13 września 2014

55.


Sobota, 10.11.2013

Denerwuje się bardziej niż podczas pierwszego dnia w podstawówce. Wtedy rzygałam w samochodzie a dzisiaj czuję, że chyba wypluję też flaki. Nie spałam całą noc a przecież no kurde to tylko powrót do pracy!
Nie mogę wyzbyć się dziwnej myśli, która siedzi gdzieś głęboko i cicho mówi, że tam jest niebezpiecznie. Ale przecież bycie agentem polega na walce z nim, z całym złem świata, więc dlaczego boję się ruszyć z łóżka?!

Między drugą a piątą wypiłam więcej mleka niż w całym życiu. No naprawdę. W dodatku wahałam się, czy nie zadzwonić do Loczka, ale nie mogłam go obudzić. Ostatnio mają ciężkie czasy, mini trasa, nowa płyta, książka, perfumy. Wszystko zwaliło się naraz i najczęściej widujemy się na Skypie..

Ale muszę się wreszcie zebrać, nie? Jak radzisz? Pomóż, od tego jesteś..

Czy czuję się źle? Nie. Rehabilitacja pomogła na tyle, że mogę wrócić do agencji.
Czy boję się? Tak. Nie wiem, co się może wydarzyć.
Czy obawiam się Jenett? Tak. Ale czy jestem gotowa stanąć z nią oko w oko by wreszcie ją poskromić? Nie.

Muszę wziąć się wreszcie w garść. Skoro testy psychologiczne wyszły pozytywnie a także testy sprawnościowe to chyba nie powinnam się bać. Ale boje. Czemu?

Idę się ubrać, zaraz muszę wyjeżdżać, zawsze jestem punktualna.

Kocham.

Sylvia

 ‘ There’s a dream in my soul..’

Wyskoczyłam czym prędzej z łóżka I na miękkich nogach weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ogoliłam nogi, ciało nawilżyłam nowym żelem pod prysznic i po jakichś pięciu, góra sześciu minutach wyszłam. Chłód okrył moje ciało, łazienki zawsze są zimne po ciepłym prysznicu. Nie lubię tego uczucia, więc szybko ubrałam szlafrok a włosy owinęłam niebieskim bawełnianym ręcznikiem.
- Sylvia?
- W łazience!- odkrzyknęłam tacie i zabrałam się za włosy, nałożyłam odżywkę a także olejki wzmacniające włosy. Uwielbiam ich zapach, jest kojący.
- Co dziś na śniadanko agentko?- uśmiechnięty tata stał w progu. Tak, wie. Musiałam mu powiedzieć. Ale zareagował inaczej niż przypuszczałam, był nawet .. dumny. Cieszył się, że robię coś, co służy ludziom.
- Dzisiaj coś z białkiem, proszę- wysiliłam się na uśmiech, ale wyglądało to jak grymas.
- Nie stresuj się kochanie- zaśmiał się cicho- No to może płatki z mlekiem a do tego kanapka z białym serem i jajkiem? Serek z Francji- poruszył zachęcająco brwiami,  zaśmiałam się no i zgodziłam na takie śniadanie.
- Ubierz się i zejdź na dół.
- Zaraz przyjdę.
Tata szybko się ulotnił a ja postanowiłam wreszcie się zebrać w sobie. Odetchnęłam i spojrzałam w lustro.
- Spokojnie. To tylko kolejny pierwszy dzień. Dasz radę.
I wierzyłam w swoje słowa. Naprawdę. Bo przecież nie wysyłają mnie na misję, nie? Tylko wracam do treningów i patroli.
Zdjęłam szlafrok i zaczęłam wycierać się ręcznikiem. Cholera, zacięłam się. Wyjęłam jeden wacik i zaczęłam osuszać rankę, na szczęście szybko się zasklepiła. Otuliłam się ręcznikiem i wróciłam do pokoju po ubrania. Moje specjalne ubrania agencyjne wiszą teraz w szafie razem ze zwykłymi ciuchami. Tuż obok pięknej długiej niebieskiej sukienki od Harry’ego jako prezent na rozpoczęcie studiów. Czasem mam wrażenie, że on wymyśla sobie okazje. Raz kupił mi diamentowe kolczyki i naszyjnik, powiedział, że to z okazji czwartku. Albo gdy podarował mi śliczną marynarkę z nowej kolekcji jesiennej i powiedział ‘Bo dzisiaj po raz pierwszy od kilku dni po burzy wyjrzało słońce’. Ale ja nie jestem mu dłużna, też kupuję mu prezenty. Raz kupiłam mu kapelusz i do tego szary szalik i dorzuciłam ‘Bo wreszcie wyrzuciłeś tamte dziurawe spodnie’, ale on mnie zaskoczył i powiedział ‘ Kupiłem nowe’. Czasami idzie z nim zwariować, ale nie narzekam.
Wzięłam ubranie z wieszaka, zgarnęłam też czarny koronkowy stanik, majtki i skarpetki z komody i wróciłam do łazienki. Mam wyćwiczone zakładanie tego kombinezonu, ale tak dawno tego nie robiłam, że poszło mi dzisiaj znacznie wolniej. Minął mój rekordowy czas a ja dopiero zakładałam skarpetki. Zaklęłam cicho i chwyciłam szczotkę, która dzisiaj nie leży na swoim miejscu. Rozczesałam mokre włosy i związałam w wysokiego kucyka. Teraz już nie ścigałam się z czasem. Z szafki wyjęłam moje kosmetyki i zaczęłam nakładać delikatny makijaż. Najpierw eyeliner, potem tusz, dalej fluid, krem pokrywający ślady po pryszczach, puder i trochę jasnej szminki. Jest piętnaście po dziewiątej, mam jeszcze pół godziny. Ostatnie poprawki i postanowiłam zejść na dół. Wcześniej zapakowałam jeszcze klucze, perfum i szminkę do torebki i zgarnęłam ją idąc na dół. Już w połowie drogi poczułam zapach ciepłego mleka i płatków miodowych. Ostatnio tata wykazuje się nadopiekuńczością, zna mnie lepiej niż przed trzema miesiącami. Trochę to przeraża, ale póki nie kupuje mi bielizny..

- Cześć Zo- dałam jej buziaka w policzek, ostatnio to jakaś tradycja.
- Cześć słoneczko- uśmiechnęła się- Dzisiaj robię ciasteczka.
- Czekoladowe?- spięłam się i zastygłam w oczekiwaniu, kiwnęła głową- Taaak!
- Haha wiedziałam, że trafiłam w sedno- cicho się zaśmiała i ruszyła w stronę miseczki w owocami- Co chcesz na lunch?
- Hmm- postukałam się palcami po brodzie- Może jogurt i nektarynka.
- Tak mało?- jej brwi się złączyły, eh czyli jest lekko podirytowana.
- Dzisiaj tylko robota papierkowa, spokojnie. W razie czego ukradnę jedzenie Benowi- tata parsknął śmiechem.
- Najlepiej facetom podkradać córuś- a Zo wtedy walnęła go lekko ściereczką.
- Trzeba sobie jakoś radzić.
Przyglądałam się tej z scenie z ogromnym uśmiechem na ustach i po raz kolejny cieszyłam się, że znowu tata jest szczęśliwy, ma kogoś kogo kocha i nasze życie nie jest już takie puste. Wiem, że mama czuwa nad nami i także cieszy się, że my jesteśmy szczęśliwi.
Gdy zauważyli, że ich obserwuje bez krępacji odwrócili się do mnie i odwzajemnili mój uśmiech. Między nami przepływała niesamowita energia, taka pozytywna i mówiła sama za siebie ‘szczęśliwa rodzina’.
- Dzisiaj postaram się wrócić w miarę wcześniej.
- Harry przyjeżdża?- zapytał tata i gdy zobaczył moją minę już wiedział.
- Niestety nie. Mają teraz kilka sesji fotograficznych i wywiadów. Ledwo wyrabia ze snem.
- Liam też narzeka- dodała Zoey- Mówi, że czuje się wykończony po dwóch godzinach stania i uśmiechania.
-Takie życie celebryty- Westchnęłam i usiadłam – Dzięki za płatki.

*** Godzina 9.35 ***

Tak, jeszcze wolniej mogłam jeść śniadanie. Nie zdążę na czas i Max da mi porządny wycisk na treningu. Cholera.
Przyspieszyłam do 90km/h przy czym jest ograniczenie prędkości do 60. No po prostu świetnie. Ale się nie przejmuje, mam znajomości w policji, już znają mój numer rejestracyjny więc dadzą mi spokój. Teraz najważniejsze, żeby nie było wypadku. No i żebym dojechała przed 9.45.

Ciągle zmieniałam pasy, to przyspieszałam to zwalniałam i dosłownie łapałam każde czerwone światło. Kilka razy zaklęłam po cichu, nie uszło to oczywiście uwadze innych kierowców i cicho śmiali się pod nosem. Ale jestem kulturalna, więc tylko zamykałam okno.
Mam jeszcze 6 minut, ale zdążę. Kurde no przecież, że zdążę. Zapomniałam, że mam koguta policyjnego. Walnęłam się z otwartej dłoni w czoło. Sięgnęłam do schowka po urządzenie i już sekundę później dało się słyszeć okropny dźwięk. Uśmiechnęłam się mimowolnie i depnęłam na gaz. Każdy ustępował mi z drogi. Okey, wiem, że to nadużycie, ale cholera ja muszę zdążyć.
Jestem już na ostatnim zakręcie, zostały mi 2 minuty. Luzik. Zdjęłam nogę z gazu, zmieniłam bieg i ściągnęłam koguta. Na moje szczęście akurat zapaliło się zielone światło i już śmigałam w stronę tajnej uliczki i podziemnego parkingu. Spokojnie zaparkowałam na moim miejscu i z gracją wysiadłam. Ale dzisiaj ludzi w biurze, pomyślałam rozglądając się po parkingu. Kurde.
Skierowałam się do windy i kliknęłam 3, do biura szefa, wkońcu muszę się zameldować i zgłosić gotowość do pracy. Szłam wąskim holem, ale nikogo nie spotkałam. Co jest? Przecież tyle aut tu stoi. Otworzyłam pierwsze szklane drzwi i już otwierałam usta, żeby przywitać się z Jess, sekretarką, ale okazało się, że ani jej ani nikogo innego tu nie ma. Czujność się wyostrzyła. Szłam wolno korytarzem prosto aż do Centrum Operacyjnego a potem chciałam iść korytarzem na prawo i wejść do biura szefa. Ale coś zaskoczyło.
- NIESPODZIANKA!!!
Co do cholery?!
Mnóstwo agentów, pewnie wszyscy, no i szef na samym przodzie krzyczą ‘WITAJ W AGENCJI’
Byłam spięta, ale w jednej chwili cały stres zszedł. Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech i byłam wręcz mega szczęśliwa. Każdy klaskał, coś krzyczał co chwilę ktoś do mnie podchodził i gratulował udanej misji, tak tej przez którą prawie umarłam, oraz powrotu do pracy. Nie lubię zbytniej wylewności, ale takie przytulanie jest miłe.
- Sylvia
- Szefie – podszedł do mnie bliżej i wręczył ogromny bukiet kwiatów.
- Cieszę się, że Cie wreszcie widzę.
- Ja również się cieszę, sir. Ale po co to wszystko?
- Jak to? Impreza powitalna dla najlepszego agenta ostatniego dziesięciolecia. Poza tym wszyscy cieszą się, że wróciłaś do zdrowia- jego twarz się rozluźniła i posłał mi typowy ojcowski uśmiech. Westchnęłam.
- Dziękuję- wyciągnęłam rękę, żeby uścisnąć jego, ale on zamiast także wyciągnąć swoją przytulił mnie i pogłaskał po głowie.
- Jesteś dla mnie jak córka, dla Ciebie zrobiłbym wszystko- wiecie, czasem życie płata nam figle no nie i wtedy odnosicie wrażenie, że ludzie są tak naprawdę wam bliżsi niż myślicie i doceniacie każdy moment z przeszłości i wiecie, że nigdy nie będziecie chcieli zranić ani rozczarować tej osoby w przyszłości. I czujesz coś więcej niż wdzięczność, czujesz miłość, bo wiesz, że ten ktoś uratował Cię przed samym sobą i zaoferował więcej niż trzeba. Ja właśnie teraz czuję, że kocham faceta, który mnie przytula. Jestem w stanie poświęcić dla niego życie i zrobię to, jeśli będzie trzeba.
- Szefie.. –zawiesiłam głos, bo zdałam sobie sprawę, że zaraz zacznę płakać. Przez Harry’ego stałam się strasznie wrażliwa i delikatna.
- Mów mi Alfred- zaśmiał się lekko- Znamy się już tyle czasu Sylvia, czas wreszcie przejść na ‘ty’.
- Ale to wbrew zasadom- zmarszczyłam brwi.
- Jestem Twoim szefem, chociaż raz mnie posłuchaj.
- Ale przecież..- okey wiem do czego zmierza, Westchnęłam- To co Alfred, skoczymy na piwo?
- Już myślałem, że nie zapytasz- zaśmiał się głośno- A teraz wybacz, ale ktoś chce z Tobą porozmawiać a ja muszę iść.
- Kto?- nie odpowiedział, tylko chwycił mnie za ramiona i obrócić o 180’. Ben?
- Cześć- odezwał się pierwszy, zauważyłam, że trzyma coś za plecami- Miło Cię widzieć.
- Ben, hej- uśmiechnęłam się do niego promiennie- Nieźle wyglądasz.
- Ty za to wyglądasz olśniewająco. Proszę- wręczył mi średniej wielkości kosz zapakowany w folię i przewiązany kokardą.
- Ale Ben, za co to?
- Za wszystko, za to, że jesteś, że wróciłaś no i niedawno miałaś urodziny- przejęłam kosz a on stał teraz z dłońmi w kieszeniach i spoglądał na mnie zarumieniony.
- Jejku, dziękuję- odłożyłam prezent i mocno go przytuliłam- Dziękuję.
- Cała przyjemność po mojej stronie- kątem oka, zupełnie przypadkiem, zauważyłam, jak szef, Z i kilku agentów z przejęciem o czymś rozmawia i kierują się w stronę Centrum Komputerowego- Spięłaś się.
- Wydaje Cie się- ale mój wzrok wciąż był utkwiony w drzwiach prowadzących do twierdzy Z.
- Sylvia- znam ten ostrzegawczy ton. Czyli coś się dzieje!
- Ben, gadaj.
- Ale o czym?
- Nie śmiej się głupio, wiem, że coś jest na rzeczy. Mów.
- Nie mogę.
- Ben, ostrzegam.
- Sylvia cholera!
- Powiesz?- odsunęłam się od niego.
- Dobra- zwiesił głowę, westchnął ze trzy razy aż wreszcie się odezwał- Coś się dzieje, kolejne listy z groźbami.
- Jak to kolejne?
- Od jakiegoś czasu szef dostaje anonimowe wiadomości.
- I wy zamiast się tym zająć organizujecie mi przyjęcie? Ben do cholery!
-Sylvia, no, bo Ty nie możesz wiedzieć- spojrzał na mnie z troską w oczach- Nie rozumiesz? Już raz prawie Cie straciliśmy.
- Prawie, Ben- zrobiłam moje przeszywające spojrzenie i wtedy już wiedziałam, że odetchnie głęboko i opowie.
- Dobra, chodź ze mną- chwycił mój nadgarstek i pociągnął w jemu tylko znaną stronę. Po drodze ludzie witali się ze mną , składali życzenia, uśmiechali się. A ja odpowiadałam wyłącznie uśmiechem i dawałam się ciągnąć Benowi. Szliśmy, poprawka : truchtaliśmy, najpierw korytarzem w lewo, w lewo, w prawo aż wreszcie wsiedliśmy do windy, zjechaliśmy na 1 piętro i tam weszliśmy do Sali, gdzie zakładają chipy.
- Gadaj- zamknął właśnie drzwi- Chcę wiedzieć wszystko.
- Wszystkiego to ja nawet nie wiem, Z nic mi nie mówi. Podsłuchuję.
- Świetnie, na tym polega Twoja praca. A teraz mów.
- Ktoś wysyła anonimowe wiadomości do szefa, jak już powiedziałem. Średnio jedna wiadomość na tydzień od września.
- Od września?- zszokowana patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami.
- Cii, nie przerywaj- uniosłam ręce w geście poddania- Na początku te wiadomości były kodowane, typowe szpiegowskie kodowanie- posłał mi znaczące spojrzenie- Nikt nie wpadł na to, co oczywiste.
- Zielenko- szepnęłam.
- Dokładnie. Póki co, szef w ogóle nie bierze jej pod uwagę, jakby o niej zapomnieli. Ale ja nie zapomniałem. Wykradam te wiadomości i próbuję zorientować się o co chodzi, ale to nie takie proste. Są po rosyjsku. Ale jedno wiem na pewno. Groźby są skierowane do szefa. I do Ciebie.

06 września 2014

54.


*** miesiąc później* piątek, 28.09.2013***
***   Sylvia        ***

Wdech i wydech.
Spokojnie przecież to nic strasznego. Prawda? Tylko pierwszy dzień studiów. Zwykła sprawa. Prawda??
Ubrana w czarną sukienkę z białą górą, czarną marynarkę i białe szpilki idę po schodach i kieruję się do wejścia uczelni. Mija mnie mnóstwo ludzi, niektórzy się miło uśmiechają a inni nie zauważają.
Najgorszy jest zawsze pierwszy dzień. Zawsze i wszędzie. Mimo, że to tylko głupi rozpoczęcie, właściwie spotkanie to i tak się stresuję. Do tej szkoły chodzą najlepsi młodzi ludzie z całej Anglii. Jak ja się tu odnajdę?
Moje rozmyślania przerywa sygnał w telefonie. Wiadomość od Harry’ego.

Od : Loczek <3

Witaj :)
Udanego pierwszego dnia. Pamiętaj, że dzisiaj też masz rehabilitację.
Kocham Cię :)
H xx

Szybko wystukuję odpowiedź do niego.

Do : Loczek <3

Cześć ;)
Trzymaj kciuki, żebym zrobiła dobre pierwsze wrażenie!
Pamiętam, codziennie mi o tym przypominasz, wiesz?
Ale właśnie za to Cię kocham.
Miłego dnia Loczku <3

Schowałam telefon do torebki i postanowiłam odciąć się na chwilę od mojego miłosnego życia i wrócić do rzeczywistości.
Weszłam do ogromnej auli, zajęłam miejsce gdzieś pośrodku, między chłopakiem o ogromnych brązowych oczach a dziewczyną w rudych włosach. Punktualnie o godzinie 10.30 na podest wyszła wysoka szczupła brunetka - dyrektor tej uczelni. Przywitała tegorocznych pierwszoroczniaków i zapewniła nas, że w tej szkole poczujemy się, jak w  domu i rozwiniemy nasze talenty. Wyczytała listę każdego oddziału oraz wskazała salę do jakiej trzeba się udać. Mój oddział to D, czyli wokalno-taneczny. W sumie oddziałów jest 6, każdy dotyczy innego talentu.  Oczywiście są osobne sekcje tańca i śpiewu.
Moja grupa liczy 30 osób, większość to chłopcy. Cóż, Hazz nie będzie zadowolony, że co dzień będę mieć z nimi wszystkimi styczność. Może lepiej mu nic nie mówić? Tak, to dobry pomysł.
Prowadzącym nasze główne zajęcia jest profesor Max Sullivan, uczy tu już 7 lat a my jesteśmy jego drugą grupą. Wyczytał nasze nazwiska ponownie, żebyśmy się zaznajomili i zapamiętali, kto jest w naszej grupie, żeby się nie zgubić. Podał nam plan zajęć na pierwszy semestr i wyjaśnił, że gdyby ktoś chciał zrezygnować to ma przyjść do niego.
O 11 puścił nas wolno i obwieścił, że nie może się doczekać naszych pierwszych poniedziałkowych zajęć.
Szybko opuściłam budynek i ruszyłam do mojego samochodu. Nadal nie wiem, czemu Porsche 911 wywołuje w ludziach taki szok. Zwykły samochód. Ale od niezwykłego mężczyzny. Tak, prezent od Harry’ego z okazji moich 18 urodzin. Upierał się, żebym go przyjęła, bo niby to jedno z najbezpieczniejszych aut
‘a jego księżniczka ma być bezpieczna’
.
Ale tak dla jasności, tylko czasem nim jeżdżę. Zazwyczaj to Harry mnie wozi, dosłownie wszędzie. Nawet do apteki..
Dzisiaj po raz pierwszy jadę sama na rehabilitację, tak to normalnie towarzyszy mi Hazz albo Niall. Chociaż dzisiaj będę mieć spokój od ich ciągłych komentarzy. Nie negatywnych, tylko… oni muszą wszystko komentować i wyrażać własne zdanie. To, że piłka jest za duża albo za mała, albo nie ten kolor maty i miliardy innych..
Wsiadłam do samochodu i pierwsze co zrobiłam to ściągnięcie butów. Moje nogi jeszcze nie są gotowe na szpilki. Ubrałam czarne vans’y i zapięłam pas, po czym odpaliłam silnik i wyjechałam z parkingu i ruszyłam do centrum miasta. Centrum rehabilitacyjne znajduje się niedaleko Hide Parku, ale żeby znaleźć miejsce na parkingu to naprawę trzeba mieć szczęście.
Dzisiaj droga jest spokojna a to aż dziwne skoro jest piątek. Włączyłam radio, przycisnęłam pedał gazu i poczułam, że żyję. Właśnie leci moja ulubiona piosenka ‘Best Song Ever’. Zaczęłam nucić i nim się obejrzałam byłam pod budynkiem a z głośnika leci jakaś piosenka Davida Guetty.
Wysiadłam i skierowałam się do drzwi wejściowych. W recepcji przywitała mnie Stephanie, miła kobieta po czterdziestce. Swoje kroki skierowałam na pierwsze piętro po pokoju 33.

***   Harry        ***

Nienawidzę, kiedy sam muszę robić obiad.. To jest męczące a w dodatku- ja nie umiem gotować! Ale czego się nie robi dla dziewczyny. Jej rodzice są w pracy a ja mam dom cały dla siebie. Włączyłem telewizor na full, znalazłem stację muzyczną i zacząłem robić obiad. Wlałem wodę do garnka i postawiłem na płycie indukcyjnej, nastawiłem na 9 by woda zaczęła się gotować. W między czasie wyciągnąłem opakowanie makaronu i postawiłem na stole. Z szafki wyjąłem patelnię, na którą nalałem trochę oleju i kliknąłem 3, żeby zaczęła skwierczeć. Po chwili wrzuciłem na patelnię pieczarki. Zrobiło mi się gorąco, więc zdjąłem koszulkę i powiesiłem na oparcie krzesła. W TV śpiewa teraz Maroon 5, zacząłem trochę podśpiewywać pod nosem. Wyjąłem z szuflady łyżkę i zabrałem się na pilnowanie pieczarek, kątem oka obserwowałem też wodę w garnku. Gdy uznałem, że jest już gotowa wsypałem makaron i zmniejszyłem na 7. Poczułem dziwny zapach, mój nos jest strasznie czuły, i właśnie się zorientowałem, że zapomniałem o pieczarkach. Szybko przestawiłem na inne miejsce by po chwili na patelnię dorzucić mięso mielone i ustawić grzanie na 5. Otarłem pot z czoła. Robienie obiadu to najgorsze zajęcie. I męczące.
W międzyczasie otworzyłem okno obok lodówki, bo zrobiło się trochę ciepło. Nie ma to jak świeże powietrze. Odetchnąłem głęboko i zacząłem sprawdzać makaron oraz mięso.
W telewizji śpiewała teraz Beyonce, dawno nie słyszałem ‘Single ladies’ więc skorzystałem z chwili wolnego i zacząłem powtarzać kroki za piosenkarką. Po mniej więcej minucie usłyszałem stłumiony śmiech, ale się nie odwróciłem, tańczyłem dalej. Znowu parsknięcie śmiechem aż sam się zaśmiałem cicho. Skończyłem tańczyć i szybko podbiegłem do mojej księżniczki stojącej na wejściu do salonu i porwałem ją w ramiona. Pisnęła radośnie a ja zacząłem się obracać. Usłyszałem jej cudowny śmiech i usta same wygięły się w uśmiech. Sylvia przytuliła się do mnie mocniej i chwyciła jedną ręką delikatnie moje włosy.
- Cześć śliczna- zatrzymałem nas.
- Cześć- wyszeptała cicho.
- Jak poszła dzisiejsza sesja?
- Całkiem dobrze, idzie mi coraz lepiej.
- Powinienem się cieszyć, ale wiem co idzie za tym, że czujesz się coraz lepiej- odsunęła się ode mnie delikatnie i obdarzyła mnie tym swoim spokojnym uśmiechem.
- I tak prędzej czy później wrócę do agencji.
- Ale wolisz, żeby szybciej..
- Harry.. – położyła mi dłoń na policzku i odruchowo przykryłem jej dłoń swoją- To jest to, co kocham. Nie ograniczaj mnie.
- Wiesz, że tego nie robię- przymknęła oczy- Tylko martwię się o Ciebie.
- Tłumaczyłam Ci- zaśmiała się cicho, tak radośnie- Nie wezmę od razu najcięższej misji jaka jest.
- Moja słodka- pocałowałem ją w czoło- Wiem. Ale wrócisz do agencji najwcześniej za pół roku.
- Harry!- jej mina była poważna, widzę, że jest na mnie zła, chłód jej oczu zmroził mi krew w żyłach- Wracam za miesiąc.
- Już o tym rozmawialiśmy- przybliżyłem ją do siebie- Nie chcę się kłócić.
- Ja też dlatego tylko mówię, że za miesiąc wracam do czynnej służby. I Harry
- No?
- Coś się pali.
- Cholera! Obiad!

*** MRS. Jenett ***

- Bardziej w lewo! Wiesz, gdzie jest lewo idioto?!

Oni myślą, że uciekłam, że się poddałam, ale.. ja mam plan. Nie dam się tak łatwo. Muszą zapłacić za wszystko. On musi. Nienawidzę agencji i zrobię wszystko by dopaść jego i tę jego małą agentkę. Suka nie przeżyje następnym razem, już ja o to zadbam.
Co prawda straciłam kilku oddanych ludzi, ale znalazłam nowych. Jest ich pod dostatek w Europie, a szczególnie na Wschodzie.
Dawny szef Dymitra, Kristof, obiecał, że w zamian za małą pomoc wesprze mnie i wreszcie zamknę swoją sprawę. I zemsta się dokona.
Jeśli agencja wcześniej myślała, że to było wszystko na co mnie stać- są w błędzie. Jeszcze im pokażę!

-Olaf! Gdzie skrzynie z nabojami i karabinami?
- Niedługo będą na miejscu. Był jakiś problem z dojazdem, ale znaleźli skrót.
- Nikt nie śledził naszego wozu?
- Nie. Cały czas Mark jechał jako ubezpieczenie, żadnych agentów, glin, nikogo.
- Świetnie- Olaf się krzywo uśmiechnął- Teraz załatw mi wszystkie akta agentów MI6 na całym świecie.
- To trochę potrwa- zadrżał i przestąpił z nogi na nogę.
- Masz tydzień. Góra dwa. Zacznij jak najszybciej- i oddalił się. Podeszłam do okna i spojrzałam w dół. Dwadzieścia pięter robi wrażenie, ale nie na mnie. Nie mogę się doczekać, gdy z tego czy innego okna wypadnie Alfred.
Zapłaci za swoje.

                                                                                                                         
 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

31 sierpnia 2014

10. MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ BLOGA

Cześć ludzie! :)

Jak głosi tytuł bloga, dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Bloga i dodatkowo to już dziesięciolecie! :)

Tradycją tego dnia jest opublikowanie na swoim blogu 5 swoich ulubionych blogów. W ten sposób blo
ger może wypormować danego bloga a także pokazać, jak docenia talent danego blogera ;)

Nie zastanawiałam się długo nad wyborem swoich ulubionych blogów, nie czytam ich zbyt dużo, około 15, więc wybór był prosty :)

                                                                                                                   

'Zakład' by +Katy S. <3  #ZaynMalik

'Cień' by +Paula Patricia <3  #AshtonIrwin

'Dziewczyna w lustrze' cz.1  ('Invincible' cz.2) by @ohmyharrex - Nat <3 #NiallHoran

'It's just a bad day. Not a bad life' by +Bumblebee. - Justyna <3 #OneDirection/ZaynMalik

'Fearless' by +Edyta Horan <3    #NiallHoran

                                                                                                                    

Mam nadzieję, że wszyscy mieliście udane wakacje :)
Ja mam jeszcze miesiąc, no bo wiecie - studia :D Także ja idę dalej korzystać z wakacji a wam, moi drodzy, życzę owocnej nauki, żebyście łatwo zdobywali pozytywne oceny, by ten rok szkolny pozytywnie was zaskoczył, żebyście rozwijali swoje pasje w miarę możliwości. I mam nadzieję, że będziecie czytać to, co być może napiszę no i że doczytacie tego bloga do końca ;)
Kocham was !

Syl xx

ROZDZIAŁ 53 <3


29 sierpnia 2014

53.

*** Harry * 22 sierpień 2013 ***

Ból głowy to jedyne, co teraz odczuwam. No i kac. Masakra. Cały wczorajszy dzień był jednym wielkim afterparty. Mnóstwo ludzi, znajomi, rodzina, i chyba całe miasto. Mieliśmy wynajęty jakiś duży klub w centrum. Nick i ja trochę zaszaleliśmy i nas poniosło. Dlatego teraz nie mam pojęcia, gdzie jestem. Wiem tyle, że leżę w łóżku. Podniosłem się do pozycji siedzącej zbyt szybko, miałem aż mroczki przed oczami. Uspokoiłam się, rozejrzałem trochę po pomieszczeniu, ale nadal nic. Kurwa Nick!
Wstałem, żeby rozeznać się w terenie, a gdy dotarłem do prawdopodobnie salonu przywitał mnie śmiech. Eee? Wszyscy w pomieszczeniu spoglądali na mnie i zwyczajnie się ze mnie śmiali, ale dlaczego?
- Co jest takie zabawne?- zapytałem z lekko chrypą.
- Bo wyglądasz jak trup, stary- powiedział ze śmiechem Zayn.
- Ha ha, bardzo śmieszne- podszedłem bliżej- Macie wodę?
- Trzymaj- Niall podał mi dwie pół litrowe butelki z wodą niegazowaną.
- Długo balowaliśmy wczoraj?
- Ty na pewno- wszyscy się zaśmiali, Nick kontynuował po Louisie
- My zmyliśmy się przed pierwszą rano, to jest jakieś 8 godzin temu. A oni- wskazał na czwórkę moich przyjaciół- Oni zwinęli się przed 21.
- Ja nic nie pamiętam- chwyciłem się za głowę- Zrobiłem coś głupiego?
- Pieprzyłeś jakąś laskę.
- Nick!- wrzasnął Liam i Zayn.
- Nic nie zrobiłeś – ponownie Nick zabrał głos- Ale majaczyłeś, ciągle gadałeś coś o jakiejś księżniczce czy coś- podrapał się po brodzie- Chyba przesadziłeś z alkoholem.
- Mówił o Sylvii – powiedział Niall piorunując wzrokiem mojego kumpla.
- Nie ważne- machnął ręką i ruszył w stronę drzwi- Ja spadam. Miło było.
- na razie- chórem odpowiedzieliśmy.
- Zbieramy się do szpitala, jedziesz z nami?- zapytał mnie Li, gdy tylko Nick zniknął.
- W takim stanie go nie wpuszczą- odezwał się Zayn i brawa dla niego.
- Właśnie- poparłem go.
- Dobra, to Ty tu zostań- zaoponował Louis- A my jedziemy.
- Mam tu sam siedzieć?
- Może szybciej wytrzeźwiejesz- skarcił mnie wzrokiem Liam i wyszli. Kurwa, sam, zawsze sam, zero wsparcia, gdy tego potrzebuję. Ale Sylvia też go potrzebuje..

Wstałem z sofy i ruszyłem do łazienki, muszę się ogarnąć. Gdy tylko skończyłem poczułem się lepiej. Czystszy i bardziej trzeźwy. Jest prawie 11 a odwiedziny kończą się o 20. Muszę w godzinę maksymalnie doprowadzić się do normalnego stanu. Wpisałem w googlach ‘szybkie sposoby na pozbycie się kaca’ wyskoczyło mi ponad miliard stron. Nieźle. Kliknąłem na pierwszy lepszy odnośnik i wyświetliła mi się jakaś dziwna strona. Szukałem informacji, które mi pomogą, ale wszystko to już zrobiłem, a nadal czułem się jak wrak człowieka. Po kilkunastu minutach znalazłem niesamowitą stronę, dzięki której na pewno wrócę do formy. Zrobiłem to, co było tam napisane, dokładnie. Wypiłem tę dziwną mieszankę, o mało co jej nie zwróciłem, ale dałem radę. Odczekałem zgodnie z instrukcją pół godziny i to jest zaskakujące, ale podziałało. Internet to skarbnica wiedzy.
Postanowiłem się przebrać wreszcie, a nie tak w ręczniku latać. Z szafy wyciągnąłem nowy biały t-shirt i poszukałem jeszcze jakiejś koszulki w kratę. Do tego założyłem jeansy i białe Vansy. W lustrze sprawdziłem jak wyglądam, no może być. Spryskałem się jeszcze perfumami i wyszedłem z pokoju. Tam zastałem dwóch ochroniarzy, którzy dokładnie wiedzą, co mają robić. Windą zjechaliśmy na dół aż na parking podziemny i stamtąd wyjechaliśmy czarnym Range Roverem wprost w tłum fanów. Że tym ludziom się tak nie nudzi.. Kocham naszych fanów, ale czasem po prostu przechodzą pewne granice i ich życie czasem jest zagrożone. Jak teraz, gdy mogą zostać potrąceni, ale i tak tu stoją.
Wyjechaliśmy na dość tłoczną ulicę i mknęliśmy wprost do szpitala. Księżniczko, nadchodzę.

*** Sylvia ***

0budził mnie hałas przy drzwiach. Lekko zaspana spojrzałam na drzwi, w których utknęli Zayn, Niall, Louis i Liam. Momentalnie się wybudziłam i zaniosłam bardzo głośnym śmiechem. Chłopcy także zaczęli się śmiać i jakoś udało im się wkońcu do mnie przepchnąć. Pierwszy dopadł mnie Niall i dosłownie rzucił na łóżko. Trochę bolało, ale dla nich warto cierpieć.
- Jak Ty wyglądasz- odezwał się, gdy mnie puścił.
- Wybacz, nie zdążyłam się umalować- zaśmiałam się, a Liam walnął Niallera w głowę, wszyscy cicho chichotali.
- A właśnie! Mamy coś dla Ciebie!- wrzasnął po chwili Zayn i wyszedł na korytarz by po chwili wjechać z wózkiem pełnym balonów, kwiatów, owoców i słodyczy.
- Chłopaki!- powiedziałam wzruszona ich zachowaniem – Nie musieliście.
- Owszem musieliśmy- opowiedział mi Liam- Należy Ci się coś od życia. Gdyby nie my byłabyś zdrowa i bezpieczna.
- Liam, to nie wasza wina. Sama się w to zaangażowałam- posłałam mu serdeczny uśmiech- Poza tym, czuję się świetnie.
- JASNE- powiedział zgryźliwie Louis, po czym przysunął sobie krzesełko bliżej mojego łóżka- Mamy jeszcze radio i płyty dla Ciebie. Pewnie tu nudno.
- Jest jeszcze telewizor- wskazałam na małe pudełko- Ale dzięki, wolę wasze głosy. A propo głosów, gdzie Harry?
- On jest zajęty – powiedział wymijająco Niall. No tak, pewnie spotyka się z tą dziewczyną.
- Wszystko okey?- zapytał troskliwie braciszek.
- Tak, pewnie- pokręciłam lekko głową by za chwilę się uśmiechnąć.
- Możemy u Ciebie spędzić cały dzień?- powiedział radośnie Niall- Nie mamy dzisiaj wywiadów ani nic.
- A już myślałam, że właśnie wychodzicie- powiedziałam zgryźliwie, po czym wybuchnęłam głośnym śmiechem. Niestety pożałowałam tego, bo moje żebra są w opłakanym stanie i wszystko mnie teraz boli, zaczęłam kaszleć.
- Dobrze się czujesz?- Liam podszedł bliżej mnie- Zawołać lekarza?
- Zgłupiałeś?- Lou się zaśmiał- Czuję się świetnie, jak 2 minuty temu, tylko żebra mnie bolą.
- Wiesz- zagadnął mnie Zayn- Nieźle się trzymasz jak na osobę, którą torturowali przed tydzień.
- Zayn!
- Ale taka prawda!- podniósł ręce w geście obronnym.
- Spokojnie Niall, on ma rację- odetchnęłam- To dziwne, ale ja naprawdę dobrze się czuję. Mam po prostu jakiegoś farta.
- Że żyjesz- wymsknęło się Louisowi, zrobił się czerwony- Ja..przepraszam.
- Spokojnie, ja to wiem- uśmiechnęłam się pocieszająco- Ale mam dla kogo żyć, więc byłam silna.
- Kochamy Cię wiesz?
- Wiem Zayn, wiem- podniosłam się powoli do pozycji siedzącej- Dajcie mi jakiegoś owocka, jestem głodna.
Wszyscy się zaśmiali, ale zaraz podano mi obrane kiwi i banana. Chłopcy także się poczęstowali, no bo sorry, ale kto zje cały wózek słodkości?!
Pogoda za oknem była na tyle ładna, że postanowiłam otworzyć te trzy wielkie okna, które tu są. No dobra, Louis to zrobił, bo ja chwilowo sama nie mam tyle siły.
Usłyszałam świergotanie ptaków, szum z ulicy także był słyszalny, ktoś  nawet się kłócił. Odetchnęłam głęboko londyńskim powietrzem i od razu zrobiło mi się lepiej. Moje płuca potrzebują czegoś poza tym dziwnym szpitalnym zapachem. Jest po 10, słońce świeci mocno, ale nie wdziera się do mojej sali i jest całkiem przyjemnie.
Chłopcy zebrali krzesła stojące w pokoiku i usiedli wygodnie, by móc ze mną rozmawiać. Opowiadali, jacy byli przerażeni, każdy starał się ukryć smutek w oczach. Ale ja go dostrzegłam. Nie wierzę, że nie dostrzegli tego u mnie.
Okey, będąc szczerą, wiem, że miałam naprawdę duże szczęście iż przeżyłam te tortury. I operacje. Boję się, bo gdy śpię dręczą mnie koszmary, ale nikomu nic nie mówię, tak jest lepiej.
Powoli oswajam się z dotykiem, gdy chłopcy przybijają mi piątki czy mnie masują po ramionach. Wzdrygam się, ale oni nic nie widzą. I dobrze.
Poza tym czuję się coraz lepiej, moje stawy się regenerują i wraca mi dawna sprawność. Dobra, dzieje się to powoli, ale jednak.
Chłopcy z radością w głosie opowiadali mi jak przebiegła wczorajsza premiera. Każdy z nich miał inne zdanie w każdej kwestii, co niezwykle mnie bawiło.
- A Ty z czego się śmiejesz?- Lou zwężył oczy i palcem wskazującym wycelował we mnie.
- Ja? Z niczego – uśmiechnęłam się uroczo.
- Mi się wydaje – podrapał się po brodzie- Że jednak z czegoś.
- Właśnie- Niall przyłączył się do Armii Louisa- Przyznaj się Panno Śmieszko.
- Ale kiedy naprawdę z niczego – zaczęłam chichotać.
- Ze mnie co?- tak, teraz wybuchłam głośnym śmiechem, bo Zayn wsadził sobie dwie kulki winogrona do nosa.
- Tak, z Ciebie pajacu.
- Jaka wredna. Czyli już jest zdrowa.
- Jestem zdrowa- w tym momencie się skrzywiłam, bo poczułam, że tracę czucie w nodze.
- Co jest?- wszyscy powiedzieli w tym samym czasie.
- Nic- próbowałam wysilić się na uśmiech, ale tylko się pogrążyłam.
- Pójdę po lekrza.
- Niall, nawet się nie waż!
- Sylvia, no!
- Niall- powiedziałam surowym stanowczym tonem.
- Sylvia- odpowiedział tak samo.
- Siadaj- usiadł- Grzeczny chłopiec.
- Czemu nie chcesz lekarza?
- Bo ciągle mnie czymś szprycują, zabierają, kłują i mam tego dość. Chcę spokoju.
- Ale w razie co, mów a my zawołamy kogoś, okey?
- Tak, Zayn, okey.
Zapadła cisza, ale przyjemna cisza, jednak dało się wyczuć tę dziwną energię pływającą wokół nas. Cholera, oni się martwią a to zupełnie nie potrzebne. Postanowiłam spróbować się podnieść bez asekuracji kilku osób i bez słowa oparłam ręce na materacu a następnie wszystkimi siłami dźwignęłam się mocno i przysunęłam mój obolały tyłek wyżej. Kurwa!
Coś strzeliło mi w kręgosłupie, ale hej! Jak cię coś boli to znaczy, że żyjesz. Nie pisnęłam, ani nic nie powiedziałam, bo nie chcę przerazić chłopaków , którzy i tak patrzą na mnie zaskoczeni.
- No co?- zmarszczyłam brwi.
- Hola, kobieto!- wrzasnął Lou- Zaraz wstaniesz i zaczniesz kuźwa ćwiczyć tekwondo.
- Nie mam aż tyle siły póki co.
- W ogóle nie masz siły, zacznijmy od tego.
- Liam – westchnęłam- Ja naprawdę czuję się coraz lepiej.
- Coś ciężko mi uwierzyć- spoglądał na mnie nie ufnie.
- Liam no.
- Dobrze, odpuszczam, ale jak zaczniesz się nadwyrężać, to się skrzywdzisz.
- Braciszku, ja zawsze dbam o swoje dobro.
- Tak? Czyżby?- wściekł się- A kto kurwa dał się torturować? Ty! Kto nie chciał, żeby go uwolnili? Ty! Kurwa Sylvia, czy Ty siebie słyszysz?!- wstał, a ja w tym momencie nie widzę w nim mojego brata- Prawie umarłaś! Na moich oczach się wykrwawiałaś! Widziałem Cię, jak ulatywało z Ciebie życie, a Ty śmiesz mówić mi, że zawsze o siebie dbasz?! Sylvia do cholery, tak się nie ryzykuje! Nie zniósłbym, gdybyś umarła, a Ty miałaś tego świadomość, jaka nas wszystkich czeka strata jeśli zginiesz!
- Liam! Wyjdź natychmiast!- Zayn chwycił go za bluzę i dosłownie wypchnął za drzwi. Ja byłam wciąż w szoku i cały czas miałam otwartą buzię. Czułam, że oczy mnie szczypią, ale ani jedna łza nie wydostała się na zewnątrz. Chłopcy z niepokojem spoglądali na mnie, ukazałam im spokojny uśmiech jednak to ich nie przekonało. Usiedli obok i chwycili za ręce. Odetchnęłam a wtedy pojedyncza łza spłynęła powoli po moim prawym policzku.
- Sylvia, proszę nie płacz- Niall potarł kciukiem moją dłoń- On nie chciał tego wszystkiego powiedzieć.
- Chciał, ale.. on ma rację chłopaki- z niedowierzaniem spoglądali na mnie- Wiem, jak wyglądała sytuacja, wiem, że mogłam postąpić inaczej, ale robiłam to, co kazał mi instynkt, a ten nigdy nie zawodzi. Cierpię, ale uwierzcie, że było warto. Jesteście bezpieczni a to jest dla mnie najważniejsze. Ja tu się nie liczę, bo szybko przeminę, wiem to, ale wy- urwałam- Wy nie możecie przeminąć, musicie dalej dążyć ku wyznaczonemu celowi. Jeśli mam umrzeć to tylko w dobrej sprawie, za coś wyższego a wy jesteście tego warci.
- My też byśmy za Ciebie zginęli- powiedział Zayn i ocierał właśnie twarz końcem koszulki- Cholera, Harry nawet wszedł do magazynu mimo ostrzeżeń. Uwierz mi, my wszyscy bardziej niż cokolwiek pragniemy abyś była bezpieczna. I dopilnujemy, aby każdy kto Cie skrzywdził dostał za swoje.
- Dokładnie- Lou położył dłoń na ramieniu przyjaciela- Jesteśmy jak muszkieterowie, jeden za wszystkich i wszyscy za jednego. Ty uświadomiłaś nam, jak ważne jest by się wspierać. Nigdy nie będziemy w stanie wynagrodzić Ci Twojego poświęcenia. Możemy dziękować Ci co chwilę, ale to wszystko to po prostu było dla Ciebie za wiele, dla nas również a my nigdy się nie odpłacimy. Jak zabijemy tych szmaciarzy to spłacimy jedynie połowę długu.
- Chłopcy- kolejna łza spłynęła po moim policzku- Cierpiałam, ale naprawdę było warto. Zrobiłabym to po raz kolejny i nie żałuję żadnej mojej decyzji. Kocham was i jestem w stanie poświęcić dosłownie wszystko, żebyście tylko byli bezpieczni. Nie jesteście mi nic winni. Naprawdę.
- Sylvia..
- Chłopcy no, przez was płaczę- lekko się zaśmiałam.
- To dobre łzy, na rozładowanie napięcia- szepnął Niall.
- Wiem- mocniej chwyciłam jego dłoń- Dziękuję, że tu jesteście.

*** Harry ***

Korek dzisiaj jest wnerwiający. Co kilka sekund samochód stawał i przez to opóźniał moje przybycie do szpitala. Nerwowo przeczesałem włosy, poprawiłem się na miejscu i wychyliłem głowę przez okno. Nie widzę nawet świateł!
Dzisiaj pogoda dopisuje i dlatego jest mi strasznie gorąco pomimo iż siedzę w cienkich spodniach i białej bokserce. Klimatyzacja jest prawie bezsilna z dzisiejszą temperaturą, która zlewa się z temperaturą panującą w aucie. Wszystkie okna są otwarte, a ja umieram. Pot leje się ze mnie strumieniami. I na cholerę mi te wszystkie dezodoranty zapewniające mi komfort?!
Ruszyliśmy po dobrych 5 minutach i nareszcie mieliśmy jednostajne tempo. Był jakiś wypadek czy coś i musieli zmienić zasady na rondzie. Cholera, same wypadki wokół mnie.
Do szpitala jest jakieś 30 minut drogi, teraz zostało jakieś 15. Spiąłem się na myśl, że zaraz zobaczę Sylvię i nawet nie wiem, czemu!
Przez całą drogę myślałem, co jej powiem. Nie mam żadnego pomysłu. Nic kompletnie nie przychodzi mi do głowy poza zwykłym dziękuję.
Debil ze mnie!
Nim się obejrzałem byłem już pod budynkiem szpitala. Westchnąłem i powoli wysiadłem z czarnego Audi R8. Założyłem okulary przeciwsłoneczne na głowę i ruszyłem pewnym krokiem do drzwi wejściowych. Przywitałem portiera siedzącego przy drzwiach i skierowałem się do windy. Kliknąłem przycisk i za chwilę drzwi windy się zasunęły by następnie pomieszczenie pomknęło ku górze i sprawnie przetransportowało mnie do góry. Cholera, nie mam nawet zwykłych kwiatów! Mocno pacnąłem się w czoło a drzwi właśnie się otworzyły. Niepewnie wyszedłem z windy i skierowałem swe kroki w stronę pokoju Sylvii. Gdy doszedłem do jej pokoju chwyciłem lekko klamkę. Ostatni głęboki oddech i wchodzę. Słyszę głośne śmiechy, widzę pełno balonów, kwiatów i różnych dupereli. Chłopcy się postarali. Nie zauważyli mnie, więc cicho podszedłem do grupki, wychyliłem głowę zza Niall’a i wyszczerzyłem się.
- Cześć- Sylvia spojrzała na mnie z jakimś dziwnym błyskiem w oku- Co u Ciebie?
- Wporządku, dzięki- odparła i posłała uśmiech, sztuczny uśmiech.
- Stało się coś?
- Nie, dlaczego pytasz?
- Bo jestem chłodna w stosunku do mnie.
- Wydaje Ci się- odparła najbardziej spokojnym głosem na świecie.
- To może my zostawimy was samych- Louis jako jedyny wiedział, kiedy się ulotnić. Wypchnął chłopaków za drzwi a po chwili sam także za nimi zniknął.
- Co się dzieje?- zapytałem po chwili ciszy, odwróciła głowę w stronę okna.
- Nic- wzruszyła ramionami.
- Sylvia- usiadłem na krzesełku- Szczerość to podstawa związku.
- Jakiego związku?- z niedowierzaniem w oczach spoglądała na mnie. Teraz już sam nie wiem, co powiedzieć.
- No..naszego. Chyba..tak sądzę..jesteśmy parą, prawda?
- My tylko udawaliśmy- stwierdziła a wtedy coś zakłuło mnie w sercu.
- Udawaliśmy?
- Skąd tyle goryczy, Harry? No przecież taka była umowa, w ten sposób mieliśmy was ochronić. I udało się- lodowate spojrzenie przewiercało mnie na wylot. Przełknąłem gulę w gardle.
-Tak, wiem- przeczesałem dłonią włosy- Ale ja się zaangażowałem.
- Harry..
- Czyli nic do mnie nie czujesz?- z bólem spojrzałem jej ponownie w oczy.
-Harry ja..
- Rozumiem..- wstawałem z krzesła, gdy jej drobna dłoń chwyciła mój nadgarstek.
- Nic nie rozumiesz- ze słabym uśmiechem pokręciła głową.
- To wyjaśnij- usiadłem z powrotem i chwyciłem jej dłoń, zacząłem bawić się jej palcami. Zapanowała dziwna cisza. Zmarszczki na jej czole raz się pojawiały a raz znikały, jakby walczyła sama ze sobą. Wreszcie się odezwała.
- Kiedy Cie poznałam miałam Cie za totalnego pajaca- zaśmiała się.
- Dzięki.
- Daj mi skończyć- zaczęła chichotać- Kiedy poszliśmy na naszą pierwszą randkę byłam nadal sceptycznie nastawiona, ale przekonałam się do Ciebie. Nawet nie wiem kiedy stałeś się dla mnie tak ważny..
- Jak ważny?- droczyłem się z nią.
- Tak, że byłam w stanie poświęcić swoje życie dla Ciebie.
- Sylvia- splotłem nasze dłonie- Nawet nie wiesz, jak bardzo zależy mi na Tobie i Twoim bezpieczeństwie. Nie mógłbym żyć ze świadomością, że Ciebie już nie ma. To Ty rozświetlasz moje życie, jesteś najjaśniejszą gwiazdą na niebie i najpiękniejszą istotą na ziemi.
- Teraz tak mówisz- prychnęła a ja zmarszczyłem brwi. Cholera to ja tu jestem romantyczny, a ona.. Kobiety.
- Zawsze tak będę mówić.
- To samo usłyszała tamta dziewczyna?
- Jaka dziewczyna??- okey, teraz jestem skonsternowany.
- Ta z wczorajszej premiery- wtedy wybuchnąłem głośnym śmiechem- No co?
- Jak Ty uroczo marszczysz nosek- zaśmiałem się- Mówisz o Pezz?
- Nie, głupku!
- To o kim- uśmiechnąłem się.
- O pięknej brunetce ubranej w wiśniową sukienkę.
- Nie wierzę- schowałem twarz w dłonie żeby mnie nie skrzyczała, bo się śmieje- To była moja siostra.
- Siostra?- spojrzała na mnie z szeroko otwartymi ustami.
- Nie byłbym w stanie pokochać innej dziewczyny. Ty jesteś jedyną osobą, która ma moje serce.
- Słucham?- zapytała zszokowana, ale z ogromnym uśmiechem na ustach.
-
Kocham Cię.
                                                                                                                                                                     

Wszystkiego Najlepszego Liam!!!
Nasz kochany Liaś obchodzi dzisiaj 21 urodziny także przyłączamy się do akcji na TT i spamujemy hasłem, jak zwykle :D
Jeszcze raz, Happy Birthday Liam!
Miłego czytania!
 
Syl xx

18 sierpnia 2014

52.


*** Harry *** 20 sierpień 2013 ***

Sylvia przeżyła operację, ale niestety zapadła w śpiączkę. Operacja trwała kilkanaście godzin, ale udało im się. Uratowali moją księżniczkę. Wczoraj byłem u niej chwilę, nawet nie pozwolili mi jej zobaczyć, a dzisiaj nawet nie mogę do niej pojechać.
Dzisiaj mamy premierę naszego filmu ‘This Is Us’. Paul zabronił mi opuszczać hotel. Od dwóch tygodni mieszkamy w hotelu, bo ktoś podpalił nasz tour bus. Ocalało tylko kilka rzeczy, resztę musieliśmy kupić nową. Styliści chodzą za nami cały dzień, jest dopiero 10, a my nawet nie zaczęliśmy. Według Marthy gotowi będzie dopiero na 16.30, ale musimy zaczynać już teraz, bo my jesteśmy nie wychowani i ciągle rozrabiamy. Jednak dzisiaj nikomu nie jest do śmiechu. Wszyscy chodzą osowiali, jedyny Zayn jest jako tako szczęśliwy. No tak, oświadczył się niedawno facet to się nie dziwię.
Od ósmej latają wokół nas, mierzą, czeszą i nie wiadomo co jeszcze. Mam dość tego zamieszania. Najchętniej posiedziałbym w szpitalu i czekał na jakieś wieści, ale nie mogę też zawieźć fanów. Wkońcu film powstał dla nich.
Louise usadowiła mnie na fotelu pod oknem i zabrała się za próbne czesanie mnie, chce zobaczyć, jak dzisiaj się włosy układają. To jej zajęło z pół godziny i straciła grzebień. Ha ha.
Po niej udałem się na przymiarkę do Helen zamieniając się tym samym z Niallem, który szedł dalej do Marthy, na ostateczne zdjęcie miary. Ja, gdy tylko założyłem moją koszulę poczułem się dziwnie. Była strasznie obcisła i jakaś taka nie wygodna.
- Helen, da się wybrać coś innego? Nie czuję się w tym jak ja.
- Ale to styl Harrego Stylesa- odpowiedziała ze śmiechem.
- Może tak, ale wiesz, przytyło mi się i nie mogę oddychać- westchnęła a ja się speszyłem.
- Dobrze, słońce, znajdziemy coś innego.
Podeszła do szafy i sprawdzała, co mają za koszulę i jakie materiały dostępne do szycia. Wróciła stosunkowo szybko, no dobra, jakieś 20 minut później. Dobrała mi idealny materiał, ale musiała mieć zdjętą nową miarę, więc ruszyłem do Marthy i tam spędziłem kolejne minuty słuchając jej nie śmiesznych kawałów. Liam śmiał się ze mnie, bo ostatnim razem to on musiał jej słuchać. Wywróciłem oczami i postanowiłem skupić się na Sylvii.
- Hej, przystojniaku- zamachała mi po chwili przed oczami ze śmiechem- Gotowy. A teraz leć do Lou na ostateczne czesanie i za godzinę jedziecie na premierę.
- Ten czas tu z wami tak szybko leci. Dzięki, że umiliłaś mi go Martho- uśmiechnąłem się do niej i ruszyłem do Louise, która szybko uporała się z fryzurą. Dalej poszedłem do Helen, która miała gotową koszulę dla mnie.
- Idealna- podziękowałem jej uśmiechem i ruszyłem do gotowych chłopaków.
- Hej, głowy do góry panowie- zaklaskałem w ręce- Dajmy z siebie wszystko dla naszych fanów a jutro wiecie, gdzie jedziemy.
- Hazz, cieszymy się, że dobrze się trzymasz- poklepał mnie po plecach Zayn.
- Muszę być po prostu pozytywnie nastawiony.

Ruszyliśmy za Paulem i resztą ochroniarzy na sam dół. Tam wsiedliśmy do samochodu i z eskortą policji odjechaliśmy. Na premierę przyjedzie też zespół Little Mix, nasze rodziny, dziewczyna Louis’a a także dziewczyna Liama. Będzie cudowny wieczór.
Jest godzina 16.20 a my właśnie wyjeżdżamy spod hotelu. Fanki już go obskoczyły i ledwo wyjechaliśmy. Ulicami mijaliśmy także mnóstwo naszych fanów, którzy gonili samochód i domyślam się, że śpiewali piosenki. Cudowni ludzie. Nasza rodzina.
Punktualnie 16.30 byliśmy na miejscu. Gdy tylko wysiedliśmy z samochodu na dywan zaskoczył nas blask fleszy i wrzaski jakie towarzyszyły naszemu przyjazdowi. Ledwo wysiedliśmy, kurde.

*** Sylvia ***

Obudziłam się z silnym bólem głowy, to było tak nie do zniesienia, że postanowiłam się obudzić. Gdy tylko otworzyłam oczy przeżyłam szok. Gdzie ja jestem?!
Ostatnie co pamiętam to, że byłam w jakiś dziwnym ciemnym miejscu przywieszona do haka. Co do cholery?
Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zauważyłam kilka białych krzesełek stojących pod oknem, a także małe lustro i umywalkę. Dopiero teraz zorientowałam się, że jestem podłączona do różnych urządzeń, czyli jestem w szpitalu. No tak, mogłam poznać po dziwnym zielonym odcieniu ścian. Postanowiłam sprawdzić, jak bardzo moje ciało ucierpiało, gdy mnie porwali. Jednak nie mogłam poruszyć żadną kończyną na tyle, żeby unieść ją wyżej niż 5 centymetrów. Kurwa, nieźle oberwałam, ale było warto. Nie wydałam agencji.
Nagle do pomieszczenia wszedł młody mężczyzna, na oko 30 lat. Uśmiechnął się do mnie i podszedł do mnie.
- Dzień dobry, nazywam się Logan Moritz, jestem Twoim lekarzem.
- Dzień dobry- ale mam słaby głos- Długo tu jestem?
- Prawie trzy tygodnie- odpowiedział dziwnym głosem- Wybudziłaś się po raz drugi. Pamiętasz cokolwiek?
- Nie wiem, jak się tu znalazłam. I wnioskuję, że to źle, że tak długo spałam.
- Mieliśmy pewne obawy, zgadza się- zaświecił mi latarką w oczy- Ale operacje się powiodły i pozostało czekać- uśmiechnął się.
- Odwiedzał mnie ktoś?- zapytałam z nadzieją.
- Było tu kilka osób- zaczął spisywać coś na kartce- Jeden chłopak siedział tu prawie całymi dniami.
- Mówili, kiedy znowu przyjdą?- cholera, mój głos mnie wkurza.
- Nie- zerknął na mnie niepewnie- Musimy zrobić Ci kilka badań, skoro odzyskałaś świadomość znaczy, że wszystko wraca do normy.
- Jestem silna- powiedziałam najpewniej jak potrafiłam.
- To widać, dużo zniosłaś- wpatrywał się we mnie ciekawy- Co Ci się właściwie stało?
- Ja.. nie pamiętam.
- Tak myślałem- pokręcił głową i zaczął się oddalać- Zaraz ktoś po Ciebie przyjdzie.
I zniknął. Odetchnęłam i poczułam ulgę. Skoro lekarz mówi, że wszystko będzie jak dawniej znaczy to tyle, że niedługo będę mogła wrócić do czynnej służby. Mam nadzieję, że szef nie będzie mnie ograniczał. Ja nie usiedzę w miejscu.
Nie mam żadnej traumy po tym, co się stało. Chyba.
Zaczęłam wspominać to, co mi tam robili. Na myśl o tym, że mnie dotykali, robili ze mną te wszystkie rzeczy zaczęłam mieć drgawki i poczułam, że się pocę. Byłam zdenerwowana, mam do tego prawo. Na samą myśl czułam obrzydzenie do siebie i do nich. Jak tylko ich znajdę zabiję. To mój cel.

Moje rozmyślania przerwała pielęgniarka, która wprowadzała właśnie wózek do sali, podjechała do mnie i pomogła mi zejść z łóżka. Cholernie zastały mi się stawy, ciężko będzie wrócić do dawnej sprawności..
O mało się nie popłakałam, gdy stanęłam na nogi, ból był nie do zniesienia. Jak tylko usiadłam poczułam się, jak w raju. Naprawdę.
Zostałam zawieziona do kilku różnych sal, wszędzie miałam robione przeróżne badania. Od pobrania krwi po tomografię komputerową. Miło było czasem się położyć.

Dowiedziałam się, że dochodzi godzina 17. Jako, że w mojej sali miałam telewizor poprosiłam o włączenie. Skakałam z kanału na kanał aż natrafiłam na coś, co mnie zainteresowało. Mianowicie zobaczyłam Liama i resztę na czerwonym dywanie, mnóstwo ludzi dookoła i fotoreporterów. Z uśmiechem na ustach oglądałam, jak spacerując po dywanie, rozmawiają ze sobą i z różnymi ludźmi. Czyli dlatego ich teraz u mnie nie ma. Tylko nie mam pojęcia, dlaczego ja nic o tym wydarzeniu nie wiem, a zapewne było zaplanowane już dawno. Nagle zobaczyłam jak Harry cofa się i z tłumu wychodzą dwie kobiety, jedna młodsza a druga starsza. Harry przytula najpierw tę starszą a potem mocno obejmuje te młodszą i okręca ją wokół własnej osi.
Ał?
Poczułam jak coś ukłuło moje serce. To jego dziewczyna? Chyba tak, skoro Liam przytula jakąś brunetkę a Zayn całuje Perrie. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku i natychmiast wyłączyłam telewizor. Czyli przez ten czas udawał, że mnie lubi a na boku miał dziewczynę? Te wszystkie jego słowa, były nieważne? Myślałam, że to on jest tym, którego potrzebuję. Myliłam się.
Postanowiłam odpuścić, oczyścić umysł i po prostu zapomnieć. Ułożyłam się wygodniej na łóżku i zamknęłam oczy. Sen nadszedł szybko.
 
                                                                                                                    
 
Wybaczcie, że rozdział teraz, ale miałam rozwalonego laptopa i ładowarkę. Na szczęście wszystkie pliki są i jest okey.
Krótki rozdział, ale jest i  mam nadzieję, że wam się spodoba <3
Miłego czytania!
Syl xx
                                                                                                                     
 CZYTASZ = KOMENTUJESZ
10 KOMENTARZY = ROZDZIAŁ 53 :)