiedziałam usłyszałam okrzyki zdziwienia. No extra, a im co? Wiem, że się nie lubią, ale mogliby zakopać topór wojenny.
-Chłopcy, żądam żebyście podali sobie ręce albo was skopie. Nathan wiesz jak się to skończy – Nath od razu wyciągnął rękę, a po chwili Li i je sobie uścisnęli – No jak ładnie. Można się nie pozabijać? Można.
- Tsa – powiedzieli równo.
- A teraz reszta.
Przedstawię was. One Direction, oto Nathan, Tom, Max, Jay i Siva.
The Wanted, oto Liam, Louis, Zayn, Harry i Niall – niepewnie każdy z każdym się przywitał, ale dotykali się jakby byli radioaktywni. Dzieci ..
-Too.. Nathan, jak długo zostajecie w Londynie? – ktoś musiał przerwać tę krępującą ciszę, bo by się wzrokiem dalej zabijali..
-Nie zostajemy wcale. Jesteśmy przejazdem. Jedziemy do Francji.
- Pogięło? Nie lepiej samolotem?
- No wiesz, jesteśmy przywiązani do naszego tour busa.
- A ja myślę, że to dlatego, że Jay boi się latać – wytknęłam wspomnianemu język, a ten posłał mi mordercze spojrzenie – dobra, milczę – nie wytrzymałam i po chwili – albo nie, nie milczę! Odezwijcie się debile do cholery! Co wam odbiło?! Zachowujecie się jak 3 letnie dzieci!
- Nie będziemy się do nich odzywać – wypalił Tom. No, bo go zabije!
-Bo?! – wydarłam się.
-Konkurencja.
-Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam! Ha! Konkurencja! Nie no, jasne – chodziłam nerwowo jak nigdy w życiu – Błagam was! Przecież powinniście się nawzajem wspierać, a nie walczyć ze sobą , do cholery ludzie ! Jesteście dorośli, a zachowujecie się jak rozpieszczone bachory!

Dobra poniosło mnie, ale taka prawda. Oni się nie lubią, bo to dwa boysbandy w Anglii no i One Direction wygryza The Wanted.

- I co? Będziecie milczeć? Nikt nic nie powie? Nath? Li? Chłopcy?- wszyscy gapili się na swoje buty. Extra, rodzina, a nie chce się wspierać.
- Dla Twojej wiadomości Nath, Liam będzie Twoją rodziną , bo będzie synem mojego ojca, który jest Twoim wujkiem i będziesz go często widywał na rodzinnych spotkaniach – spojrzał na mnie, a jego wzrok wyrażał więcej niż tysiąc słów : tylko nie to.
- Odezwijcie się ktoś!- byłam bliska płaczu. No jak można się aż tak nienawidzić?! – Nikt?! Okey. W takim razie żegnam was. Chłopcy – tu zwróciłam się do One Direction- do hotelu wracajcie sobie pieszo.

Zaczęłam się od nich oddalać, a tamci jeszcze tam stali jak wmurowani w beton. Fajnie, niech mnie olewają. Ich wybór. Ja jestem na nich zła.

- Sylvia! Zaczekaj! Stój!
                                                                                                                                          
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ! ;)