31 sierpnia 2014

10. MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ BLOGA

Cześć ludzie! :)

Jak głosi tytuł bloga, dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Bloga i dodatkowo to już dziesięciolecie! :)

Tradycją tego dnia jest opublikowanie na swoim blogu 5 swoich ulubionych blogów. W ten sposób blo
ger może wypormować danego bloga a także pokazać, jak docenia talent danego blogera ;)

Nie zastanawiałam się długo nad wyborem swoich ulubionych blogów, nie czytam ich zbyt dużo, około 15, więc wybór był prosty :)

                                                                                                                   

'Zakład' by +Katy S. <3  #ZaynMalik

'Cień' by +Paula Patricia <3  #AshtonIrwin

'Dziewczyna w lustrze' cz.1  ('Invincible' cz.2) by @ohmyharrex - Nat <3 #NiallHoran

'It's just a bad day. Not a bad life' by +Bumblebee. - Justyna <3 #OneDirection/ZaynMalik

'Fearless' by +Edyta Horan <3    #NiallHoran

                                                                                                                    

Mam nadzieję, że wszyscy mieliście udane wakacje :)
Ja mam jeszcze miesiąc, no bo wiecie - studia :D Także ja idę dalej korzystać z wakacji a wam, moi drodzy, życzę owocnej nauki, żebyście łatwo zdobywali pozytywne oceny, by ten rok szkolny pozytywnie was zaskoczył, żebyście rozwijali swoje pasje w miarę możliwości. I mam nadzieję, że będziecie czytać to, co być może napiszę no i że doczytacie tego bloga do końca ;)
Kocham was !

Syl xx

ROZDZIAŁ 53 <3


29 sierpnia 2014

53.

*** Harry * 22 sierpień 2013 ***

Ból głowy to jedyne, co teraz odczuwam. No i kac. Masakra. Cały wczorajszy dzień był jednym wielkim afterparty. Mnóstwo ludzi, znajomi, rodzina, i chyba całe miasto. Mieliśmy wynajęty jakiś duży klub w centrum. Nick i ja trochę zaszaleliśmy i nas poniosło. Dlatego teraz nie mam pojęcia, gdzie jestem. Wiem tyle, że leżę w łóżku. Podniosłem się do pozycji siedzącej zbyt szybko, miałem aż mroczki przed oczami. Uspokoiłam się, rozejrzałem trochę po pomieszczeniu, ale nadal nic. Kurwa Nick!
Wstałem, żeby rozeznać się w terenie, a gdy dotarłem do prawdopodobnie salonu przywitał mnie śmiech. Eee? Wszyscy w pomieszczeniu spoglądali na mnie i zwyczajnie się ze mnie śmiali, ale dlaczego?
- Co jest takie zabawne?- zapytałem z lekko chrypą.
- Bo wyglądasz jak trup, stary- powiedział ze śmiechem Zayn.
- Ha ha, bardzo śmieszne- podszedłem bliżej- Macie wodę?
- Trzymaj- Niall podał mi dwie pół litrowe butelki z wodą niegazowaną.
- Długo balowaliśmy wczoraj?
- Ty na pewno- wszyscy się zaśmiali, Nick kontynuował po Louisie
- My zmyliśmy się przed pierwszą rano, to jest jakieś 8 godzin temu. A oni- wskazał na czwórkę moich przyjaciół- Oni zwinęli się przed 21.
- Ja nic nie pamiętam- chwyciłem się za głowę- Zrobiłem coś głupiego?
- Pieprzyłeś jakąś laskę.
- Nick!- wrzasnął Liam i Zayn.
- Nic nie zrobiłeś – ponownie Nick zabrał głos- Ale majaczyłeś, ciągle gadałeś coś o jakiejś księżniczce czy coś- podrapał się po brodzie- Chyba przesadziłeś z alkoholem.
- Mówił o Sylvii – powiedział Niall piorunując wzrokiem mojego kumpla.
- Nie ważne- machnął ręką i ruszył w stronę drzwi- Ja spadam. Miło było.
- na razie- chórem odpowiedzieliśmy.
- Zbieramy się do szpitala, jedziesz z nami?- zapytał mnie Li, gdy tylko Nick zniknął.
- W takim stanie go nie wpuszczą- odezwał się Zayn i brawa dla niego.
- Właśnie- poparłem go.
- Dobra, to Ty tu zostań- zaoponował Louis- A my jedziemy.
- Mam tu sam siedzieć?
- Może szybciej wytrzeźwiejesz- skarcił mnie wzrokiem Liam i wyszli. Kurwa, sam, zawsze sam, zero wsparcia, gdy tego potrzebuję. Ale Sylvia też go potrzebuje..

Wstałem z sofy i ruszyłem do łazienki, muszę się ogarnąć. Gdy tylko skończyłem poczułem się lepiej. Czystszy i bardziej trzeźwy. Jest prawie 11 a odwiedziny kończą się o 20. Muszę w godzinę maksymalnie doprowadzić się do normalnego stanu. Wpisałem w googlach ‘szybkie sposoby na pozbycie się kaca’ wyskoczyło mi ponad miliard stron. Nieźle. Kliknąłem na pierwszy lepszy odnośnik i wyświetliła mi się jakaś dziwna strona. Szukałem informacji, które mi pomogą, ale wszystko to już zrobiłem, a nadal czułem się jak wrak człowieka. Po kilkunastu minutach znalazłem niesamowitą stronę, dzięki której na pewno wrócę do formy. Zrobiłem to, co było tam napisane, dokładnie. Wypiłem tę dziwną mieszankę, o mało co jej nie zwróciłem, ale dałem radę. Odczekałem zgodnie z instrukcją pół godziny i to jest zaskakujące, ale podziałało. Internet to skarbnica wiedzy.
Postanowiłem się przebrać wreszcie, a nie tak w ręczniku latać. Z szafy wyciągnąłem nowy biały t-shirt i poszukałem jeszcze jakiejś koszulki w kratę. Do tego założyłem jeansy i białe Vansy. W lustrze sprawdziłem jak wyglądam, no może być. Spryskałem się jeszcze perfumami i wyszedłem z pokoju. Tam zastałem dwóch ochroniarzy, którzy dokładnie wiedzą, co mają robić. Windą zjechaliśmy na dół aż na parking podziemny i stamtąd wyjechaliśmy czarnym Range Roverem wprost w tłum fanów. Że tym ludziom się tak nie nudzi.. Kocham naszych fanów, ale czasem po prostu przechodzą pewne granice i ich życie czasem jest zagrożone. Jak teraz, gdy mogą zostać potrąceni, ale i tak tu stoją.
Wyjechaliśmy na dość tłoczną ulicę i mknęliśmy wprost do szpitala. Księżniczko, nadchodzę.

*** Sylvia ***

0budził mnie hałas przy drzwiach. Lekko zaspana spojrzałam na drzwi, w których utknęli Zayn, Niall, Louis i Liam. Momentalnie się wybudziłam i zaniosłam bardzo głośnym śmiechem. Chłopcy także zaczęli się śmiać i jakoś udało im się wkońcu do mnie przepchnąć. Pierwszy dopadł mnie Niall i dosłownie rzucił na łóżko. Trochę bolało, ale dla nich warto cierpieć.
- Jak Ty wyglądasz- odezwał się, gdy mnie puścił.
- Wybacz, nie zdążyłam się umalować- zaśmiałam się, a Liam walnął Niallera w głowę, wszyscy cicho chichotali.
- A właśnie! Mamy coś dla Ciebie!- wrzasnął po chwili Zayn i wyszedł na korytarz by po chwili wjechać z wózkiem pełnym balonów, kwiatów, owoców i słodyczy.
- Chłopaki!- powiedziałam wzruszona ich zachowaniem – Nie musieliście.
- Owszem musieliśmy- opowiedział mi Liam- Należy Ci się coś od życia. Gdyby nie my byłabyś zdrowa i bezpieczna.
- Liam, to nie wasza wina. Sama się w to zaangażowałam- posłałam mu serdeczny uśmiech- Poza tym, czuję się świetnie.
- JASNE- powiedział zgryźliwie Louis, po czym przysunął sobie krzesełko bliżej mojego łóżka- Mamy jeszcze radio i płyty dla Ciebie. Pewnie tu nudno.
- Jest jeszcze telewizor- wskazałam na małe pudełko- Ale dzięki, wolę wasze głosy. A propo głosów, gdzie Harry?
- On jest zajęty – powiedział wymijająco Niall. No tak, pewnie spotyka się z tą dziewczyną.
- Wszystko okey?- zapytał troskliwie braciszek.
- Tak, pewnie- pokręciłam lekko głową by za chwilę się uśmiechnąć.
- Możemy u Ciebie spędzić cały dzień?- powiedział radośnie Niall- Nie mamy dzisiaj wywiadów ani nic.
- A już myślałam, że właśnie wychodzicie- powiedziałam zgryźliwie, po czym wybuchnęłam głośnym śmiechem. Niestety pożałowałam tego, bo moje żebra są w opłakanym stanie i wszystko mnie teraz boli, zaczęłam kaszleć.
- Dobrze się czujesz?- Liam podszedł bliżej mnie- Zawołać lekarza?
- Zgłupiałeś?- Lou się zaśmiał- Czuję się świetnie, jak 2 minuty temu, tylko żebra mnie bolą.
- Wiesz- zagadnął mnie Zayn- Nieźle się trzymasz jak na osobę, którą torturowali przed tydzień.
- Zayn!
- Ale taka prawda!- podniósł ręce w geście obronnym.
- Spokojnie Niall, on ma rację- odetchnęłam- To dziwne, ale ja naprawdę dobrze się czuję. Mam po prostu jakiegoś farta.
- Że żyjesz- wymsknęło się Louisowi, zrobił się czerwony- Ja..przepraszam.
- Spokojnie, ja to wiem- uśmiechnęłam się pocieszająco- Ale mam dla kogo żyć, więc byłam silna.
- Kochamy Cię wiesz?
- Wiem Zayn, wiem- podniosłam się powoli do pozycji siedzącej- Dajcie mi jakiegoś owocka, jestem głodna.
Wszyscy się zaśmiali, ale zaraz podano mi obrane kiwi i banana. Chłopcy także się poczęstowali, no bo sorry, ale kto zje cały wózek słodkości?!
Pogoda za oknem była na tyle ładna, że postanowiłam otworzyć te trzy wielkie okna, które tu są. No dobra, Louis to zrobił, bo ja chwilowo sama nie mam tyle siły.
Usłyszałam świergotanie ptaków, szum z ulicy także był słyszalny, ktoś  nawet się kłócił. Odetchnęłam głęboko londyńskim powietrzem i od razu zrobiło mi się lepiej. Moje płuca potrzebują czegoś poza tym dziwnym szpitalnym zapachem. Jest po 10, słońce świeci mocno, ale nie wdziera się do mojej sali i jest całkiem przyjemnie.
Chłopcy zebrali krzesła stojące w pokoiku i usiedli wygodnie, by móc ze mną rozmawiać. Opowiadali, jacy byli przerażeni, każdy starał się ukryć smutek w oczach. Ale ja go dostrzegłam. Nie wierzę, że nie dostrzegli tego u mnie.
Okey, będąc szczerą, wiem, że miałam naprawdę duże szczęście iż przeżyłam te tortury. I operacje. Boję się, bo gdy śpię dręczą mnie koszmary, ale nikomu nic nie mówię, tak jest lepiej.
Powoli oswajam się z dotykiem, gdy chłopcy przybijają mi piątki czy mnie masują po ramionach. Wzdrygam się, ale oni nic nie widzą. I dobrze.
Poza tym czuję się coraz lepiej, moje stawy się regenerują i wraca mi dawna sprawność. Dobra, dzieje się to powoli, ale jednak.
Chłopcy z radością w głosie opowiadali mi jak przebiegła wczorajsza premiera. Każdy z nich miał inne zdanie w każdej kwestii, co niezwykle mnie bawiło.
- A Ty z czego się śmiejesz?- Lou zwężył oczy i palcem wskazującym wycelował we mnie.
- Ja? Z niczego – uśmiechnęłam się uroczo.
- Mi się wydaje – podrapał się po brodzie- Że jednak z czegoś.
- Właśnie- Niall przyłączył się do Armii Louisa- Przyznaj się Panno Śmieszko.
- Ale kiedy naprawdę z niczego – zaczęłam chichotać.
- Ze mnie co?- tak, teraz wybuchłam głośnym śmiechem, bo Zayn wsadził sobie dwie kulki winogrona do nosa.
- Tak, z Ciebie pajacu.
- Jaka wredna. Czyli już jest zdrowa.
- Jestem zdrowa- w tym momencie się skrzywiłam, bo poczułam, że tracę czucie w nodze.
- Co jest?- wszyscy powiedzieli w tym samym czasie.
- Nic- próbowałam wysilić się na uśmiech, ale tylko się pogrążyłam.
- Pójdę po lekrza.
- Niall, nawet się nie waż!
- Sylvia, no!
- Niall- powiedziałam surowym stanowczym tonem.
- Sylvia- odpowiedział tak samo.
- Siadaj- usiadł- Grzeczny chłopiec.
- Czemu nie chcesz lekarza?
- Bo ciągle mnie czymś szprycują, zabierają, kłują i mam tego dość. Chcę spokoju.
- Ale w razie co, mów a my zawołamy kogoś, okey?
- Tak, Zayn, okey.
Zapadła cisza, ale przyjemna cisza, jednak dało się wyczuć tę dziwną energię pływającą wokół nas. Cholera, oni się martwią a to zupełnie nie potrzebne. Postanowiłam spróbować się podnieść bez asekuracji kilku osób i bez słowa oparłam ręce na materacu a następnie wszystkimi siłami dźwignęłam się mocno i przysunęłam mój obolały tyłek wyżej. Kurwa!
Coś strzeliło mi w kręgosłupie, ale hej! Jak cię coś boli to znaczy, że żyjesz. Nie pisnęłam, ani nic nie powiedziałam, bo nie chcę przerazić chłopaków , którzy i tak patrzą na mnie zaskoczeni.
- No co?- zmarszczyłam brwi.
- Hola, kobieto!- wrzasnął Lou- Zaraz wstaniesz i zaczniesz kuźwa ćwiczyć tekwondo.
- Nie mam aż tyle siły póki co.
- W ogóle nie masz siły, zacznijmy od tego.
- Liam – westchnęłam- Ja naprawdę czuję się coraz lepiej.
- Coś ciężko mi uwierzyć- spoglądał na mnie nie ufnie.
- Liam no.
- Dobrze, odpuszczam, ale jak zaczniesz się nadwyrężać, to się skrzywdzisz.
- Braciszku, ja zawsze dbam o swoje dobro.
- Tak? Czyżby?- wściekł się- A kto kurwa dał się torturować? Ty! Kto nie chciał, żeby go uwolnili? Ty! Kurwa Sylvia, czy Ty siebie słyszysz?!- wstał, a ja w tym momencie nie widzę w nim mojego brata- Prawie umarłaś! Na moich oczach się wykrwawiałaś! Widziałem Cię, jak ulatywało z Ciebie życie, a Ty śmiesz mówić mi, że zawsze o siebie dbasz?! Sylvia do cholery, tak się nie ryzykuje! Nie zniósłbym, gdybyś umarła, a Ty miałaś tego świadomość, jaka nas wszystkich czeka strata jeśli zginiesz!
- Liam! Wyjdź natychmiast!- Zayn chwycił go za bluzę i dosłownie wypchnął za drzwi. Ja byłam wciąż w szoku i cały czas miałam otwartą buzię. Czułam, że oczy mnie szczypią, ale ani jedna łza nie wydostała się na zewnątrz. Chłopcy z niepokojem spoglądali na mnie, ukazałam im spokojny uśmiech jednak to ich nie przekonało. Usiedli obok i chwycili za ręce. Odetchnęłam a wtedy pojedyncza łza spłynęła powoli po moim prawym policzku.
- Sylvia, proszę nie płacz- Niall potarł kciukiem moją dłoń- On nie chciał tego wszystkiego powiedzieć.
- Chciał, ale.. on ma rację chłopaki- z niedowierzaniem spoglądali na mnie- Wiem, jak wyglądała sytuacja, wiem, że mogłam postąpić inaczej, ale robiłam to, co kazał mi instynkt, a ten nigdy nie zawodzi. Cierpię, ale uwierzcie, że było warto. Jesteście bezpieczni a to jest dla mnie najważniejsze. Ja tu się nie liczę, bo szybko przeminę, wiem to, ale wy- urwałam- Wy nie możecie przeminąć, musicie dalej dążyć ku wyznaczonemu celowi. Jeśli mam umrzeć to tylko w dobrej sprawie, za coś wyższego a wy jesteście tego warci.
- My też byśmy za Ciebie zginęli- powiedział Zayn i ocierał właśnie twarz końcem koszulki- Cholera, Harry nawet wszedł do magazynu mimo ostrzeżeń. Uwierz mi, my wszyscy bardziej niż cokolwiek pragniemy abyś była bezpieczna. I dopilnujemy, aby każdy kto Cie skrzywdził dostał za swoje.
- Dokładnie- Lou położył dłoń na ramieniu przyjaciela- Jesteśmy jak muszkieterowie, jeden za wszystkich i wszyscy za jednego. Ty uświadomiłaś nam, jak ważne jest by się wspierać. Nigdy nie będziemy w stanie wynagrodzić Ci Twojego poświęcenia. Możemy dziękować Ci co chwilę, ale to wszystko to po prostu było dla Ciebie za wiele, dla nas również a my nigdy się nie odpłacimy. Jak zabijemy tych szmaciarzy to spłacimy jedynie połowę długu.
- Chłopcy- kolejna łza spłynęła po moim policzku- Cierpiałam, ale naprawdę było warto. Zrobiłabym to po raz kolejny i nie żałuję żadnej mojej decyzji. Kocham was i jestem w stanie poświęcić dosłownie wszystko, żebyście tylko byli bezpieczni. Nie jesteście mi nic winni. Naprawdę.
- Sylvia..
- Chłopcy no, przez was płaczę- lekko się zaśmiałam.
- To dobre łzy, na rozładowanie napięcia- szepnął Niall.
- Wiem- mocniej chwyciłam jego dłoń- Dziękuję, że tu jesteście.

*** Harry ***

Korek dzisiaj jest wnerwiający. Co kilka sekund samochód stawał i przez to opóźniał moje przybycie do szpitala. Nerwowo przeczesałem włosy, poprawiłem się na miejscu i wychyliłem głowę przez okno. Nie widzę nawet świateł!
Dzisiaj pogoda dopisuje i dlatego jest mi strasznie gorąco pomimo iż siedzę w cienkich spodniach i białej bokserce. Klimatyzacja jest prawie bezsilna z dzisiejszą temperaturą, która zlewa się z temperaturą panującą w aucie. Wszystkie okna są otwarte, a ja umieram. Pot leje się ze mnie strumieniami. I na cholerę mi te wszystkie dezodoranty zapewniające mi komfort?!
Ruszyliśmy po dobrych 5 minutach i nareszcie mieliśmy jednostajne tempo. Był jakiś wypadek czy coś i musieli zmienić zasady na rondzie. Cholera, same wypadki wokół mnie.
Do szpitala jest jakieś 30 minut drogi, teraz zostało jakieś 15. Spiąłem się na myśl, że zaraz zobaczę Sylvię i nawet nie wiem, czemu!
Przez całą drogę myślałem, co jej powiem. Nie mam żadnego pomysłu. Nic kompletnie nie przychodzi mi do głowy poza zwykłym dziękuję.
Debil ze mnie!
Nim się obejrzałem byłem już pod budynkiem szpitala. Westchnąłem i powoli wysiadłem z czarnego Audi R8. Założyłem okulary przeciwsłoneczne na głowę i ruszyłem pewnym krokiem do drzwi wejściowych. Przywitałem portiera siedzącego przy drzwiach i skierowałem się do windy. Kliknąłem przycisk i za chwilę drzwi windy się zasunęły by następnie pomieszczenie pomknęło ku górze i sprawnie przetransportowało mnie do góry. Cholera, nie mam nawet zwykłych kwiatów! Mocno pacnąłem się w czoło a drzwi właśnie się otworzyły. Niepewnie wyszedłem z windy i skierowałem swe kroki w stronę pokoju Sylvii. Gdy doszedłem do jej pokoju chwyciłem lekko klamkę. Ostatni głęboki oddech i wchodzę. Słyszę głośne śmiechy, widzę pełno balonów, kwiatów i różnych dupereli. Chłopcy się postarali. Nie zauważyli mnie, więc cicho podszedłem do grupki, wychyliłem głowę zza Niall’a i wyszczerzyłem się.
- Cześć- Sylvia spojrzała na mnie z jakimś dziwnym błyskiem w oku- Co u Ciebie?
- Wporządku, dzięki- odparła i posłała uśmiech, sztuczny uśmiech.
- Stało się coś?
- Nie, dlaczego pytasz?
- Bo jestem chłodna w stosunku do mnie.
- Wydaje Ci się- odparła najbardziej spokojnym głosem na świecie.
- To może my zostawimy was samych- Louis jako jedyny wiedział, kiedy się ulotnić. Wypchnął chłopaków za drzwi a po chwili sam także za nimi zniknął.
- Co się dzieje?- zapytałem po chwili ciszy, odwróciła głowę w stronę okna.
- Nic- wzruszyła ramionami.
- Sylvia- usiadłem na krzesełku- Szczerość to podstawa związku.
- Jakiego związku?- z niedowierzaniem w oczach spoglądała na mnie. Teraz już sam nie wiem, co powiedzieć.
- No..naszego. Chyba..tak sądzę..jesteśmy parą, prawda?
- My tylko udawaliśmy- stwierdziła a wtedy coś zakłuło mnie w sercu.
- Udawaliśmy?
- Skąd tyle goryczy, Harry? No przecież taka była umowa, w ten sposób mieliśmy was ochronić. I udało się- lodowate spojrzenie przewiercało mnie na wylot. Przełknąłem gulę w gardle.
-Tak, wiem- przeczesałem dłonią włosy- Ale ja się zaangażowałem.
- Harry..
- Czyli nic do mnie nie czujesz?- z bólem spojrzałem jej ponownie w oczy.
-Harry ja..
- Rozumiem..- wstawałem z krzesła, gdy jej drobna dłoń chwyciła mój nadgarstek.
- Nic nie rozumiesz- ze słabym uśmiechem pokręciła głową.
- To wyjaśnij- usiadłem z powrotem i chwyciłem jej dłoń, zacząłem bawić się jej palcami. Zapanowała dziwna cisza. Zmarszczki na jej czole raz się pojawiały a raz znikały, jakby walczyła sama ze sobą. Wreszcie się odezwała.
- Kiedy Cie poznałam miałam Cie za totalnego pajaca- zaśmiała się.
- Dzięki.
- Daj mi skończyć- zaczęła chichotać- Kiedy poszliśmy na naszą pierwszą randkę byłam nadal sceptycznie nastawiona, ale przekonałam się do Ciebie. Nawet nie wiem kiedy stałeś się dla mnie tak ważny..
- Jak ważny?- droczyłem się z nią.
- Tak, że byłam w stanie poświęcić swoje życie dla Ciebie.
- Sylvia- splotłem nasze dłonie- Nawet nie wiesz, jak bardzo zależy mi na Tobie i Twoim bezpieczeństwie. Nie mógłbym żyć ze świadomością, że Ciebie już nie ma. To Ty rozświetlasz moje życie, jesteś najjaśniejszą gwiazdą na niebie i najpiękniejszą istotą na ziemi.
- Teraz tak mówisz- prychnęła a ja zmarszczyłem brwi. Cholera to ja tu jestem romantyczny, a ona.. Kobiety.
- Zawsze tak będę mówić.
- To samo usłyszała tamta dziewczyna?
- Jaka dziewczyna??- okey, teraz jestem skonsternowany.
- Ta z wczorajszej premiery- wtedy wybuchnąłem głośnym śmiechem- No co?
- Jak Ty uroczo marszczysz nosek- zaśmiałem się- Mówisz o Pezz?
- Nie, głupku!
- To o kim- uśmiechnąłem się.
- O pięknej brunetce ubranej w wiśniową sukienkę.
- Nie wierzę- schowałem twarz w dłonie żeby mnie nie skrzyczała, bo się śmieje- To była moja siostra.
- Siostra?- spojrzała na mnie z szeroko otwartymi ustami.
- Nie byłbym w stanie pokochać innej dziewczyny. Ty jesteś jedyną osobą, która ma moje serce.
- Słucham?- zapytała zszokowana, ale z ogromnym uśmiechem na ustach.
-
Kocham Cię.
                                                                                                                                                                     

Wszystkiego Najlepszego Liam!!!
Nasz kochany Liaś obchodzi dzisiaj 21 urodziny także przyłączamy się do akcji na TT i spamujemy hasłem, jak zwykle :D
Jeszcze raz, Happy Birthday Liam!
Miłego czytania!
 
Syl xx

18 sierpnia 2014

52.


*** Harry *** 20 sierpień 2013 ***

Sylvia przeżyła operację, ale niestety zapadła w śpiączkę. Operacja trwała kilkanaście godzin, ale udało im się. Uratowali moją księżniczkę. Wczoraj byłem u niej chwilę, nawet nie pozwolili mi jej zobaczyć, a dzisiaj nawet nie mogę do niej pojechać.
Dzisiaj mamy premierę naszego filmu ‘This Is Us’. Paul zabronił mi opuszczać hotel. Od dwóch tygodni mieszkamy w hotelu, bo ktoś podpalił nasz tour bus. Ocalało tylko kilka rzeczy, resztę musieliśmy kupić nową. Styliści chodzą za nami cały dzień, jest dopiero 10, a my nawet nie zaczęliśmy. Według Marthy gotowi będzie dopiero na 16.30, ale musimy zaczynać już teraz, bo my jesteśmy nie wychowani i ciągle rozrabiamy. Jednak dzisiaj nikomu nie jest do śmiechu. Wszyscy chodzą osowiali, jedyny Zayn jest jako tako szczęśliwy. No tak, oświadczył się niedawno facet to się nie dziwię.
Od ósmej latają wokół nas, mierzą, czeszą i nie wiadomo co jeszcze. Mam dość tego zamieszania. Najchętniej posiedziałbym w szpitalu i czekał na jakieś wieści, ale nie mogę też zawieźć fanów. Wkońcu film powstał dla nich.
Louise usadowiła mnie na fotelu pod oknem i zabrała się za próbne czesanie mnie, chce zobaczyć, jak dzisiaj się włosy układają. To jej zajęło z pół godziny i straciła grzebień. Ha ha.
Po niej udałem się na przymiarkę do Helen zamieniając się tym samym z Niallem, który szedł dalej do Marthy, na ostateczne zdjęcie miary. Ja, gdy tylko założyłem moją koszulę poczułem się dziwnie. Była strasznie obcisła i jakaś taka nie wygodna.
- Helen, da się wybrać coś innego? Nie czuję się w tym jak ja.
- Ale to styl Harrego Stylesa- odpowiedziała ze śmiechem.
- Może tak, ale wiesz, przytyło mi się i nie mogę oddychać- westchnęła a ja się speszyłem.
- Dobrze, słońce, znajdziemy coś innego.
Podeszła do szafy i sprawdzała, co mają za koszulę i jakie materiały dostępne do szycia. Wróciła stosunkowo szybko, no dobra, jakieś 20 minut później. Dobrała mi idealny materiał, ale musiała mieć zdjętą nową miarę, więc ruszyłem do Marthy i tam spędziłem kolejne minuty słuchając jej nie śmiesznych kawałów. Liam śmiał się ze mnie, bo ostatnim razem to on musiał jej słuchać. Wywróciłem oczami i postanowiłem skupić się na Sylvii.
- Hej, przystojniaku- zamachała mi po chwili przed oczami ze śmiechem- Gotowy. A teraz leć do Lou na ostateczne czesanie i za godzinę jedziecie na premierę.
- Ten czas tu z wami tak szybko leci. Dzięki, że umiliłaś mi go Martho- uśmiechnąłem się do niej i ruszyłem do Louise, która szybko uporała się z fryzurą. Dalej poszedłem do Helen, która miała gotową koszulę dla mnie.
- Idealna- podziękowałem jej uśmiechem i ruszyłem do gotowych chłopaków.
- Hej, głowy do góry panowie- zaklaskałem w ręce- Dajmy z siebie wszystko dla naszych fanów a jutro wiecie, gdzie jedziemy.
- Hazz, cieszymy się, że dobrze się trzymasz- poklepał mnie po plecach Zayn.
- Muszę być po prostu pozytywnie nastawiony.

Ruszyliśmy za Paulem i resztą ochroniarzy na sam dół. Tam wsiedliśmy do samochodu i z eskortą policji odjechaliśmy. Na premierę przyjedzie też zespół Little Mix, nasze rodziny, dziewczyna Louis’a a także dziewczyna Liama. Będzie cudowny wieczór.
Jest godzina 16.20 a my właśnie wyjeżdżamy spod hotelu. Fanki już go obskoczyły i ledwo wyjechaliśmy. Ulicami mijaliśmy także mnóstwo naszych fanów, którzy gonili samochód i domyślam się, że śpiewali piosenki. Cudowni ludzie. Nasza rodzina.
Punktualnie 16.30 byliśmy na miejscu. Gdy tylko wysiedliśmy z samochodu na dywan zaskoczył nas blask fleszy i wrzaski jakie towarzyszyły naszemu przyjazdowi. Ledwo wysiedliśmy, kurde.

*** Sylvia ***

Obudziłam się z silnym bólem głowy, to było tak nie do zniesienia, że postanowiłam się obudzić. Gdy tylko otworzyłam oczy przeżyłam szok. Gdzie ja jestem?!
Ostatnie co pamiętam to, że byłam w jakiś dziwnym ciemnym miejscu przywieszona do haka. Co do cholery?
Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zauważyłam kilka białych krzesełek stojących pod oknem, a także małe lustro i umywalkę. Dopiero teraz zorientowałam się, że jestem podłączona do różnych urządzeń, czyli jestem w szpitalu. No tak, mogłam poznać po dziwnym zielonym odcieniu ścian. Postanowiłam sprawdzić, jak bardzo moje ciało ucierpiało, gdy mnie porwali. Jednak nie mogłam poruszyć żadną kończyną na tyle, żeby unieść ją wyżej niż 5 centymetrów. Kurwa, nieźle oberwałam, ale było warto. Nie wydałam agencji.
Nagle do pomieszczenia wszedł młody mężczyzna, na oko 30 lat. Uśmiechnął się do mnie i podszedł do mnie.
- Dzień dobry, nazywam się Logan Moritz, jestem Twoim lekarzem.
- Dzień dobry- ale mam słaby głos- Długo tu jestem?
- Prawie trzy tygodnie- odpowiedział dziwnym głosem- Wybudziłaś się po raz drugi. Pamiętasz cokolwiek?
- Nie wiem, jak się tu znalazłam. I wnioskuję, że to źle, że tak długo spałam.
- Mieliśmy pewne obawy, zgadza się- zaświecił mi latarką w oczy- Ale operacje się powiodły i pozostało czekać- uśmiechnął się.
- Odwiedzał mnie ktoś?- zapytałam z nadzieją.
- Było tu kilka osób- zaczął spisywać coś na kartce- Jeden chłopak siedział tu prawie całymi dniami.
- Mówili, kiedy znowu przyjdą?- cholera, mój głos mnie wkurza.
- Nie- zerknął na mnie niepewnie- Musimy zrobić Ci kilka badań, skoro odzyskałaś świadomość znaczy, że wszystko wraca do normy.
- Jestem silna- powiedziałam najpewniej jak potrafiłam.
- To widać, dużo zniosłaś- wpatrywał się we mnie ciekawy- Co Ci się właściwie stało?
- Ja.. nie pamiętam.
- Tak myślałem- pokręcił głową i zaczął się oddalać- Zaraz ktoś po Ciebie przyjdzie.
I zniknął. Odetchnęłam i poczułam ulgę. Skoro lekarz mówi, że wszystko będzie jak dawniej znaczy to tyle, że niedługo będę mogła wrócić do czynnej służby. Mam nadzieję, że szef nie będzie mnie ograniczał. Ja nie usiedzę w miejscu.
Nie mam żadnej traumy po tym, co się stało. Chyba.
Zaczęłam wspominać to, co mi tam robili. Na myśl o tym, że mnie dotykali, robili ze mną te wszystkie rzeczy zaczęłam mieć drgawki i poczułam, że się pocę. Byłam zdenerwowana, mam do tego prawo. Na samą myśl czułam obrzydzenie do siebie i do nich. Jak tylko ich znajdę zabiję. To mój cel.

Moje rozmyślania przerwała pielęgniarka, która wprowadzała właśnie wózek do sali, podjechała do mnie i pomogła mi zejść z łóżka. Cholernie zastały mi się stawy, ciężko będzie wrócić do dawnej sprawności..
O mało się nie popłakałam, gdy stanęłam na nogi, ból był nie do zniesienia. Jak tylko usiadłam poczułam się, jak w raju. Naprawdę.
Zostałam zawieziona do kilku różnych sal, wszędzie miałam robione przeróżne badania. Od pobrania krwi po tomografię komputerową. Miło było czasem się położyć.

Dowiedziałam się, że dochodzi godzina 17. Jako, że w mojej sali miałam telewizor poprosiłam o włączenie. Skakałam z kanału na kanał aż natrafiłam na coś, co mnie zainteresowało. Mianowicie zobaczyłam Liama i resztę na czerwonym dywanie, mnóstwo ludzi dookoła i fotoreporterów. Z uśmiechem na ustach oglądałam, jak spacerując po dywanie, rozmawiają ze sobą i z różnymi ludźmi. Czyli dlatego ich teraz u mnie nie ma. Tylko nie mam pojęcia, dlaczego ja nic o tym wydarzeniu nie wiem, a zapewne było zaplanowane już dawno. Nagle zobaczyłam jak Harry cofa się i z tłumu wychodzą dwie kobiety, jedna młodsza a druga starsza. Harry przytula najpierw tę starszą a potem mocno obejmuje te młodszą i okręca ją wokół własnej osi.
Ał?
Poczułam jak coś ukłuło moje serce. To jego dziewczyna? Chyba tak, skoro Liam przytula jakąś brunetkę a Zayn całuje Perrie. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku i natychmiast wyłączyłam telewizor. Czyli przez ten czas udawał, że mnie lubi a na boku miał dziewczynę? Te wszystkie jego słowa, były nieważne? Myślałam, że to on jest tym, którego potrzebuję. Myliłam się.
Postanowiłam odpuścić, oczyścić umysł i po prostu zapomnieć. Ułożyłam się wygodniej na łóżku i zamknęłam oczy. Sen nadszedł szybko.
 
                                                                                                                    
 
Wybaczcie, że rozdział teraz, ale miałam rozwalonego laptopa i ładowarkę. Na szczęście wszystkie pliki są i jest okey.
Krótki rozdział, ale jest i  mam nadzieję, że wam się spodoba <3
Miłego czytania!
Syl xx
                                                                                                                     
 CZYTASZ = KOMENTUJESZ
10 KOMENTARZY = ROZDZIAŁ 53 :)

30 lipca 2014

51.


*** Harry *** 2 tygodnie później, 15 sierpień 2013 ***

- Przyniosę coś do picia- Niall zostawił torbę i ruszył do kawiarenki szpitalnej, w której już mamy rabat za częste odwiedziny. Spędziliśmy tu dwa tygodnie od momentu, gdy przywieźli Sylvię do szpitala. Teraz znajduje się na OIOM’ie *. Jest w śpiączce. Lekarze twierdzą, że zapadła na nią kilka dni przed tym, jak ją uratowaliśmy a nie wybudziła się, bo jej organizm jest za bardzo wykończony. Jestem tu codziennie, każdego dnia mimo napiętego grafiku tylko po to by ją zobaczyć.
Jej stan polepszył się w ciągu ostatnich kilku dni, ma lepszy puls i serce bije już w prawie normalnym rytmie. Ginekolog mówił nam, że żaden z jej narządów nie został uszkodzony w wyniku gwałtu. Liam odetchnął na tę wiadomość, ja także. Myślę, że Sylvia chce mieć dzieci, a gdyby tamten gnój pozbawił ją tej szansy to chyba by tego nie przeżyła.
- Dzwonił do mnie wczoraj Steve.
- Pytał o Sylvię?
- Tak- westchnął Liam- Mówił, że dzwonili do niego z uniwersytetu artystycznego i proszą o szybką odpowiedź w kwestii spotkania rekrutacyjnego.
- Cholera- przeczesałem dłonią włosy- Co powiedziałeś?
- Że wyjechaliście z Sylvią do Margate* i nie macie zasięgu.
- Jak przyjął te wiadomość?- zapytałem cicho.
- Był zaskoczony. I powiedział, że macie być grzeczni- uśmiechnął się lekko.
- Okłamywać przyszłego teścia- pokręciłem głową z niedowierzaniem.
- Może zadzwoń do niego, powiedz, że jesteście w Brighton i jesteście na molo czy coś.
- Dobry pomysł.

Zszedłem na sam dół i wyszedłem do ogródka. Wybrałem numer Steve’a, ojca Sylvii, po trzech sygnałach odebrał.
- Steve Sykes, słucham?
- Dzień dobry, tu Harry- powiedziałem radośnie.
- O, Harry, witam- powiedział równie miło- Jak wakacje?
- Całkiem dobrze, pogoda jest ładna- zaśmiałem się cicho.
- Cieszę się. Mogę rozmawiać z córką?
- Widzi pan, jest na zakupach- w odpowiedzi usłyszałem głośny śmiech.
- Niech zadzwoni później- usłyszałem po chwili.
- Dobrze, jak tylko skończy zakupy to oddzwoni.
- Martwię się o nią- powiedział smutnym głosem.
- Jest bezpieczna, proszę się nie martwić.
- Wiem. Jest z Tobą, a Tobie ufam- lekko się uśmiechnąłem na jego słowa.
- Dziękuję.
- To ja dziękuję Harry. Ucałuj Sylvię.
- Tak zrobię. Do usłyszenia.
- Trzymaj się Harry.
Odetchnąłem głośno i zablokowałem telefon. Wolnym krokiem ruszyłem do środka. Postanowiłem skorzystać ze schodów, się nasiedziałem ostatnio, a trochę ruchu nie zaszkodzi. Po kilku minutach doszedłem na piąte piętro i skierowałem się w prawo, do prawego skrzydła szpitalnego. Gdy tylko skręciłem zorientowałem się, że panuje spore zamieszanie. Ruszyłem szybciej do celu aż zobaczyłem przejęte miny moich przyjaciół.
- Co się stało?
- Nie wiem- odpowiedział Niall- Nagle zaczęli się w jej sali wszyscy zbierać.
- Zaczepmy kogoś- zaproponowałem.
- Próbowaliśmy- powiedział smutno Louis.
- Przepraszam- szturchnąłem jakiegoś lekarza, ale mnie wyminął. Kurwa.
- Nic z tego – Zayn usiadł na krzesełku, reszta do niego dołączyła.
- Twoja kawa Harry- Niall podał mi ciepły jeszcze napój. Upiłem łyk, a zaraz kubeczek był pusty.
Mijały minuty a ja byłem coraz bardziej zdenerwowany. W mojej głowie pojawiały się czarne scenariusze, karciłem się za te myśli, ale one same przychodziły.
- Panowie- nagle przyszedł do nas lekarz.
- Co się stało?- zapytał Liam.
- Pacjentka się wybudziła, ale na razie nie możecie do niej wejść.
- Dlaczego?- oburzyłem się.
- Jest w słabym stanie, póki co nawet się nie odezwała. Wątpie, żeby chciała teraz kogokolwiek widzieć.
- Ale ja muszę tam wejść!
- Przykro mi- i tak po prostu odszedł. Jak on mógł mi to tak spokojnie powiedzieć, że pewnie nie chce nikogo widzieć?! Wkurzony usiadłem na krzesełku.
- Hazz, nic tu po nas, dajmy jej odpocząć- Niall położył mi dłoń na ramieniu.
- Ja tu zostaję- powiedziałem twardo.
- Wracamy do Paula- Liam przejął dowodzenie- Mamy jakiś wywiad dla BBC1 radio.
- Pieprzyć to.
- Harry..
- Co Louis, no co? Mam ją tu tak zostawić? Nie. Ponownie jej nie zostawię.
- Ona i Ty musicie odpocząć.
- Louis ma rację - Zayn, Ty też przeciw mnie?!
- Nie Zayn, ja mam rację.
- Bierzemy go- Niall chwycił mnie za ramiona i podniósł. Kurwa, oni nie rozumieją. Wyrwałem się im i ze złością ruszyłem do przeciwległej ściany. Spojrzeli na mnie smutni i wyszli. Tak, niech wychodzą, ja nie zamierzam. Z takim podejściem jak oni to nawet nie powinni tu przychodzić.
Usiadłem z powrotem na krzesło i czekałem na jakiekolwiek wieści.


*** 18 sierpień 2013 ***

Od dwudziestu minut siedzę w poczekalni i czekam na spóźnionego lekarza. Ma mi powiedzieć, kiedy wreszcie będę mógł ją odwiedzić. Chłopaki nie byli tu wczoraj i raczej się tu ich dzisiaj nie spodziewam. Zresztą, teraz jestem na nich zły. Szczególnie na Liama, myślałem, że Sylvia jest dla niego ważna.
Poczułem wibracje w kieszeni. Połączenie przychodzące od Steve’a . Nie odbieram, zabije mnie. Poczekałem aż zrezygnuje, ale po chwili znów mój telefon ożył. Cholera. Nerwowo ściskałem końcówki moich włosów. Co ja mam teraz robić?
- Pan Styles, tak?- usłyszałem nad moją głową głos- Wszystko w porządku?
- Tak tak, oczywiście. Ma pan jakieś wiadomości?
- Jedna zła a druga dobra.
- Ta zła?- zagadnąłem cicho.
- Stan pacjentki nadal jest zły, regeneracja przebiega wolno i nie jesteśmy pewni, czy pacjentka nie będzie miała problemów zdrowotnych.
- A ta dobra?
- Może pan odwiedzić dziewczynę- poklepał mnie po ramieniu.
 Tak, nareszcie! Facet odszedł w kierunku windy, a ja stałem w miejscu jak jakiś kołek. Wziąłem kilka głębokich oddechów i chwyciłem za klamkę. Momentalnie puls mi przyspieszył, zaczęły pocić mi się dłonie a oddech stał się nierówny. Ale chcę ją zobaczyć. Muszę.
Przekroczyłem próg Sali i zobaczyłem moją księżniczkę podpiętą do różnych urządzeń, wokół niej było mnóstwo kabli. Jest prawie tak biała jak pościel. Biedna…
Podszedłem do łóżka i zauważyłem, że ma zamknięte oczy i oddycha miarowo. Usiadłem i dotknąłem lekko jej dłoni a ta poruszyła się zdenerwowana i zauważyłem na ekraniku, że puls jej przyspieszył.
- Przepraszam skarbie- powiedziałem tak głośno jak potrafiłem, ale to był bardzo bardzo cichy szept. Jej widok po prostu łamie mi serce.
- Kochanie, tak bardzo tęskniłem- pojedyncza łza spływała mi po policzku, a za nią następne. Sylvia przyglądała mi się ze strachem w oczach. Nigdy nie widziałem jej w tak kiepskim stanie psychicznym.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się martwiłem- ponownie dotknąłem jej dłoni, ale tym razem jej nie zabrała. Ucieszyłem się.
- Odezwiesz się?- zapytałem i zacząłem cicho płakać. Jej twarz po prostu nie wyrażała niczego. Wiem, że teraz się cholernie boi i nie wie, co się dzieje, ale ja po to tu jestem, żeby pomóc jej wrócić do normalnego życia.
- Wiesz, nawet nie wiem ile mogę u Ciebie siedzieć- zaśmiałem się przez łzy.
- Chłopaków nie ma, są w domu, odpoczywają- postanowiłem dalej mówić- Wszyscy się o Ciebie martwią. Twój tata wydzwania do nas od kilku tygodni i wiesz, musimy go okłamywać- zwiesiłem głos i przeczesałem dłonią włosy. Odchrząknąłem i kontynuowałem.
- Niall już jest po operacji. Dzięki Tobie jest zdrowy, teraz tylko czeka go operacja na kolano.
Nagle dobiegł do moich uszu dziwny dźwięk. Urządzenia wokół mnie zaczęły piszczeć. Co do cholery? Do pomieszczenia wparowało kilka osób i wyrzucili mnie za drzwi. Osłupiały stałem jak jakiś debil na środku korytarza. Po chwili wróciła mi świadomość i postanowiłem zadzwonić do Liama.
Odebrał szybko.
- Co jest?- odezwał się głos przyjaciela po drugiej stronie.
- Kiepsko jest. Coś się stało.
- Jak to? Harry, co jest?
- Byłem u niej w sali, było wszystko okey, a nagle wszystko zaczęło hałasować.
- Wiesz coś więcej?
- Nie, ale dam ci znać, okey?
- Jasne, zadzwoń szybko. Ja powiadomię resztę.
Rozłączył się a ja postanowiłem pójść coś zjeść. Dzisiaj nie zdążyłem nic zjeść, spieszyłem się jak zwykle do szpitala.
Zamówiłem zapiekankę z surówką. Usiadłem w jednej z wolnych ławek. Zamyśliłem się i zastanawiałem, co teraz będzie. Jak będzie wyglądało nasze życie, mam na myśli- jak będzie wyglądać relacja między nami. Nagle poczułem dotyk na ramieniu.
- Przepraszam- kobieta w średnim wieku uśmiechała się do mnie miło- Wolne?
- Tak, oczywiście- dosiadła się do mnie razem z córką, mała ma około 8 lat.
- Kochanie, zjedz zupkę- mama próbowała nakłonić małą do zjedzenia.
- Nie chcę- odsunęła od siebie talerz.
- Powinnaś jeść, żeby być duża i silna- odezwałem się do dziewczynki.
- Jak będę jadła to urosnę tak duża jak Ty?- zapytała wpatrzona we mnie jak w obrazek.
- Pewnie.
- Mamo, daj mi jeszcze zupy!- zaśmialiśmy się a mała zaczęła wcinać zupę warzywną.
- Jestem Harry- przywitałem się z mamą.
- Jestem Carly a to moja córka Diana.
- Piękne imiona- uśmiechnąłem się do nich- Dlaczego Diana jest w szpitalu?
- Ma białaczkę szpikową.
- Oh- wyrwało mi się, kobieta posmutniała- Przykro mi.
- Dziękuję. Wiesz, tylko zdrowy szpik kostny pomoże jej wrócić do zdrowia, ale jak na razie nie mamy dawcy.
- Może ja mogę pomóc?
- Jeśli jesteś zdrowy i Twój szpik będzie zdatny do przekazania to wtedy będziesz mógł pomóc- uśmiechnęła się słabo.
- Zrobię testy i jak najszybciej się zgłoszę.
- Dziękujemy bardzo. Nawet nie wiesz ile taka pomoc znaczy.
- Domyślam się.
- A Ty dlaczego tu jesteś?
- Moja dziewczyna miała wypadek i była w śpiączce.
- Mam nadzieję, że wyzdrowieje- pocieszająco uścisnęła moją rękę.
- Tak, ja też.

*** tego samego dnia, godzina 15.50 ***

- Panie Styles, szukałem pana.
- Co z Sylvią?- zapytałem zdenerwowany.
- Pojawił się problem. Zrobiliśmy kilka dodatkowych badań i niestety, ale ma krwiaka mózgu, za chwilę będzie operacja.
- Przeżyje prawda?- ale nic mi nie odpowiedział- Prawda?
- Nie ma stu procentowej pewności, takie operacje są ryzykowne.
- Musicie ją uratować- czułem, że oczy mnie szczypią.
- Zrobimy, co w naszej mocy.

I odszedł. Cholera, wszystko tylko nie to. Dopiero co ją odzyskałem, nie mogę jej znów stracić!
 

*OIOM- Oddział Intensywnej Opieki Medycznej

*Margate- miasto u wybrzeży Anglii, nad Morzem Północnym
                                                                                                                                                                  
 
Zadawajcie pytania bohaterom, myślę, że teraz macie trochę pytań  ;) Pytanie & Odpowiedź
                                                                                                                                                                  
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
10 KOMENTARZY = ROZDZIAŁ 52

18 lipca 2014

50.


*** Harry ***

Jest godzina 5:45 a ja już na nogach. Po prostu nie mogłem spać. Liam spał dość niespokojnie, zresztą wszyscy byli dzisiaj nerwowi. Chyba cieszymy się z faktu, że moja księżniczka będzie za chwilę wolna. Tak bardzo chcę ją przytulić i pocałować. Kilka łez spłynęło po moim policzku i wylądowało na kolanach. Otarłem je szybko i postanowiłem przebrać się w świeże ciuchy. Dobrze, że Lou jako jedyny pomyślał, żeby przywieźć nowe na zmianę.
Niall dzwonił, ma się coraz lepiej, jutro wychodzi. Ucieszył się na myśl, że Sylvia niedługo będzie bezpieczna. Wiecie, czemu jestem jeszcze zadowolony? Że mój przyjaciel jest całkowicie zdrowy, operacja się udała i niedługo będziemy w komplecie.
Wyjrzałem za okno, jest małe, ale wpuszcza trochę światła tutaj. Dzień jak co dzień, jednak dało się wyczuć tę nutkę napięcia. Słońce dopiero co szykuje się do wyjścia ponad horyzont a ja wzdycham i zastanawiam się co dalej będzie.
Postanowiłem zejść na dół, żeby tam czekać na wszystkich, to uwolni mnie od tego intensywnego myślenia. Ale ktoś mnie zatrzymał.
- Harry stój. Możemy pogadać?
- Jasne Liam, co jest?
- Ja tak dłużej nie mogę - schował twarz w dłoniach.
- Ale jak?
- Okłamywać wszystkich- wstał- Kłamałem Paulowi, że śpimy u mojej mamy a mojej mamie powiedziałem, że Sylvia jest u nas. To obłęd.
- Liam, wiesz, że to dla dobra sprawy- patrzyłem na niego zdezorientowany.
- Wiem- westchnął- Ale to nie ja. Rozumiesz?
- Nie- wyszedłem z pokoju i szybko skierowałem się do windy. Jak Liam może czuć się źle z tym, że okłamuje rodziców i Paula? Kurwa, przecież tu chodzi o życie Sylvii, która cierpi za nas. Czy on jest głupi? Zrozumiałbym wszystko, naprawdę, ale tego nie potrafię. Po prostu nie.
Wysiadłem z windy i to, co zobaczyłem przestraszyło mnie. Mnóstwo tajniaków ubranych jak komandosi, uzbrojeni po zęby, gotowi by zabić. Szukałem znajomej twarzy, ale nikogo nie zauważyłem. Ruszyłem pewnie do przodu i napotkałem opór, ludzie stali w miejscu i wymieniali między sobą zdania. Cholera.
- Przepraszam- to słowo wypowiedziałem jakieś sto razy w ciągu 3 minut. Odsuwali się jakby w ogóle mnie nie widzieli lub nie chcieli zauważyć.
- Harry!
Odwróciłem się w lewo i dostrzegłem znajomą postać. Liza stała obok Bena i byli pochyleni nad mapą. Dołączyłem do nich akurat, gdy omawiali taktykę. Nic z tego nie zrozumiałem, może jestem za głupi albo po prostu niedoświadczony.
- Dobra, to plan jest jasny. Mam nadzieję, że wszyscy załapali.
- Ja jadę już z grupą alfa- odezwał się Ben- Mamy najdalszy punkt, więc musimy ruszyć wcześniej.
- Powodzenia agencie 415- powiedział do niego Szef a tamten ruszył do ludzi. Krzyknął coś i za chwilę pełno agentów ruszyło za nim do wyjścia głównego. Ja nadal stałem wpatrzony w mapy, na których zaznaczone były czerwone kółka wokół czegoś, co prawdopodobnie jest magazynem. Mapa Leeds przypomina teraz kolorowankę.
- Gdzie reszta?- zapytała mnie cicho Liza.
- Śpią- wzruszyłem ramionami.
- Denerwujesz się?
- Jasne- przeczesałem włosy dłonią- A Ty?
- Trochę. To moja pierwsza poważna misja w terenie. I pierwsza misja odbicia agenta od wielu lat.
- Kiepsko to brzmi.
- Bo tak jest. Nie wiadomo, co się z nią dzieje.
- Nie zakładajmy najgorszego- wzburzyłem się.
- Trzeba być gotowym na wszystko- powiedziała surowym tonem i za chwilę odwróciła się w stronę Z- Grupa beta jest gotowa.
- Dobrze, ruszajcie.
- A co z nami?- zapytałem, gdy tamci skończyli wymianę zdań.
- Ustaliliśmy, że zostajecie w bazie- powiedział stanowczo Z.
- Nie nie nie- niemal krzyknąłem- Nie ma takiej opcji.
- Właśnie- poparł mnie Liam, uśmiechnął się lekko- Nie będziemy się mieszać.
- Dobra- westchnął Z- Agentko301 zabierz dwóch, a reszta pojedzie z Grupą gamma.
- Ja jadę z Tobą- odezwałem się.
- Ja też- Zayn stanął przy mnie- Nie zostawię Cię bracie.
- Dzięki.
- Skończyliście?- Liza spojrzała na nas dziwnie- Musimy jechać.
- Powodzenia- Lou i Liam powiedzieli w tym samym momencie i szybko nas przytulili. Ruszyliśmy za kilkunastoma agentami na parking. Tam wsiedliśmy w specjalne opancerzone samochody. Ja i Zayn siedzieliśmy z tyłu razem z 5 agentami, z przodu siedziała Liza i typek, co kierował. W tym momencie adrenalina była tak wysoka, że niemal nie dostałem migotania komór serca. Pociłem się i martwiłem. Strach przejął nade mną kontrolę.
- Oddychaj- polecił mi Zayn, tak też zacząłem robić. Wolne wdechy i wydechy, powoli się uspokajałem, ale jednak nie potrafiłem być spokojny w 100%. Musimy ją uratować!


-
Tu grupa alfa, jesteśmy w połowie drogi do celu. Kierunek północy zachód, droga czysta.

Jedziemy już ponad godzinę, będziemy na miejscu za jakieś 2 a grupa alfa za godzinę będzie na wyznaczonej pozycji. Grupa gamma, delta i omega dojedzie za jakieś pół godziny, oni mają akurat blisko. Jakiś agent dał nam kamizelki kuloodporne na wszelki wypadek, gdyby rozpętała się strzelanina, ale oczywiście nie zamierzają jej wywoływać. Tak, jasne, to jest wiadome, że tylko czekają na taką akcję.
Jechaliśmy w ciszy, nikt się nie chciał odzywać, radio też nie grało, słychać było jedynie urywane i przyspieszone oddechy.

*** 2 godziny później, Leeds ***

- Grupa alfa rusza w teren.

My dojeżdżamy do naszego miejsca, a tamta grupa właśnie dotarła. Każdy jest spięty, to widać. Zayn pobladł i strasznie się trzęsie. Ciekawe, jak Liam to znosi. On już dawno jest na miejscu. A na razie żadnych wieści od nich.
-
Grupa gamma melduje zakończenie misji. Nic nie znaleźliśmy oprócz kartonów z ubraniami, wieszakami i gazetami. Portier zaprzeczył, że Marie Jenett tu była. Jedynymi osobami, które tu były to on oraz kilku ochroniarzy. Jedziemy do was grupo beta.

- Tu grupa omega. U nas sytuacja jak u grupy gamma. Nic nie znaleźliśmy. Jedziemy jako wsparcie. Bez odbioru.

Teraz tylko czekać na jakąś wiadomość od delty i będę prawie spokojny. Skoro na pięć magazynów już dwa są sprawdzone to w którymś z tych trzech musi być moja księżniczka. Usiadłem wygodniej i zacząłem wspominać nasze randki. Kino, kręgle, teatr. Było tak cudownie, ten czas mijał nam bardzo przyjemnie, ale też szybko. Zaprzyjaźniliśmy się przez ten cały czas, pokochałem ją. Jest taka szalona, spontaniczna, poważna, spokojna, wszystko w jednym. Kocham ją za to jaka jest, niczego nie udaje. Nie mogłem trafić na nikogo lepszego. Obiecuję sobie, że gdy tylko ją znajdziemy zabiorę ją do mamy i Robina a także do taty. Wszyscy muszą poznać mój skarb.

- Grupa delta melduje, że nie znaleźliśmy niczego podejrzanego. Magazyn był pusty, jedyne co tam było to brudne półki. Coś tam mogło leżeć jakiś czas, ale tak to żadnych śladów ludzkiej obecności. Portier twierdzi, że nikogo tu nie było od miesiąca.
- Grupa alfa do grupy wszystkich grup. Dojedźcie do bety jak najszybciej, nasz magazyn także pusty, żadnych śladów. Musimy ruszyć pełnymi siłami do ostatniego magazynu. Nie wiadomo, ilu ludzi otacza budynek. Bez odbioru.

O cholera, to się porobiło. Nasza grupa właśnie dojeżdża na miejsce. Przeszły mnie dreszcze na myśl, że jesteśmy już tak blisko a jednak tak daleko. Zayn pocieszająco mnie objął mnie ramieniem i szepnął, że będzie dobrze.
Samochód zaparkował gdzieś w lesie, widać magazyn. To jest odległość ok.200 metrów.
- Nie ruszajcie się stąd – rozkazała nam Liza, była taka zawzięta i pewna. Skinęliśmy głowami i oparliśmy wygodnie o samochód. Wewnątrz samochodu jest tak pusto i cicho, a na zewnątrz jeszcze ciszej. Zerknąłem na tylną szybę i zauważyłem, że podjeżdża coraz więcej czarnych opancerzonych samochodów. Przełknąłem wielką gulę w gardle i postanowiłem zrobić coś głupiego. Odpiąłem pas i ruszyłem do drzwi wyjściowych.
- Stary, zgłupiałeś?- wydzierał się Zayn, ale się nie ruszył- Wracaj.

Ale ja swoje. Jestem głupi, wiem, ale w tym momencie podążam za instynktem. Chowałem się za drzewami aż nagle dobiegł mnie odgłos broni. Ktoś strzelał. I zaczęła się prawdziwa jatka. Odgłosy dochodziły z okolic samego magazynu, w lesie było bezpiecznie. Mijali mnie agenci, każdy kazał mi wracać, ale ja ich nie posłuchałem. Idę za nimi, mam przecież kamizelką.
Truchtem biegłem w stronę wschodniego skrzydła magazynu, bo tam zauważyłem drzwi. W tę samą stronę biegł oddział alfa, poznałem po zielonych odznakach.
- Harry do cholery, co tu robisz?- wydarł się na mnie Ben.
- Chcę ją znaleźć!
- Wracaj do samochodu! Tu jest niebezpiecznie!
- Mam to gdzieś!

- Tu grupa delta, magazyn w zachodniej części pusty. Kilku mężczyzn nie żyje a kilka osób uciekło.
- Grupa gamma, dach czysty, nikogo nie ma.

Dzięki tym informacjom wiemy, że mamy prawie wolną drogę do środka. Ben wypchnął mnie do tyłu, byłem w środku między agentami. Powoli ruszyliśmy kolumną do przodu. Drzwi ustąpiły szybko i już po chwili byliśmy w ciemnym pomieszczeniu. W oddali dostrzegłem bujającą się i ledwo świecącą żarówkę. Coś mi mówiło, że jesteśmy blisko. Skręciliśmy w lewo, jesteśmy teraz w głównej części magazynu, ale tu ledwo dociera światło. Agenci włączyli swoje latarki zamontowane na karabinach. Gdzieś w oddali zamajaczył jakiś cień.
- Ben, coś tam jest- wskazałem na punkt oddalony od nas o jakieś 150 metrów.
- Idziemy – rozkazał grupie i każdy kroczył za nim w wyznaczonym kierunku. Gdy byliśmy dostatecznie blisko dostrzegliśmy kontur postaci zawieszonej u góry magazynu. Podeszliśmy jeszcze bliżej i zobaczyliśmy Sylvię wiszącą na jakimś pieprzonym haku, pod jej ciałem zebrała się spora kałuża krwi. Rozejrzałem się po wnętrzu, brudno tu i śmierdzi. Agenci świecili po całej przestrzeni i wszędzie można było dostrzec zaschniętą krew.
-
Grupa alfa do reszty grup. Mamy ją. Jak teren?
- Czysto-
odezwał się ktoś po drugiej stronie.
- Chłopcy, pilnujcie wejść- rozeszli się a wtedy Ben spojrzał na mnie.
- Pomóż mi- warknął- Widzisz tamten hak w ścianie?
- Tak.
- Lina jest do niego przywiązana- powiedział jak do idioty- Rozwiąż ją i delikatnie poluźniaj tak, żeby ściągnąć ją na ziemię.
Szybko podbiegłem do miejsca, gdzie znajdował się hak i zabrałem się za ogarnianie sznura. Ciężko szło z początku, ale było coraz łatwiej.
- Szybko Styles!- krzyknął Ben.
Przyspieszyłem swoje ruchy i sznur wyśliznął mi się z ręki. W porę go złapałem.
- Uważaj!
Puszczałem kawałki liny a Sylvia znajdowała się coraz bliżej ziemi. Jeszcze trochę i będzie całkowicie bezpieczna. Zostały jakieś 2 metry. I jest!
- Mam ją! Uciekamy!
Puściłem linę, która swobodnie opadła na ziemię. Ben trzymał moją księżniczkę na rękach i niósł w stronę wyjścia, mieliśmy eskortę aż do samochodu. Gdy tylko doszliśmy do grupy alfa magazyn wybuchł w powietrze. Fala wybuchu powaliła nas wszystkich na ziemię, znajdowaliśmy się blisko magazynu, na szczęście Sylvia była już w samochodzie.
-  Żyje?- zapytałem przerażony.
- Tak, oddycha, ale ledwo. Jedziemy do szpitala.
- Jadę z wami.
- Dobra- odpowiedział po chwili wahania- Pakuj się.


*** Szpital, Londyn, godzina 11 ***

Właśnie dojechaliśmy na miejsce, stoimy na miejscu dla karetek. Podbiegł do nas jakiś sanitariusz, sprawdził stan Sylvii i krzyknął na kilku ludzi, żeby przynieśli nosze. W ciągu dwóch minut była przewieziona na salę operacyjną. Nie wiem, co jest jej dokładnie, ale nie wygląda najlepiej. Od czasu, gdy ją uratowaliśmy minęły jakieś 2 godziny, a ona nie odzyskała przytomności. W dodatku jest bardzo blada i cała we krwi. Liam płacze od momentu, gdy zobaczył ją w ramionach Bena. Cholera, tak się o nią martwię. Walnąłem mocno głową w ścianę, w momencie, gdy lekarz wyszedł z sali operacyjnej.
- Doktorze, co z nią?- zapytał Zayn zatrzymując go.
- Panowie z rodziny?
- Jestem jej chłopakiem a Liam to brat, reszta to przyjaciele- powiedziałem cicho.
- Jej stan jest krytyczny- otworzyłem szerzej oczy- Straciła mnóstwo krwi, jej ciało jest wykończone, ma mnóstwo siniaków i otwartych ran. W dodatku została brutalnie zgwałcona.
- Co?- nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie usłyszałem. Liam zemdlał i od razu zabrali go do sali dla pacjentów, żeby odpoczął. Nasza trójka została przed blokiem operacyjnym i czekała na dalsze informacje.
Ona została zgwałcona. Zabiję tego, kto to zrobił! Łzy zaczęły masowo lecieć w moich oczu, już po prostu nie wytrzymuje.
- Stary- Louis dosiadł się do mnie i przytulił- Pomogę Ci zabić tego skurwysyna.
- Ja też- Zayn usiadł po mojej drugiej stronie. Nie potrafiłem wydusić z siebie słowa. Po prostu płakałem.
                                                                                                                                                                    

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
 10 KOMENTARZY = ROZDZIAŁ 51 :)