11 maja 2014

38.


 Do domu dotarłam po 14-stej, akurat był obiad. Zdjęłam buty, torebkę rzuciłam obok i skierowałam się do jadalni, z której dobiegały śmiechy.
- Cześć – przywitałam się – Dzisiaj mięso?
- Kochanie wybacz, ale ta karkówka z wczoraj nie może się zmarnować- powiedział skruszony tatuś, zaśmiałam się cicho.
- Rozumiem. To ja zjem sobie płatki.
- Może zrobić Ci coś na szybko?- z zakłopotaniem Zoey spojrzała na mnie.
- Nie, płatki wystarczą, spokojnie.
- Opowiesz, jak było na próbie?- krzyknął do mnie tata, też odkrzyknęłam.
- Jasne! – do miseczki wlałam trochę mleka, wsypałam mnóstwo czekoladowych płatków i postanowiłam udać się do jadalni.
- Smacznego- powiedzieli oboje i się zaśmiali. Oh, te wszystkie słodkie rzeczy..
- Dzięki. Dobra to wam opowiem- musiałam najpierw oczywiście przełknąć jedzenie- Przyszło mnóstwo osób, wybrałam jakoś ¾ kandydatów.
- Po co Ci aż tak dużo?- zdziwił się tata.
- Nie lubię kameralnych występów, wiesz to- zaśmiał się cicho w odpowiedzi- Poza tym oni zarabiają w ten sposób.
- Ah, altruistka z Ciebie.
- Dokładnie –machnęłam łyżeczką.
- A, właśnie!- Zo prawie wypluła ziemniaka, fuj- List do Ciebie przyszedł. Położyłam go na Twoim łóżku.
- O, dzięki. Ciekawe od kogo.
-Nadany priorytetem, więc pewnie ktoś Cie bardzo lubi i szybko chciał przekazać wiadomość.
- To pewnie Loren- na szybko wymyśliłam.
- Możliwe, pismo podobne- powiedział tata i dalej jadł swoje mięcho.
- Dziękuję- wstałam od stołu i podreptałam do kuchni umyć naczynie. Ale mam suche dłonie!
Migiem wybiegłam z kuchni i wbiegłam na piętro. Czy już mówiłam jak nienawidzę tych schodów? To powtórzę. Nienawidzę ich i chcę windy!
W ciągu kilku sekund znalazłam się w pokoju, wzrokiem szukałam koperty a gdy ją znalazłam zamarłam. Musiałam się uspokoić i psychicznie być gotowa na wiadomość. Ostatni wdech i wydech i podeszłam do łóżka. Delikatnie chwyciłam kopertę w ręce i otworzyłam. Z środka wyleciały dwie kartki. O matko.. Niepewnie zabrałam się za czytanie tej pierwszej. Jakiś list. Aha?
„Agentko 315..” to są chyba jakieś żarty, ja tu umieram ze strachu a to agencja.. Dobra, czytam dalej.
„ W zeszłym tygodniu nie było Cię na spotkaniu, więc nie wiesz o obecnej sytuacji. Tragicznej sytuacji. Mafia nie próżnuje i zastrasza nas jak i również zespół. Dostaliśmy mnóstwo wskazówek, jednak wciąż nie mamy hasła do  WISIELCA. Mamy teorię iż znamy już hasło, ale niestety póki co, jest nieznane. Wiemy, że wskazówka do hasła ma 5 liter, ale żadna nie jest ujawniona , a nasz wisielec już w połowie jest martwy. Od McCalla wiem, że ktoś dokonał zamachu na ochronę zespołu i kilku ochroniarzy znajduje się w szpitalu w stanie krytycznym. Proszę, uważaj na siebie i chłopaków. Byle do Gali.
Szef ‘’

O matko.. To się robi jakieś chore! Jak ja my mamy walczyć z kimś, kiedy nawet nie wiemy, kto jest celem? Nie dość, że jesteśmy zastraszani to jeszcze chłopcy są narażeni na śmiertelne niebezpieczeństwo. Cholera, na nic te lata szkoleń.
Chwyciłam drugą kartkę, na której znajdowały się zeskanowane wiadomości od tej głupiej mafii. Jakieś rysunki lisów, kotów i jakieś bazgroły odnośnie gry WISIELEC. Zaraz mnie szlag jasny trafi. Chyba muszę iść dzisiaj na trening. Nie wytrzymam bez sparingu. Spakowałam szybko jakieś ciuchy i wzięłam coś na zmianę po czym wybiegłam z domu i ruszyłam w stronę agencji.
 
* * * Harry * * *

Pamiętam. Ja wszystko pamiętam. Jak ja mogłem zapomnieć, co czuję do Sylvii?!  Musiałem uderzyć głową parę razy w ścianę, bo po prostu tego nie ogarniam. Idiota! Ona jest taką niesamowitą osobą.. Niall powinien z nią być. On, jako jedyny okazuje jej zainteresowanie, on się stara a ja co? Ja zapominam, w kim się zakochałem i.. kogo kocham najmocniej na świecie. Ona pewnie mi nie wybaczy. Ja sobie nie mogę tego wybaczyć!
- Hej, stary w porządku?- Zayn zamachał mi przed oczami.
- Pamiętam.
- Ale co?- Louis wpatrywał się we mnie zagadkowo aż wreszcie, tak wreszcie, dotarło do niego, wydarł się na pół autobusu- PAMIĘTA!
- Jesteś pewny?- Liam uważnie patrzył mi w oczy, kiwnąłem głową- Kogo kochasz?
- Oprócz siebie- tu się wszyscy zaśmiali- Kocham Sylvię.
- Jej ulubiony kolor?- zapytał Niall.
- Nie mówiła mi nigdy..
- Ty, mi też..- Niall posmutniał i od razu wyciągnął telefon, pewnie pisze do niej esemesa, a ja jak taki debil stoję i nic..
- Dobra, co on może wiedzieć..
- Hmm.- wszyscy się zastanawiali – Ja mam pomysł- Zayn jednak przemówił- Kto zabrał Twój ulubiony różowy kocyk.
- Louis –z wymowną miną spojrzałem na winowajcę a ten się tylko uśmiechnął.
- No czyli pamięta! Gratulacje stary!- wszyscy mnie uściskali i nawet Zayn ucałował ehm.. Ale cieszę się, że wszystko wróciło do nomy, nawet nie wiecie jakie to niesamowite uczucie, gdy klin ustępuje i wasza głowa nie jest niczym obciążona. Ulga. A właśnie, muszę do niej zadzwonić.
‘Cześć, tu Sylvia. Aktualnie jestem zajęta, ale zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału *piiiiip* ’ Dałem sobie spokój po piątym razie, widocznie jest bardzo zajęta…

* * *  Sylvia, agencja – godzina 17 * * *

- Dobra, koniec na dzisiaj- powiedział mój trener- Dwie godziny normy wyrobione, wracaj do domu.
- Posiedziałabym jeszcze trochę- powiedziałam chcąc przekonać go do zmiany decyzji.
- Nie możesz, poza tym, Twoja noga by tego nie wytrzymała.
- Możliwe.. Ale wpadne jutro o 18 – z uśmiechem pożegnałam trenera i ruszyłam do szatni. Oczyszczający prysznic to coś, co uwielbiam najbardziej.
Szybko doprowadziłam się do normalnego, zadowalającego stanu i zakładałam właśnie bluzkę, gdy dopadł mnie zdyszany 415. Co on, maraton biegł?
- O, jesteś, fajnie- wyszeptał – Namierzyliśmy Cię i – oddech- Cieszę się, że Cie zastałem jeszcze.
- Coś się stało?
- Szef.. Cie… wzywa.
- Czyli coś się stało.
- Sama ocenisz- powiedział na szybkim wydechu.
Postanowiłam się do końca ubrać i spakować resztę rozrzuconych rzeczy. Gdy tylko skończyłam ruszyliśmy razem z agentem na górę. Oczywiście nie mogliśmy iść w spokoju.
- Co u Ciebie?
- Wporzadku. A u Ciebie?
- Jest nieźle- odkaszlnął- Nie odezwałaś się od naszej randki.
- To nie była randa- zaprzeczyłam od razu.
- Dobra, przyjacielskie wyjście. Ale czemu milczałaś?
- Nie miałam czasu- skłamałam.
- A tak naprawdę?
- Słuchaj, jesteśmy agentami, pracujemy razem i mówiłam Ci już przynajmniej 5 razy, że nic między nami nie będzie. Fajnie było, ale jesteś tylko moim partnerem.
- Możemy chociaż być przyjaciółmi?- zapytał z iskierkami w oczach.
- Jasne, ale nic poza tym.
- Oczywiście- oboje w lepszych nastrojach dotarliśmy do biura szefa, tam już nam było mniej miło.
- Mamy poważny problem- zaczął szef.
- Jakieś nowe informacje?- zapytałam siadając obok Z.
- Tak. I nawet jesteśmy prawie pewni, że nie chodzi o cały zespół.
- Dokładnie. Myślimy, ze chodzi im o to, aby porwać jednego najpierw i wyłudzić pieniądz a następnie porwać następnego i tak aż porwą ostatniego. Nikt się nie domyśli, że tak będą działać, wiec ochrona nie będzie wystarczająco silna- dopowiedział McCall.
- To brzmi naprawdę źle. Musimy jakoś odgadnąć o kogo może chodzić.
- Mamy tylko 3 osoby w zespole, których imiona mają pięć liter. Niall, Louis i Harry –powiedział Z. O cholera, Harry..
- Od tego zaczynaliśmy dochodzenie, kto zostanie pierwszym porwanym, ale wtedy dostaliśmy nową wiadomość.
- Ta z tym lisem?
- Tak, ale to podpowiedziało nam, że ktoś współdziała z porywaczami a jest z naszego otoczenia.
- Czyli jednak miałam dobre przeczucie…
- Tak- szef zaczął mówić dalej- Później przyszła nowa wiadomość, ta druga kartka.
- To też wyglądało jak lis- zamyśliłam się.
- Bynajmniej nim nie jest. To jest mieszanka lisa i kota.
- I co do ma do rzeczy?
- To moja droga- tym razem gadał McCall- Że z informacji, które znaleźliśmy okazuje się, że kot jest ulubionym zwierzęciem jednego z naszych trzech podejrzanych- proszę, nie mów Harrego, proszę, nie-
Harrego Stylesa.
- Nie wierze..- załamałam ręce i aż zaniemówiłam- To jest potwierdzone?
- Cóż.. nie jesteśmy pewni w stu procentach, ale to nasz jedyny trop. Internet to skarbnica wiedzy.
Kurwa, no nie wierze.. Jak?! Wszystko zawsze się rujnuje, przecież oni mogą go zabić! Ja nie mogę go stracić! Zrobię wszystko, żeby go uratować. I resztę. To jest misja mojego życia!
- Musimy ich chronić jeszcze lepiej niż do tej pory- wtrąciłam.
- Jakieś pomysły?- zapytał Z i odpowiedziała mu głucha cisza.
- W zasadzie..- zaczął szef- Ale nie wiem, na ile się uda.
- Szefie, niech szef mówi- poganiałam go, jeszcze nie wiedziałam co wymyślił..
- Tak myślałem, że można by sprzedać prasie, że się z nim umawiasz i wtedy nie dość, że zwiększą ochronę za względu na bezpieczeństwo także Twoje to dodatkowo będzie o was głośno, a wtedy ich plan będzie spalony, bo nikt od nich nie spodziewa się, że my sporo wiemy.
- Ale..ale..- zacięłam się eh..
- To dobry plan- poparł go McCall- To się może udać, szczególnie, że został tylko tydzień.
- Jak ‘tylko tydzień’?!- na jak długo się zawiesiłam???
- Odkryliśmy, że chcą zaatakować przed, w trakcie lub po Gali.
- Nie moglibyście konkretniej ustalić?- warknął agent 415- Takie informacje muszę być ściśle określone.
- Pracujemy nad tym- ostro odpowiedział mu Z, ha ha.
- Musimy chyba poinformować Harrego o tej akcji, prawda?- zapytałam a wtedy zapadło milczenie- Szefie, musimy mu o wszystkim powiedzieć, on na pewno nie powie nic nikomu o agencji.
- Nie mamy pewności.
- Mamy. Obiecuję, że nic nie powie, ręczę za niego.
- Agentko, to jest kredyt zaufania- powiedział poważnie- Jeśli cokolwiek się wyda, wiesz co się stanie.
- Tak, wiem. – pewna siebie pożegnałam chwilo zgromadzonych i wyszłam na korytarz i postanowiłam zadzwonić do Hazzy. O kurcze, pięć nieodebranych połączeń akurat od niego.. Przypadek czy przeznaczenie?
- Harry? Cześć – zaczęłam nieco mniej entuzjastycznie niż chciałam, ups.
- Cześć piękna- on za to zaczął miło- Dzwoniłem.
- Wiem, przepraszam, ale miałam trening. No, ale nie ważne. Mam do Ciebie jedną ważną sprawę.
- Ja też- odparł radośnie.
- Musisz przyjechać do agencji.
- Odzyskałem pamięć!- krzyknął niemal do słuchawki i to w tym samym momencie co ja- Zaraz, po co?
- Naprawdę?! Tak się cieszę – pominęłam drugą cześć jego wypowiedzi.
- Ja też- zaśmiał się cicho- A wyjaśnisz mi, po co mam przyjechać gdzieś?
- To skomplikowana sprawa. Przyjadę po Ciebie i wszystko Ci wyjaśnię, ale obiecaj, że zgodzisz się na wszystko i się nie wycofasz pod żadnym pozorem.
- Wiesz, że dla Ciebie zrobię wszystko.
- Akurat w tej kwestii wszystko znaczy bardzo wiele. Nie możesz mnie zawieźć, Harry.
- Nigdy Cie nie zawiodę. Obiecuję- powiedział całkiem poważnie.
- Będę po Ciebie za 25 minut.
- Będę czekać piękna- i się rozłączył. I cholera, przypomniał sobie o wszystkim. Nie wiem, czy się cieszyć, czy nie… Bo może z jednej strony to dobrze, czy wręcz przeciwnie. Najlepiej stanąć twarzą w twarz z problemem. Nie można wiecznie uciekać, kiedyś trzeba się skonfrontować. Może i życie jest jedną wielką loterią, nigdy nie wiadomo, na co trafimy, jakich ludzi poznamy i jak zmienią nasze życie. Możemy zakładać, że albo na lepsze albo na gorsze.
                                                                                                                                                                   

Na wstępie dziękuję za komentarze i dodawanie do obserwowanych i za tyle wyświetleń! Kocham was :)
Syl xx
 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

08 maja 2014

37.

Wybaczcie jeden dzień spóźnienia, ale mam matury i po prostu urwanie głowy.. Następny w niedziele a potem już regularnie co środe i co sobotę ;)

+INFORMUJCIE MNIE JEŚLI ZMIENIACIE NAZWY NA TT ;)
                                                                                                                                                          


Do domu przyjechałam po 10, byłam odwieźć Nialla. Uparł się, że sam chce wszystko powiedzieć od początku do końca chłopakom. Trzymam za niego kciuki.
Obiecałam mu, że będę mu przypominać o lekach, które musi brać. Nie ukrywam, sam fakt, że ma tę chorobę jest przerażający, ale najważniejsze, że da się to wyleczyć.
Gdy tylko przekroczyłam próg domu zdjęłam buty i schowałam do szafki poczym udałam się na górę do swojego pokoju. Wyjrzałam przez okno i chwilę podziwiałam krajobraz za nim. Londyn jest naprawdę pięknym miejscem, szczególnie, gdy jest ładna pogoda. Akurat dzisiaj pogoda jest przyzwoita, można się opalać.
Cholera!
Właśnie uświadomiłam sobie, że na 11 mam to śmieszne spotkanie w siedzibie Patricka i mam wybierać ekipę na Galę. No extra, geniuszu. Czym prędzej wybiegłam z domu wcześniej zmieniając strój na dresy i ubierając buty i szybko wsiadłam za kierownicę. Jest dwadzieścia jeden po dziesiątej, oby nie było korków to dojadę idealnie. Z piskiem opon wyjechałam z posesji i skręciłam w lewo, bliżej do centrum i do moich skrótów.
Zabawne, jak bardzo człowiek potrafi obeznać się w zupełnie nieznanym mieście, gdy zna jego wszystkie plany. Tak, wiem, że nielegalnie pobrałam mapę Londynu, ale jakoś muszę się poruszać po tym wielkim mieście. Szef na pewno wybaczy włamanie do systemu.
Jestem doskonałym kierowcą, więc po ulicy poruszałam się sprawnie i szybko. Czuję się, jak ryba w wodzie mogąc szarżować po drodze i zaskakiwać innych kierowców.
Na miejsce zajechałam szybko, byłam punkt 10.55 przed studiem. Parę uspokajających oddechów i wysiadłam z auta. Skierowałam się w stronę obrotowych drzwi. Na wejściu przywitał mnie zapach cynamonu. Dziwne.
Skierowałam się w stronę recepcji i uśmiechniętej blondynki.
- Dzień dobry, pani ma umówione spotkanie.
- Dzień dobry- poprawiłam torebkę na ręce- Tak, pan Wright miał się ze mną spotkać o 11.
- Ah tak, czeka na panią w sali 32, trzeba zjechać na piętro -2.
- Dlaczego?- zaniepokoiłam się, bo kto normalny jedzie do podziemia?
- Tam są sale ćwiczeniowe, proszę pani- uśmiechnęła się serdecznie i chwyciła za słuchawkę- Zawiadomię, że pani już jedzie. W recepcji na dole musi pani tylko potwierdzić swoją tożsamość i ktoś zaprowadzi panią do pana Wrighta.
- Dziękuję - co za skomplikowany system, matko. Nie czekając dłużej skierowałam się do windy po lewej stronie i wcisnęłam guzik. Chwilę później jechałam już w dół. Drzwi się rozchyliły i ukazał mi się wygląd piętra -2. Korytarz utrzymany w kolorze brzoskwiniowym z białymi elementami, zasłony były w kolorze ecru a efekt dopełniały obrazy i fotografie otoczone ramami w kolorze ciemnego brązu. Niesamowicie to wygląda, jest klimat.
- Dzień dobry – przywitałam się na wejściu- Nazywam się Sylvia Sykes.
- Witamy w Podziemiu- brunetka cicho się zaśmiała- Na lewo znajdują się sale gimnastyczna, muzyczna i taneczna a na prawo toalety i prysznice.
- Dziękuję- odparłam cicho i skierowałam się w lewą stronę. Która sala jest która?! Kroczyłam powoli przed siebie i coraz bardziej irytowała mnie cicho grająca muzyczka dobiegająca z mini głośników wczepionych w ściany. Cholery można dostać z tą muzyczką!
Minęłam drzwi podpisane SCHOWEK, więc szłam dalej. Następne drzwi znajdujące się z prawej strony były nieoznaczone. Pociągnęłam za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Cóż, więc nie tu.
Nagle dobiegł mnie śmiech, muszę zlokalizować jego źródło. Ruszyłam szybszym krokiem aż dotarłam do dębowych drzwi na końcu korytarza, śmiech był głośny, więc na pewno to ta sala. Otworzyłam drzwi i miliony oczu w jednej chwili zwróciły się w moją stronę. Jestem pewna siebie, więc nie ruszyło mnie to i pewnie kroczyłam w stronę Patricka siedzącego na krześle. Był ubrany w spodnie wizytowe i białą koszulę, marynarka wisiała na oparciu krzesła.
- Cześć- przywitał mnie- Uwaga ludzie, skupcie się- klasnął w ręce- To jest Sylvia, ona wybierze spośród was tancerzy do swojego występu. Musicie być naprawdę dobrzy i nadążać za szefową. Kto nie podoła odpada. Pytania?
- Ja mam jedno- odezwał się czarnoskóry chłopak- Ile osób ma szansę?
- Sylvia?- tu Patrick zwrócił się do mnie.
- A ilu jest kandydatów?
- 35- odparł- Wszystkich dane mam tu na stole.
- To ja najpierw przejrzę ich dane a później zdecyduje, ile osób mi potrzebne.
- Świetnie. A wy w tym czasie poćwiczcie trochę.
 Usiadłam na krześle przy małym stoliku w rogu. Na blacie leżało kilkadziesiąt teczek. Masakra. Podzieliłam sobie teczki na dwie grupy, dziewczyny i chłopaki. Każdy ma inne umiejętności, a chłopcy nie umieją tego, co dziewczyny.
Powoli przeglądałam teczki, analizując osiągnięcia tancerzy. Nikt nie był anonimowy. Byli tu ludzie, którzy współpracowali z gwiazdami a inni brali udział w konkursach tanecznych. Oczywiście skreślam osoby, które na swoim koncie mają powyżej 10 występów. Muszę dać szansę innym. Z miejsca odpadło siedem osób, poinformowałam o tym Patricka. Zawołał te kilka osób, podziękował za przyjście i powiedział, że dalej nie przeszli. Tamci źli wyszli z sali, gbury. Nie chcę takich osób w zespole.
-Dobra słuchajcie- powiedziałam głośno wstając od stołu- Jeśli jest ktoś, kto nie traktuje tego występu poważnie niech stąd wyjdzie.
Nikt się nie ruszył.
- Jeśli ktoś nie jest pewny swoich umiejętności powinien wyjść, nie potrzebuję słabeuszy.
Nikt.
- Świetnie, więc zaczynajmy drugi etap eliminacji.
- Jak to drugi?- zapytała jakaś kręcono włosa brunetka.
- Pierwszy etap to sprawdzenie was.
- Sprytnie- zauważył ciemnoskóry chłopak.
- Dzielimy się na dwie grupy, najpierw dziewczyny.
Wszyscy ustawili się za mną a chłopcy przeszli na bok sali by nie robić tłumu, poza tym w lustrze muszę widzieć dokładne ruchy każdej dziewczyny, chłopcy by przeszkadzali i odwrotnie.
Podeszłam do wieży i umieściłam w niej moją płytkę z muzyką. Jak już coś robić to po mojemu.
- Okey, chcę widzieć każdą z was, więc ustawcie się jakoś- wydałam polecenie, które za chwilę spełniły- Pokaże wam krótki układ, powtórzę kilka razy a potem popatrzę jak wam idzie.
- Możemy ćwiczyć w trakcie Twojego pokazu?- zapytała jakaś czarnowłosa, ale gdy zauważyła moją dziwną minę skinęła głową. Czyli rozumieją, świetnie.
- Zaczynamy!
Patrick włączył muzykę i zaczęłam pokazywać układ. Ten akurat wymyśliłam już dawno, nudziło mi się, a teraz mam szansę zmęczyć nie tylko siebie, ale je także. Poza tym i tak ten układ jest łatwy, dla chłopaków mam coś trudniejszego. Wykonywałam każdy krok, każdy ruch precyzyjnie, widziałam, że niektóre dziewczyny powtarzały za mną i analizowały ruch, a kilka nic. Czyli wiem, kogo werbować.
Po trzecim pokazie postanowiłam zacząć je obserwować.
- Powtarzacie ten krótki układ do momentu aż muzyka nie ucichnie, jasne?- kiwnęły głowami- Do roboty.
Dziewczyny nawet nieźle sobie radzą, ale oczywiście są też wyrzutki. Widać, że się starają, ale mają za małe umiejętności jak dla mnie. Ja potrzebuję tancerzy, którzy szybko łapią układ i są dokładni w tym, co robią.
- Okey, dobra robota- dziewczyny usiadły w kącie salki, chłopcy wyszli na środek.
- U was ta sama zasada, ja pokazuję układ a potem wy . Jasne?- znowu kiwnięcia głowami, oszaleję dzisiaj.
Patrick włączył kolejną piosenkę, tym razem coś ostrzejszego. Układ jest krótki, ale męczący i trudny. Oby nadążyli. W odbiciu widziałam zmieszane i zaskoczone miny tancerzy. Tak, potrafię tańczyć. Idioci. Wywróciłam oczami a wtedy ktoś się zaśmiał. Zerknęłam na tę osobę, ale ona była zajęta śmianiem się. Czyli wiem, kogo obserwować.
Skończyłam pokaz i wydałam im podobną instrukcje, jak dziewczynom.
- Kolana wyżej- krzyknęłam na kolesia, który miał czelność się śmiać- Wyżej!
Poprawił się, czyli mu zależy, jest ambitny. Takich ludzi potrzebuję.
- Dobrze, teraz odpocznijcie a ja wybiorę szczęśliwców.
Wróciłam do mojego stolika, Wright mi towarzyszył.
- Ile osób wybierzesz?
- 24.
- Czyli tylko czterech osób pozbawisz szansy występu.
- Wiem, ale te osoby odpadną, bo za mało się starają.
- Masz racje- zamilkł nareszcie. Pewnych kandydatów układałam na jeden stosik a tych, którzy odpadną umieściłam obok. Trudny wybór? Nie. Widzę, kto ma potencjał.
Wstałam i momentalnie tancerze ustawili się przede mną w szeregu.
- Mam tu nazwiska wybranych tancerzy. Ale najpierw chcę podziękować za przyjście. Wszyscy jesteście niesamowicie i bez względu na moją decyzję musicie to wiedzieć. Dobra, oto mój skład… - wymieniałam nazwiska dziewczyn i chłopaków na przemian. Wybrałam po 12 osób obu płci, tak będzie łatwiej zgrać tancerzy i będzie lepszy efekt, bo dużo ludzi tańczy- Jutro o 8 pierwsza próba, kto się spóźni chociaż sekundę wylatuje. Jasne?
- Tak-usłyszałam chórek.
- Świetnie, do zobaczenia jutro.
I zaczęli wychodzić. Ja zabrałam swoją płytkę z wierzy i gdy pakowałam ją do torby podszedł do mnie Jason, czarnoskóry chłopak.
- Cześć- zaczął nieśmiało, ale pewnie- Dziękuję, że mnie wybrałaś. Naprawdę.
- Nie ma za co. Potrzebuję najlepszych tancerzy.
- Jestem dobry?- spojrzał na mnie zaskoczony.
- Jesteś niesamowity, ale musisz podszkolić kilka elementów. Pomogę Ci.
- Jesteś extra!- chwycił mnie i zakręcił wokół własnej osi. Aha?- Wybacz, ale strasznie się cieszę, dotąd nikt nie chciał mi pomagać, zmuszali mnie do samodoskonalenia i praktycznie wykonywałem suche polecenie.
- Nie mam swoich metod nauczania, ale postaram się każdemu z was pomóc i udoskonalić. Ale samodoskonalenie to podstawa, wiesz o tym, prawda?
- Tak, wiem, jasne- uśmiechnął się- Ale ..
- Słucham- cos go gryzie.
- Nie mam czasu na taniec, to znaczy.. Kocham to, taniec to moja pasja, ale w domu nie mam jak. Nie należę do bogatej rodziny, więc ciężko z samodoskonaleniem.
- Nie martw się- położyłam mu dłoń na ramieniu- Już ja Cie wytrenuje.
- Dzięki. Naprawdę- pożegnał się i wyszedł. Zostałam sama, nawet nie zauważyłam, kiedy Patrick się ulotnił. Zapięłam torbę i także wyszłam. Pożegnałam się z Rose z recepcji i wsiadłam do windy. Studio opuściłam szybciej niż do niego weszłam. Rozsiadłam się wygodnie w fotelu, włożyłam kluczyk do stacyjki i odpaliłam.
                                                                                                                             

CZYTASZ = KOMENTUJESZ :)

03 maja 2014

Liebster Award!


Zostałam nominowana przez
http://dlaczegozycieniejestlatwe.blogspot.com/ +zuza horan :) Serdecznie dziękuję <3


Nominację do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 blogów
(informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
1.jak masz na imię
O: Sylwia
2.ile masz lat
O: 18
3.ulubiony blog
O: http://cienfanfic.blogspot.com/ CIEŃ by +Paula Patricia 
4.ulubiony teledysk
O:  do ‘Best Song Ever’ by One Direction <3
5.pokaz swoje zdjęcie (jeśli chcesz)
O: Oto ja xD

6.od kiedy piszesz
O: Piszę od początku liceum, 2011 rok, a bloga piszę od czerwca 2013 ;)
7.co cie inspiruje
O: Właściwie to nie mam inspiracji, wszystko samo się wymyśliło J
8.co robisz w wolnym czasie
O: Uwielbiam spać, czasem zdarzy mi się przeczytać książkę :D Ale uwielbiam też pisać, nie tylko to opowiadanie, ale jeszcze inne :D
9.ES czy LS
O: Dla mnie najważniejsze jest szczęście Lou, lubię El i nie mam nic przeciwko niej, a gdyby był z Harrym też bym się cieszyła J
10.jakie jest twoje marzenie
O: Chcę poznać moich idoli i spełnić się zawodowo J
11.Czy czytałeś / as mojego bloga?
O: Nie L Ale zacznę :D
NOMINOWANI :
PYTANIA :


1.    Jak masz na imię?
2.    Ulubiony kolor?
3.    Idol numer jeden?
4.    Rzecz po Twojej lewej posłuży Ci za broń podczas ataku Zombie. Co to?
5.    Masz jakieś płyty? Jeśli tak to ile/lub jakie?
6.    Masz zwierzaka?
7.    Co jest lepsze : Igrzyska Śmierci czy Zmierzch ?
8.    Ulubiony sport?
9.    Wymarzone miejsce na wakacje?
10.  Gdybyś mogła/mógł urodzić się w wybranym przez Ciebie czasie i miejscu, gdzie i kiedy chciałabyś/chciałbyś żyć?
11.  W jakiej szkole i klasie obecnie się uczysz?
                                                                                                                                                   
Miłego dnia! No i zachęcam do przeczytania nowego rozdziału :D
Syl xx

36.


Poniedziałek, 20.07.2013

Jasna cholera, co się teraz dzieje, to sobie nawet nie wyobrażasz. Świat jest ewidentnie przeciwko mnie. Ta sprawa Nialla, do tego ochrona chłopaków i ta nowa wiadomość. Ja muszę ich jak najlepiej pilnować, a najśmieszniejsze jest to, że być może ktoś jest w naszych szeregach. Jak nie podołam okaże swoją słabość, a wtedy pożegnam się z agencją.

Niall ma u mnie być o 8.15, jest trochę po 7.30 a jakoś nie szczególnie spieszy mi się do toalety. Pech chce, że muszę dziś wyjść z łóżka, bo zaczynamy oficjalne przygotowania do Gali. Mój występ musi być idealny.

Kończę. Napiszę w piątek.

Kocham.
Sylvia xx

„When someone walks into your heart through an open door”

Postanowiłam wreszcie się za siebie zebrać. Czas na odprężający prysznic. Zdjęłam piżamę i wrzuciłam ją do kosza na brudne rzeczy poczym weszłam pod prysznic. Pierwsze kilka sekund pozwalałam wodzie po mnie spływać, dopiero po chwili zaczęłam namydlać swoje ciało i wcierać w nie różne olejki i płyny do kąpieli. Na końcu umyłam włosy, użyłam końcówki miętowego szamponu i szybko spłukałam pianę. Gdy nie było na włosach śladu po szamponie nałożyłam na dłonie trochę odżywki i wtarłam ją we włosy. Ją także po minucie spłukałam i postanowiłam wyjść z kabiny. Chłodne powietrze otuliło moje rozgrzane od wody ciało, więc szybko okryłam się ręcznikiem. Podeszłam do lustra i umywalki a następnie wzięłam się za mycie zębów. Jak dla mnie- to podstawa. Poszło mi szybko i postanowiłam ogarnąć mokre włosy, więc owinęłam je specjalnym ręcznikiem i wyszłam z pokoju. Szok przeżyłam ogromny, gdy zobaczyłam Nialla siedzącego na łóżku i wpatrującego się we mnie z uśmiechem.
- Cześć- odezwał się.
- No cześć. Co tu robisz?- zerknęłam na zegar- Jest dopiero za dziesięć ósma.
- Nie mogłem z nerwów wysiedzieć w busie- krzywo się uśmiechnął- Pomyślałem, że wpadnę na śniadanie.
- Zaraz się ubiorę i coś Ci uszykuję – ruszyłam w stronę szafy i zaczęłam wybierać coś na dzisiaj.
- Pomóc Ci?- obok mnie zmaterializował się blondyn- Znam się trochę na ciuchach.
 - Czyżby?- zaśmiałam się i zlustrowałam go wzrokiem.
- Ja wyglądam nieźle- poprawił marynarkę- Ty w tym ręczniku też.
- Dzięki- mimowolnie zarumieniłam się na jego słowa- To mogę tak iść?
- Nie- ze śmiechem zaprzeczył- Tylko wyjątkowi mogą Cię tak oglądać.
- Sugerujesz coś?- zapytałam poważnie.
- Tylko przyjaciele powinni móc Cie oglądać –sprostował z uśmiechem.
- Wariat.
- Ale Twój wariat- przytulił mnie lekko- Ładnie pachniesz.
- Ty też – wytknęłam mu język i wróciłam do szukania ubrań- To który zestaw?
- Ten- podał mi do rąk zestaw- Brzoskwiniowa koszula podkreśli Twoje ee.., oczy, a dżinsy pasują tak po prostu.

- Dzięki za pomoc- odparłam ze śmiechem i udałam się do toalety wcześniej zgarniając jeszcze stanik i majtki z szuflady. Po chwili wróciłam z suszarką w ręce, podłączyłam ją do gniazdka przy biurku i zaczęłam suszyć włosy.
- Daj, pomogę- Niall przechwycił sprzęt i zabrał się na moje włosy. Przy okazji drapał mnie lekko po głowie, co nie ukrywam było przyjemne. Szybko się uwinął i już o 8 byłam gotowa do drogi, no ale śniadanie.
- Dzięki za pomoc. To teraz chodź do kuchni, idziemy jeść.
- Jak Ty mnie kochasz- zaśmiał się i podreptał za mną na dół.
- To co byś zjadł?
- Jajecznice na bekonie- wyszczerzył się.
- To moje ulubione śniadanie! - wykrzyknęłam- Ale wolę na cebuli.
- No tak, wegetarianka.
- Dokładnie. A co do picia?
- Masz truskawkową herbatę?
- Zaraz sprawdzę- ruszyłam do szafek- Widzę tu tylko cytrynową, zwykłą, miętową i malinową. To która?
- Cytrynowa- uwielbiam jego uśmiech, jest taki rozbrajający.
- Dobry wybór, właśnie miałam polecić- oboje w dobrym humorze siedzieliśmy w kuchni, Niall opowiadał mi żarty a ja robiłam nam śniadanie. Jemu najpierw a potem sobie, bo biedakowi już w brzuchu burczało.
- Jesteś niezłą kucharką. A Harry mówił, że słyszał, że jesteś kiepska.
- No przecież jajecznica to nie jest jakieś popisowe danie-
Harry o mnie mówił?!- Miło, że Ci smakuje Niall.
- Mogę codziennie do Ciebie wpadać na śniadanie?- zapytał robiąc maślane oczka.
- Nie rób mi tego Niall- zasłoniłam sobie oczy- Nie dam się przekonać.
- Ale jesteś- wytknął mi język jak tylko odsłoniłam oczy- Dla takiego wspaniałego, kochanego, miłego przyjaciela to mogłabyś zrobić wyjątek.
- Nie lubię wstawać tak wcześnie.
- To rób wieczorem, ja rano wpadne i sobie odgrzeje.
- Głupek- zaśmialiśmy się oboje- Jedz lepiej, bo wystygnie.
- Dobrze mamusiu- oboje w dobrych humorach jedliśmy śniadanie, ale mieliśmy świadomość, że w szpitalu nie będzie tak wesoło. Szybko się zebraliśmy i równo o 8.20 opuściliśmy teren naszej posesji. Jechaliśmy autem Zo, nie chce robić zamieszania pod studiem, nie przepadam za BMW, ale co poradzić, tata w pracy, więc Mercedesa zabrał. A jakoś trzeba sobie w życiu radzić.
Dzisiaj droga była nawet przejezdna, w sumie z rana nie ma takich korków, jak na przykład o 11 czy 12. Dojechaliśmy na miejsce o 8.28, jakoś daleko nie mamy a prawie puste drogi ułatwiły nam podróż. W rejestracji przywitała nas młoda brunetka i kazała czekać pod gabinetem, wspomniała, że jest lekkie opóźnienie, więc Niall wejdzie dopiero ok.8.40. Teraz się będzie stresował chłopak.
- A Ty co taki radosny tak siedzisz?- aż się zdziwiłam, bo naprawdę oczekiwałam, ze będzie obgryzał paznokcie, a ten siedzi spokojnie.
- Zjadłem dobre śniadanko a w dodatku jesteś tu ze mną. Nie denerwuje się, bo wiem, że w razie czego zainterweniujesz- zaśmiał się.
-Wiesz, że na mnie możesz liczyć- chwyciłam go za dłoń, a on powoli splótł nasze palce- Niall..
- Chciałbym żebyś kiedyś była ze mną..- powiedział cicho.
- Przepraszam Niall, ale wiesz, że to niemożliwe..
- Ale gdyby nie Harry to miałbym szanse, prawda?
- Nie wiem- ja naprawdę kocham go, ale jak brata, nie chce, żeby był smutny z mojego powodu.
- Przepraszam- zwiesił smutny głowę i puścił moją dłoń.
- Ej, słoneczko Ty moje- uśmiechnął się lekko- Już lepiej. Pamiętaj, że gdzieś tam jest dla Ciebie dziewczyna. A kto wie, może szczęście się już niedługo uśmiechnie do Ciebie.
- Chciałbym, żeby to było prawdą. Ale nawet nie wiesz, jak bardzo mi się podobasz..
- Dam się zaprosić na jedną randkę- i po co to idiotko powiedziałaś.. ale czego się nie robi dla przyjaciół.
- Naprawdę?- uwielbiam jego oczy, tak cudownie się śmieją, lubię go uszczęśliwiać, dlatego to robię.
- Tak- ponownie splotłam nasze dłonie- Ale to będzie taka przyjacielska randka okey?
- Pewnie- ucałował mój policzek i mocno uścisnął moją dłoń- Już się cieszę, musimy obgadać gdzie idziemy i kiedy.
- Niall Horan –usłyszeliśmy głos pielęgniarki.
- Dobra, ale potem, teraz chodź-pociągnęłam go i weszliśmy do gabinetu, nawet tam mieliśmy złączone dłonie, bo Niall z nerwów nie mógł mnie puścić.

- Panie Horan, jak wyniki?- zapytał na wejściu i sprezentował firmowy uśmiech.ugh.
- Szczerze, to nie jestem jakoś szczególnie zadowolony- powiedział trochę spięty.
- Mogę?
- Proszę- Niall podał mu kopertę, chwilę ją studiował i poprawił się na krześle.
- Cóż.. –odkaszlnął- Nie chcę pana łudzić, ale trzeba wykonać operację. Pana stan póki co nie jest zły, powiedziałbym, że jest dobry.
- Dobry?- prychnął- Przecież to guz mózgu. Jak mój stan może być dobry?
- Proszę pana- poruszył się na fotelu, było mu głupio – Chodziło mi o to, że jak na taką chorobę to trzyma się pan nieźle. Musimy ustalić termin operacji, a do tego czasu będzie pan brał leki, które łagodzą objawy choroby.
- Jeśli mógłby pan znaleźć najszybszy termin, bylibyśmy wdzięczni- zabrałam wreszcie głos- Niall niedługo rusza w trasę, nie chcemy, żeby doszło do nieszczęścia.
- Oczywiście. Na chwilę państwa zostawiam, muszę sprawdzić terminarz.

- Niall, spokojnie, nie denerwuj się, będzie dobrze.
- Wiem- uśmiechnął się lekko- Ale chciałbym mieć to za sobą. Bóg wie, ile będę teraz musiał czekać.
- Zrobię, co w mojej mocy, żeby jeszcze w lipcu doszło do tej operacji.
- Dziękuję- mocniej ścisnął moją dłoń- Powiedziałem chłopakom.
- A ja rozmawiałam o Tobie z panem Magee- przyznałam.
- Dobrze, że wszyscy wiedzą. Szkoda, że Will jeszcze nie wie – westchnął głęboko i zjechał z oparcia krzesła.
- Hej, spokojnie, dowie się i Cie wesprze. A jak nie to go skopię.
- Na Ciebie zawsze można liczyć.
- Zawsze i wszędzie – naszą rozmowę przerwał doktorek wchodzący do gabinetu.
- Dobra wiadomość- oznajmił siadając- Mamy termin na początek sierpnia. Trzeciego konkretnie.
- Nie da się wcześniej?- zapytałam.
- Niestety.
- Niall- szepnęłam- Dam radę załatwić wcześniej.
- Nie musisz, po Gali będzie dobrze- uśmiechnął się pocieszająco- Taki termin mi odpowiada.
- To już pana zapisuję a tutaj jest recepta - podał mu zapisaną kartkę- Każdą tabletkę raz dziennie.
- Dziękujemy- powiedziałam za nas dwoje i wstałam pociągając tym samym blondyna- Do widzenia.
- Do widzenia- on także się pożegnał z doktorkiem i szybko ulotniliśmy się ze szpitala.
                                                                                                                                                                      

CZYTASZ = KOMENTUJESZ :)

30 kwietnia 2014

35.


*** Niall ***

-Mam gruczolak przysadki mózgowej.
- Ale.. jak? – chłopaki mieli zdezorientowane miny i widać po nich, że się boją. Ale ja też się boję.
- Nie wiem, uwierz mi nie wiem..
- To niegroźne prawda?- widziałem, że Harry się boi o mnie, kocham gościa.
- Mam nadzieję, że nie.
- Musimy się o tym więcej dowiedzieć- zaczął Zayn- Jedziemy w poniedziałek do tego lekarza i on nam pomoże.
- Jadę tam, ale z Sylvią. Załatwiła mi tę wizytę i pojadę tam, ale tylko z nią. Nie chcę was martwić i obciążać dodatkowo, a musimy przecież wszystko przygotować na Galę.
- Niall, ale my Cie wesprzemy.
- Wiem, Liam, ale nie chcę zawieść fanów.
- Stary, będzie dobrze- Hazz objął mnie ramieniem- Ale lepiej zadzwoń do Sylvii i jej wszystko opowiedz.
- Tak zrobię. Właściwie to pojadę do niej. Dochodzi już 14, na pewno jest w domu.
- Pozdrów ja, a my lecimy do biura, bo Paul dzwonił jakiś czas temu i kazał nam wpaść.
- Jasne. To na razie.

 * * * Sylvia * * *

- I jak się panom podoba mój pomysł?
- Jak dla mnie jest świetny, od poniedziałku zaczniemy próby i musimy się wyrobić do piątku, bo w sobotę będą wszystkie występy próbne każdego artysty, Gala ma być perfekcyjna.
- Ja już zadbałem o chłopaków, Paul zajmuje się ich przygotowaniami, więc na pewno będą gotowi.
- Obiecuję państwa nie zawieść. Tylko mam prośbę.
- Wszystko, o co poprosisz- z maślanymi oczami Patrick się we mnie wpatrywał.
- Nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział, co zaśpiewam i jak to będzie wyglądało. Chce, żeby to było jedną wielką tajemnicą aż do momentu otwarcia.
- Lubisz wielkie wejścia, co?- zaśmiał się pan Magee.
- Tak, zdecydowanie- no przecież głupia nie jestem, musze chronić chłopaków i jak media będą o mnie trąbić to mafia łatwo namierzy mnie i zlikwiduje, żeby dobrać się do chłopaków.
- To wszystko na dzisiaj, tak?- zapytałam z uśmiechem i rozprostowałam zmęczone kości.
- Jasne – ze śmiechem odparł Patrick- Jest już 14, nie będę Cie dłużej męczył w sobotę.
- Dziękuję. Do zobaczenia- pożegnałam się i ruszyłam w kierunku windy. Jednogłośnie uważam to spotkanie za udane. Wszystko będzie po mojemu i nikt mi tego nie zniszczy swoją koncepcją. Muszę tylko dobrać tancerzy i chórek no i znaleźć band. W poniedziałek ustalę, kto będzie razem ze mną otwierał galę, mój skład musi być najlepszy. Wyszłam szybko w budynku wcześniej żegnając się z recepcjonistką. Pogoda dzisiaj jest wyjątkowo ładna. Szkoda, że nie mam okularów przeciwsłonecznych. Z gracją wsiadłam do samochodu , odpaliłam go poczym wyjechałam w parkingu i ruszyłam do domu. Jestem głodna, oby Zo zrobiła dzisiaj coś dobrego na obiad.
Po drodze zastanawiałam się na wszystkim, co się teraz dzieje.
Zegar w samochodzie wskazywał 14.18 gdy wjeżdżałam na podjazd domu. Zgasiłam silnik, wysiadła z auta i ruszyłam do drzwi frontowych, gdy tylko przekroczyłam próg domu usłyszałam śmiechy dochodzące z jadalni. Niall?
- Cześć- przywitałam wszystkich- Smacznego.
-Dzięki córuś- przywitał mnie tata.
- Cześć, już przynoszę Ci obiad- Zo z uśmiechem ruszyła do kuchni a ja usiadłam koło Nialla.
- Cześć piękna- z uśmiechem dał mi buziaka w policzek i powrócił szybko do jedzenia.
- Jak w pracy tato?- zapytałam czekając na obiad.
- Dobrze, być może dostanę podwyżkę.
- To świetnie.
- A jak było na spotkaniu?
- Fłafnie (*właśnie)- powiedział blondyn z pełną buzią.
- Całkiem nieźle. Od poniedziałku zaczynają się próby, muszę wybrać tancerzy i zająć się wszystkim.
- Nie mają od tego ludzi?
- Mają, ale chcę wszystko zrobić sama- odparłam z uśmiechem.
- Moja samodzielna córeczka- wiem, że jest dumny, zawsze był, szkoda, że nie wie o mojej drugiej stronie..
- Proszę, smacznego- Zo postawiła przede mną talerz z devolay’em, frytkami i sałatką.
- Dzięki Zo, świetnie to wygląda.
- A jakie pyszne- powiedział Niall kończąc frytki.
- Cieszę się, że Ci smakuje słonko- powiedziała do niego i zabrała się za kończenie swojego obiadu.
-A tak właściwie, gdzie reszta?- zapytałam ze zdziwieniem.
- Musieli pojechać do Paula. Trzeba obgadać nasz występ. No właśnie. Dzięki za załatwienie nam tego- uśmiechnął się do mnie promiennie.
- Dla was wszystko Niall- odwzajemniłam uśmiech- Musiałam wam to załatwić, bo najpierw wam to odebrałam.
- A jak ze szkołą?- wtrącił się tata- Kiedy masz przyjść do nich na przesłuchanie?
- W sierpniu, chyba 17.
- Na pewno przejdziesz drugi etap rekrutacji.
- Mam taką nadzieję.
- Dziękuję, było przepyszne- Niall wstał i poszedł odłożyć talerz a ja w tym czasie zjadłam devolay’a i sałatkę zostawiając frytki.
- Ja dokończę u siebie, potem przyniosę talerz.
- Dobrze –odpowiedź od Zo mnie zadowoliła, więc wstałam i zabrałam, co miałam.
- Idziesz Niall?- zapytałam ze śmiechem, a on się zaśmiał, bo zrozumiał swoją głupotę.
- Już już- dogonił mnie- Co u Ciebie?
- Jest dobrze. A jak u Ciebie? Wnioskuję, że nie jest zbyt kolorowo, skoro przyszedłeś i masz smutne oczy.
- Jak Ty szybko potrafisz człowieka rozgryźć..
- Opowiesz mi wszystko w pokoju.
Przeszliśmy hol i schodami w wolnym tempie dotarliśmy na górę i już po minucie byliśmy u mnie w pokoju. Niall usiadł na MOIM fotelu, więc ja usiadłam po turecku na łóżku. Zapadła między nami cisza, widziałam skupienie na jego twarzy, coś jest nie tak. Pytanie, co się stało zawisło w powietrzu.
- Mam gruczolak przysadki mózgowej.
- Co?- aż znieruchomiałam, gdy to usłyszałam.
- Jestem chory.
- Ale to nie śmiertelna choroba, prawda?
- Nie wiem- blondyn opuścił głowę.
- No chodź tu do mnie- rozpostarłam szeroko ramiona i Niall szybko znalazł obok i mocno we mnie wtulił.
- Słuchaj, wszystko będzie dobrze. Musi być. W poniedziałek na 8.30 mamy wizytę u lekarza, tam się dowiemy, co trzeba zrobić. Kochanie, nie płacz- masowałam go delikatnie po plecach, nie wiem jak mogę mu pomóc.
- Niall, chcesz coś do picia?- pokręcił głową na ‘nie’- A do jedzenia?- tu odpowiedź była ‘tak’, zaśmiałam się cicho a Niall wtulił we mnie jeszcze bardziej- To puść mnie na chwilę a ja skocze po lody.
- A jakie masz?- pociągnął nosem.
- Czekoladowe i truskawkowe.
- Przynieś oba pudełka- zaśmiał się cicho.
- Jasne, a Ty się połóż. Jak przyjdę to pogadamy a potem obejrzymy film. Co Ty na to?
- Dzięki- uśmiechnął się lekko i na czworaka doszedł na górę łóżka poczym przykrył się kołdrą. Opuściłam pokój i zeszłam na dół do kuchni. Zastałam tam Zo.
- Zrobiłabyś nam dwa kubki kakao?- poprosiłam grzecznie.
- Już się robi- z uśmiechem wstawiła wodę i wyjęła z szafki kubki i kakao.
- Zostały lody?- z głową w zamrażalniku szukałam pudełek.
- Tak, z tyłu są.
- Dzięki- wyjęłam pudełka i zabrałam się za szukanie łyżeczek. Ale mi zimno w ręce!
- Proszę, kakao.
- Szybko- zaśmiałam się- Chyba wcześniej zagotowałaś wodę.
- Tata chciał kawę, wiesz jak lubi wypić ją przed drzemką.
- No tak, tradycja.
- Chcecie coś jeszcze?- zapytała z uśmiechem.
- Nie dzięki, to na razie nam wystarczy.

Zabrałam się jakoś z tym wszystkim i powoli szłam stopień po stopniu, żeby tylko nie wylać napojów, dobrze, że wzięłam tacę. Po długim czasie dotarłam wreszcie na górę i nadal wolnym krokiem ruszyłam do pokoju. Nogą zapukałam w drzwi i po sekundzie zostały otwarte.
- Mogłaś krzyczeć, pomógłbym Ci- odebrał ode mnie kakao.
- No przestań, sama sobie daję radę.
- Widzę, ale jestem facetem, od czegoś jestem.
- No dobrze, to następnym razem Cie zawołam- klepnęłam go w tyłek i poszłam wybierać jakiś film.
- Komedia na dzisiaj to
Lovestruck
, oglądałeś?
- Nie- wskoczył do łóżka i zrobił na nim bałagan.
- Tylko nie ubrudź mi łóżka tymi lodami- skarciłam go.
- Postaram się się- ten się tylko zaśmiał i zabrał za jedzenie truskawkowego sorbetu.
- Masz przy sobie te wyniki?- musiałam w końcu poruszyć ten temat.
- Tak, w kopercie w kurtce.
- Później je zobaczę. Dobra to oglądamy, co?
- Pewnie, włączaj!- krzyknął radośnie, więc kliknęłam ‘play’ i nasz seans się rozpoczął. Niall objął mnie ramieniem, więc wtuliłam się w niego i tak zabrałam się za oglądanie filmu.

*** MI6, godzina 17.00 ***

- Szefie, kolejna koperta.
- Cholera!- mężczyzna krzyknął i uderzył pięścią w stół- To idzie za szybko, oni mogą uderzyć w każdej chwili.
- Wiem, szefie, ale póki co nic nie mamy.
- Nawet odcisków?
- Nic.
- Musimy przesłuchać Marie Jenett, w tej chwil tylko ją mamy.
- Tym musi się zająć policja, my się nie możemy wychylać.
- Tak Z, masz racje- podrapał się po brodzie- McCall ma coś może?
- Nie odzywa się od czwartku, nie było go też w bazie.
- Może on z nimi współpracuje..- zastanawiał się na głos.
- Nie wiem szefie, facet nam sporo powiedział.
- Masz racje, ja po prostu boję się tej sytuacji.
- Coś na nich znajdziemy szefie, na razie musimy skupić się na tym, czemu dostaliśmy drugą wiadomość. Ale jednego nie rozumiem w ich działaniu.
- Czego?
- Gramy z nimi w wisielca, tak?- mężczyzna mu przytaknął- Dlaczego nie mamy szansy podać hasła?
- Bo może my je znamy –zastanawiał się na głos- Z, to jest jakaś wskazówka. My znamy hasło, a oni wiedzą, że byśmy szybko ich powstrzymali. Musimy mieć na uwadze, że wiemy iż chodzi im o ten zespół.
- Sylvia sobie świetnie radzi, a i tak ich ochrona jest dobra, więc nie ma się o co martwić. Szykujmy się lepiej na Gale.


                                                                                                                                                                      


CZYTASZ = KOMENTUJESZ :)